Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

"Kruczoczarny dzień" Niemców. "Nic nie działało". Czy Joachim Loew wytrwa do Euro?

"Ogoleni w Sewilli". "Toni Kroos to w ogóle grał?" - pisze "Der Spiegel" o porażce 0:6 z Hiszpanią, po której reprezentacja Niemiec nie zazna spokoju aż do Euro. Było sześć, mogło być i dziewięć. - Kruczoczarny dzień. Nie działało nic - mówił trener Joachim Loew. A dla Hiszpanii, rywala Polski w Euro, to był najlepszy mecz, od kiedy trenerem jest Luis Enrique.

"Sewilska noc" - to od dawna ma swoje miejsce w historii niemieckiej piłki. Sewilska noc to był kiedyś symbol siły, uporu i bezwzględności piłkarzy Niemiec. To w Sewilli wygrali po karnych półfinał mundialu 82 z Francją, choć w dogrywce przegrywali już 1:3. To tam Harald Schumacher staranował i odesłał do szpitala Patricka Battistona. Chciał grać dalej, gdy rywal potrzebował pomocy, a potem w sondażach na najbardziej nielubianego Niemca we Francji wygrywał czasami z Adolfem Hitlerem. Tam prezydent Francois Mitterand krzyknął w loży honorowej: "Mój Boże, Rummenigge" widząc, kto wstaje z ławki rezerwowych na rozgrzewkę. "Nacht von Sevilla" - to był jeden z najbardziej symbolicznych meczów tej niemieckiej reprezentacji, której tłumy życzyły porażki, a ona sobie nic z tego nie robiła i wyszarpywała sukces w ostatnich minutach.  

Młodzieżowa reprezentacja Polski nie pojedzie na MEKoniec marzeń reprezentacji Polski U-21! "Szokująca niekompetencja" nie pomogła

Niemcy stracili sześć goli, a mogli i dziewięć. Bramkarz Neuer i tak najlepszy 

Teraz, po wtorkowym 0:6 z Hiszpanią, Der Spiegel pisze w tytule "Barbiert in Sevilla" ("Cyrulik sewilski to "Der Barbier von Sevilla") - ogoleni w Sewilli. Sewilska noc to będzie dla obecnego pokolenia symbol kompletnej niemieckiej bezradności. Symbol drużyny, której wystarczał remis, by zapewnić sobie awans do turnieju finałowego Ligi Narodów, ale nie miała cienia pomysłu, jak zatrzymać Hiszpanów. Rozpadła się po pierwszym ich ciosie i była bierna aż do końca. Nie walczyła, nie porozumiewała się na boisku. Kolejne bramki wpadały (zaczął Alvaro Morata w 17., potem Ferran Torres w 33., Rodri w 38., Torres w 55. i 71., Mikel Oyarzabal w 89.), a Niemcy dalej nie zrywali się do jakiejś przekonującej serii ataków, żeby odpowiedzieć golem. Stracili sześć goli, a mogli dużo więcej, gdyby nie Manuel Neuer, gdyby Ferran Torres był skuteczniejszy, gdyby nie dyskusyjny spalony przy akcji Alvaro Moraty, czy decyzja sędziego, by faul z pierwszych minut jednak zakwalifikować jako rzut wolny tuż sprzed pola karnego, a nie karny. Niemcy nie mieli w tym meczu ani jednego celnego strzału, źle bronili przy stałych fragmentach gry (tak padły dwa pierwsze gole), ganiali za piłką (69 procent do 31 w posiadaniu). A statystyka podań to już nokaut: wymienili ich ponad dwa razy mniej niż Hiszpanie. 298 podań przy 761. - Nie działało nic. Ani do przodu, ani do tyłu - mówił Toni Kroos. "A Toni Kroos to w ogóle grał?" - pyta Der Spiegel.

Samotność Joachima Loewa. To jego meta? 

