Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Przebieg choroby był niemal identyczny. Ojcowie umierali, zostawały po nich zdjęcia

Czy urazy głowy przyczyniły się do chorób i śmierci byłych piłkarzy? Jak odbijanie piłki głową wpływa na zawodników dziś? Pytań jest wiele, ale odpowiedzi brakuje. Światowe federacje - w tym m.in. FIFA czy UEFA - ignorują niezależne badania i kneblują usta ich autorom.

Dzieci byłych piłkarzy niemal identycznie relacjonują przebieg choroby swoich ojców: zaczynało się od tego, że zapominali o najprostszych sprawach - gdzie zostawili klucze, co mieli kupić w sklepie, jak nazywał się sąsiad. Z czasem stawali się coraz bardziej nerwowi. Później ktoś opowiadał żart, a oni nie wyłapywali puenty, zaczynali tracić wzrok, odizolowywali się. Choroba postępowała: nie rozumieli już, co mówią w telewizji, nikogo nie poznawali, wymagali nieustannej opieki.

Zobacz wideo Świat wybrał Ikonę Futbolu 2020! Lewandowski i długo nic

Ich bliscy słyszeli różne diagnozy: choroba Alzheimera, demencja, chroniczna encefalopatia pourazowa (CTE). Ojcowie umierali, zostawały po nich zdjęcia. I jeden szczegół przykuwał uwagę - jak często odbijają na nich piłkę głową. A stąd już niedaleko do pytania: może dlatego zachorowali?

Daleko jednak do odpowiedzi. Holenderski dziennik "NRC" przeprowadził śledztwo - oparte na rozmowach z ponad dwudziestoma informatorami, dostępie do poufnych maili i przeglądzie kilkudziesięciu opracowań naukowych - z którego wynika, że najważniejsze federacje i stowarzyszenia sportowe na świecie mają duży wpływ na przeprowadzanie badań dotyczących uszkodzeń mózgu w sporcie. Chodzi o FIFA, NHL czy NFL. Przyjmują postawę podobną do tej producentów tytoniu, którzy przez lata, na podstawie badań opłaconych naukowców, poddawali w wątpliwość, że palenie prowadzi do raka płuc i innych chorób. Federacje również powtarzają, że nie ma jednoznacznych dowodów, że wyczynowe uprawianie sportu może prowadzić do uszkodzeń mózgu. A kiedy znajdują się lekarze, którzy próbują wykonać niezależne badania i udowodnić, że tak właśnie jest, wysoko postawieni naukowcy związani z federacjami robią im pod górkę i odbierają wiarygodność.

Byle dalej móc powtarzać, że brakuje jednoznacznych dowodów.

Przełomowe badania: mózg futbolisty przypominał mózg pięściarza

Zaczęło się od Mike’a Webstera, znanego futbolisty amerykańskiego, który cztery razy wygrał Super Bowl. Dobił do pięćdziesiątki, ale jego ostatnie lata były straszne: wylądował na ulicy, sam raził się paralizatorem, znikał na długie tygodnie, spał na dworcach i stał się agresywny, dlatego po śmierci jego rodzina poprosiła o zbadanie jego mózgu. Patolog Bennet Omalu stwierdził u niego chroniczną encefalopatię pourazową (CTE), czyli zaburzenie pracy mózgu, do którego dochodzi w wyniku powtarzających się, silnych uderzeń w głowę. Choroba przypominająca demencję, czasami objawiająca się dodatkowymi problemami psychicznymi i gwałtownym osłabieniem funkcji poznawczych. Do 2002 roku przypisywano ją przede wszystkim pięściarzom i mylono z demencją. Na podstawie badań Omalu powstała książka "Wstrząs", następnie film z Willem Smithem o tym samym tytule, ale najważniejsze było to, że naukowcy zaczęli przyglądać się mózgom zmarłych sportowców różnych dyscyplin.

Z czasem Centers for Disease Control and Prevention (CDC), jeden z najważniejszych instytutów badawczych w Stanach Zjednoczonych, stwierdził, że wyczynowe uprawianie sportu jest głównym czynnikiem rozwoju tej choroby. Tylko w ostatnim roku Anglicy pożegnali dwóch piłkarskich mistrzów świata z 1966 roku - Jacka Charltona i Nobby’ego Stilesa, a Niemcy dowiedzieli się, że w domu opieki pod Monachium przygasa Gerd Mueller. U Charltona i Stilesa stwierdzono demencję, u Muellera chorobę Alzheimera. A to jedynie przykłady najbardziej znanych piłkarzy. Największe federacje proszą jednak, by nie szukać na stadionach przyczyn ich chorób. Nie chcą przechodzić przez to samo, co środowisko bokserskie po śmierci Muhammada Alego, gdy wpływowe instytucje medyczne wzywały do zniesienia tego sportu, bo prowadzi do chorób mózgu.

"Grupa wstrząsowa"

W ostatnich kilkunastu latach największe federacje (FIFA, NFL, NHL, MKOl) same zaczęły odgrywać główną rolę w badaniach nad uszkodzeniami mózgu. W 2001 r. powołały grupę naukowców, która miała przyjrzeć się temu problemowi i opracować zalecenia poprawiające bezpieczeństwo sportowców. Na przestrzeni lat grupa zyskała wielki wpływ i odgrywa dziś decydującą rolę w informowaniu o uszkodzeniach mózgu sportowców. Nazywa się "grupą wstrząsową w sportach" i zrzesza ponad trzydziestu naukowców z całego świata. Grupa ekspertów spotyka się raz na cztery lata, m.in. w siedzibie FIFA w Zurychu. Światowa Federacja Piłki Nożnej jest zresztą jednym z podmiotów finansujących te spotkania - podobnie jak Międzynarodowy Związek Hokeja na Lodzie i Międzynarodowy Komitet Olimpijski. Niemal wszyscy członkowie grupy (według danych "CBC News" 32 z 36, który byli obecni na ostatnim spotkaniu w 2016 roku) pracują dla najważniejszych stowarzyszeń sportowych na świecie. Są to lekarze z NFL, NHL i klubów piłkarskich. Są też naukowcy, którzy pobierają z federacji sportowych pieniądze na prowadzanie badań.

Ikona Futbolu 2020Świat wybrał Ikonę Futbolu 2020! Lewandowski i długo nic. Zaskoczenia na podium

Za pracę w "grupie wstrząsów" nie są dodatkowo opłacani, natomiast krytycy - nawet należący do grupy - twierdzą, że jej członkowie nie są obiektywni i powiązania z federacjami mają wpływ na ich oceny. - Wiele pieniędzy trafia z federacji do zespołów, w których pracują członkowie naszej grupy. Dla mnie to oczywiste, że to połączenie federacji z klubami sportowymi jest zdecydowanie zbyt silne - powiedział "NRC" jeden z członków grupy, proszący o anonimowość. Jego zdaniem federacje wcale nie chcą niezależnych badań i rzetelnego śledztwa w sprawie uszkodzeń mózgów, bo dobrze wiedzą, co odkryją.

Grupa ma trzech liderów: Jiriego Dvoraka, który przez ponad dwadzieścia lat był dyrektorem medycznym FIFA, neurologa Paula McCrory’ego, który reprezentował NHL w wielu procesach sądowych i Willema Meeuwisse’a przewodniczącego komisji lekarskiej NHL. Po każdym spotkaniu "grupy wstrząsowej" powstaje publikacja naukowa - nowa biblia dotycząca urazów głowy w sporcie: wytyczne, zasady postępowania, wskazówki i nowe ustalenia. Dyrektywy tej grupy wpływają na to, co dzieje się na tysiącach stadionów na całym świecie. W 2019 r. ustaliła chociażby - po wypadku Jana Vertonghena - że nie można już z powrotem wpuścić na boisko piłkarza, który doznał urazu głowy.

Robert Cantu, neurolog z Boston School of Medicine, uczestniczył w każdym spotkaniu grupy od 2001 roku. Jego zdaniem zaczęło się dobrze: od intensywnej dyskusji i napisania solidnych podręczników dla lekarzy sportowych. Ale gdy rok później - po śmierci futbolisty Mike’a Webstera, która dała początek kolejnym badaniom nad mózgami zmarłych sportowców - wobec pojawiania się kolejnych dowodów potwierdzających, że uprawianie niektórych sportów może powodować długotrwałe uszkodzenia mózgu, grupa zmieniła swoje podejście. Jej szef, Jiri Dvorak, temu zaprzecza i przekonuje, że grupa dochodzi do konkretnych wniosków w "ustrukturyzowanym, naukowym i przejrzystym procesie". "NRC" powołuje się jednak na informatorów należących do grupy, którzy mówią zupełnie co innego. Według nich biblia powstaje za zamkniętymi drzwiami, w miejscu, w którym nie ma miejsca na krytykę.

Hansi Flick trenerem roku w plebiscycie Ikona Futbolu 2020"Tak ewidentnego zwycięzcy nie było od czasów Pepa Guardioli" [IKONA FUTBOLU 2020]

Na prywatnych sesjach "grupy wstrząsowej" jej najważniejsi członkowie ustalają, jaka część informacji ma zostać upubliczniona. Na ostatnim spotkaniu grupy z 3,8 tys. publikacji wydanych przez różnych badaczy na temat długofalowych konsekwencji urazów głowy w sporcie zrecenzowano raptem 47. Reszta nie spełniła surowych "kryteriów włączenia", które ustala sama grupa. Z urzędu odrzucane są wszystkie badania koncentrujące się na jednym, konkretnym przypadku sportowca cierpiącego na uraz głowy. Przykładowo - przełomowa praca Benetta Omalu dotycząca mózgu Mike’a Webstera nie mogłaby być rozpatrywana. Ignorowane są też wszystkie badania zawierające eksperymenty na zwierzętach. Rozmówcy "NRC" przekonują jednak, że mają one kluczowe znaczenie i są najszybszym sposobem, by odpowiedzieć na najważniejsze pytania: jeśli na przykład mysz dozna uszkodzenia mózgu po uderzeniach imitujących główkowanie w piłce nożnej, może to być powód do powtórzenia badania na ludziach. Publikacje grupy od lat kończą się więc stwierdzeniem, że szanowani naukowcy dokładnie przebadali sprawę i doszli do wniosku, że nie można udowodnić, że niektóre sporty prowadzą do uszkodzenia mózgu.

Neuropsycholog badający urazy głowy: "FIFA celowo mnie rozbroiła"

Erik Matser jest neuropsychologiem. Już w latach 90. badał mózgi sportowców pod okiem prof. Barry’ego Jordana, który lecząc Muhammada Alego, dowiódł, że to ciosy przeciwników spowodowały u niego rozwój choroby Parkinsona. Matser powtórzył badania wśród piłkarzy i wyciągnął podobne wnioski: zderzenia z przeciwnikami oraz częste odbijanie piłki głową prowadzą do chorób mózgu. Postanowił iść za ciosem, od ogółu do szczegółów. Przede wszystkim chciał dowiedzieć się, czy po odbiciu piłki głową w mózgu uwalnia się określony typ białka (s-100b). To mogłoby wskazywać, że mózg jest uszkadzany. 

Matser złożył propozycję przeprowadzenia badań na Uniwersytecie w Rotterdamie. Niedługo potem otrzymał telefon od Jiriego Dvoraka - byłego dyrektora medycznego FIFA i przywódcy "grupy wstrząsowej". Zaproponował spotkanie, chciał porozmawiać o planowanych badaniach. Pytał Matsera o jego propozycję badawczą, wstępne wyniki i przyjęte metody. Poprosił o odpowiednie dokumenty opisujące dotychczas przeprowadzone badania. Wykorzystywał swój autorytet. Matser uległ, choć czuł, że to dziwne. - To był największy błąd, nigdy nie powinienem dać mu tych dokumentów - mówił "NRC".

Po trzech miesiącach Dvorak znów zadzwonił. Powiedział, że już zbadał pojawianie się białka w mózgu i - rzeczywiście - obecność białka zwiększała się po uderzeniu, ale po chwili znów spadała. Dvorak napisał o tym artykuł badawczy i stwierdził, że "białko nie jest idealnym markerem uszkodzenia mózgu". - Nie wierzyłem w jego wyniki. Nasze wstępne rezultaty były znacznie bardziej alarmujące. Ale Dvorak przerwał mi wykonywanie badań. Później miałem ogromne problemy ze zdobyciem funduszy na dalsze badania. Bo kto da pieniądze na zbadanie czegoś, co jest już zbadane? Czułem, że FIFA celowo mnie rozbroiła i zatrzymała moje dalsze badania, korzystając z pomocy jednego ze swoich badaczy. Niestety, nie sposób tego udowodnić - przyznaje Matser. Dvorak - co jasne - zaprzeczył, by tak było. Twierdzi, że wykonywał badania już wcześniej i spotkania z Matserem nie miały na nie żadnego wpływu.

Matser ostrzega innych badaczy: - Uważajcie na potężne federacje sportowe, bo będą próbowały was powstrzymać. Nie bądźcie tak naiwni jak ja. Chrońcie swoje badania. A "NRC", jakby na potwierdzenie jego słów, pisze o pewnym lekarzu z NFL, który podczas rozmowy telefonicznej próbował zapobiec przekazaniu pieniędzy na badania naukowcowi z Bostonu zajmującemu się urazami mózgu od wielu lat, mającemu dużą wiedzę i nieposzlakowaną opinię. Przekonywał, że badacz ten "nie jest niezależny". Lekarz, o którym mowa również jest członkiem "grupy wstrząsowej".

Matser porównuje zachowania federacji różnych dyscyplin do tego, co zrobiła NFL z Benettem Omalu, patologiem, który w 2002 r. dokonał przełomowego badania mózgu Mike’a Webstera i opisał nową chorobę mózgu - CTE. On też zaraz po opublikowaniu badań był zastraszany i zignorowany przez federację, a jego metody badawcze były podważane przez badaczy zaprzyjaźnionych z federacją. Zrobiono wiele, by nadszarpnąć jego wiarygodność i reputację.

Holenderska neuropsycholog Magdalena Ietswaart ma 25 lat doświadczenia w prowadzeniu badań nad mózgiem. W 2016 r. przeprowadziła eksperyment, z którego wynikało, że zawodnicy już po odbiciu 20 piłek jedna po drugiej mieli gorsze zdolności zapamiętywania i słabiej radzili sobie z logicznymi łamigłówkami. Po godzinie odzyskiwali swoje zdolności. Rok później badaniom Magdaleny Ietswaart poddał się Alan Shearer, najskuteczniejszy piłkarz w historii Premier League. Eksperyment nagrywały kamery BBC. Dokument zrobił furorę, pisały o nim największe gazety i portale z całego świata. UEFA poczuła się wywołana do odpowiedzi - jeszcze w tym samym miesiącu, w którym wyemitowano film, zwołała komisję lekarską i poprosiła swoich naukowców o przeprowadzenie badań. Zależało jej na ustaleniu dwóch podstawowych kwestii: jak często główkują piłkarze i jak wpływa to na ich mózgi. Gdy sprawa zeszła z pierwszych stron gazet i UEFA nie czuła już takiej społecznej presji, odpuściła. "Federacja postanowiła na razie nie kontynuować projektu badawczego" - odpowiadała naukowcom, którzy chcieli przeprowadzić dla niej badania.

Magda Eriksson i Pernille HarderTo kuriozalne, że Harder stała się sławna dopiero po tym zdjęciu. "Coś się stało. Szok!" [IKONA FUTBOLU 2020]

Magdalena Ietswaart również zgłosiła się do europejskiej federacji z propozycją przeprowadzenia bardzo szczegółowych badań. Została odrzucona. Federacja zdecydowała, że za badania będą odpowiedzialni lekarze z jej wewnętrznej komisji. - Fakt, że UEFA nie zaakceptowała żadnej oferty złożonej przez niezależnych naukowców, jest jej świadomym wyborem. Jeśli nie przyjmą takich propozycji, wciąż mogą powtarzać: nie wiedzieliśmy o problemie. Zresztą, federacja rugby postępuje niemal identycznie - mówi Ietswaart dziennikowi "NRC".

W zeszłym roku UEFA przedstawiła nowe wytyczne w oparciu o badania swoich lekarzy. Zaleciła, by "młodzi piłkarze wykonywali mniej główek podczas treningów, a trenerzy skupili się na wzmocnieniu ich mięśni szyi". Dziennikarze przyklasnęli, natomiast nie były to przełomowe wnioski, bo poszczególne krajowe związki piłki nożnej już wcześniej doradzały trenerom podobne działania. Badania, które mogły więcej powiedzieć o faktycznym wpływie główkowania na mózg piłkarzy, nie zostały przeprowadzone lub nie wyszły na jaw.

Podobnych przykładów jest więcej: badacz przeprowadzał eksperymenty w tym zakresie? Zaczął badania? Tracił etat na uczelni, miał problem ze znalezieniem pracy, w dziwnych okolicznościach było mu cofane dofinansowanie, dostawał zakaz występowania w mediach albo sportowcy, którzy zgadzali się poddać badaniom, nagle się wycofywali.

Pisząc tekst korzystałem z:

  • NRC
  • The Guardian
  • CBC News
  • New York Times
  • The Mirror
  • New York Times
  • The Times