Sewilla to będzie też symbol samotności trenera Joachima Loewa, który po 14 latach samodzielnej pracy z kadrą, po mistrzostwie świata 2014, medalu w MŚ w RPA, finale Euro 2008 i półfinałach dwóch ostatnich mistrzostw Europy, traci sojuszników w zastraszającym tempie. Po klęsce w już w rundzie grupowej mundialu w Rosji, po bardzo słabym poprzednim sezonie Ligi Narodów (ostatnie miejsce w grupie z Holandią i Francją), po takich sobie eliminacjach Euro (awans, ale mecze z Holandią na remis: zwycięstwo i porażka), przyszła Liga Narodów pełna remisów: dwa remisy ze Szwajcarią, remis z Hiszpanią. Niemcy potrafili pokonać tylko Ukrainę. I na koniec taki cios z Hiszpanią. Ostatni raz Niemcy przegrali 0:6 w czasach Republiki Weimarskiej, z Austrią w 1931. Gdy ostatni raz przegrywali do przerwy 0:3, Loew był jeszcze asystentem Juergena Klinsmanna. To było wiosną 2006, niedługo przed mundialem w Niemczech. Skończyło się 1:4 z Włochami, a politycy z Bundestagu chcieli wzywać Klinsmanna przed parlamentarną komisję. Wtedy skończyło się to happy endem, trzecim miejscem w mundialu. Teraz powodów do wiary w powtórkę brak. Niemcy grają w Euro w grupie śmierci z Portugalią, Francją i Węgrami. I będą się przygotowywać do Euro w fatalnych nastrojach. Pytania o to, czy to już meta Loewa, szybko nie ucichną. Podobnie jak pytania o trzech mistrzów świata, którym Loew półtora roku temu ogłosił, że są mu już niepotrzebni. Czy można dłużej ignorować w kadrze wielkie odrodzenie Thomasa Muellera w Bayernie? Albo doświadczenie Matsa Hummelsa i Jerome'a Boatenga w sytuacji, gdy obrona Niemców przecieka z każdej strony?   

Najlepszy mecz Hiszpanii za kadencji Luisa Enrique. Hiszpanie czasem wątpią w tę drużynę. Ale nie w trenera 

Hiszpania to przekleństwo kadencji Loewa, drużyna, która była dla niego przez lata punktem odniesienia przy rozwijaniu własnego zespołu, i której nigdy nie pokonał w meczu o punkty. W Sewilli Hiszpanie zagrali doskonale, najlepiej za kadencji Luisa Enrique. Znajdowali sobie miejsce między Niemcami jak Włosi między Polakami w niedzielnym meczu. Dobrze rozgrywali, mieli więcej werwy, byli bardzo groźni w ataku, co wcale nie było ostatnio normą. W żadnym z poprzednich pięciu meczów Hiszpania nie strzeliła więcej niż jednego gola, nie wygrała od trzech spotkań, w listopadzie zremisowała z Holendrami 1:1 po przewadze w pierwszej połowie i kłopotach w drugiej, a potem ze Szwajcarią 1:1 po słabej pierwszej połowie i pogoni w drugiej. Ale też trener Luis Enrique dużo eksperymentuje. Miesza w składzie, żeby oszczędzać siły piłkarzy. To wskazywał jako główną różnicę po meczu w Sewilli: Joachim Loew robił mniej zmian w składzie na tym zgrupowaniu i jego piłkarze byli znacznie bardziej zmęczeni. Żonglowanie składem ma swoją cenę, zwłaszcza w połączeniu z ubóstwem wśród środkowych napastników. Hiszpania bywa drużyną bardzo nieskuteczną, a czasami też bardzo niezdecydowaną w ataku. Ale w Sewilli zagrało wszystko. Alvaro Morata udowodnił, że zasłużył na kolejną szansę w reprezentacji, świetnie kierował grą Koke, znakomity był Jose Gaya na lewej obronie, wystawienie ze składu Sergio Busquetsa sprawiło, że gra przyspieszyła, Ferran Torres skończył z hattrickiem, obrona trzymała rywali w garści.  

Hiszpania, rywal Polski w Euro 2020 (gramy z nią w drugiej kolejce rundy grupowej, po spotkaniu ze Słowacją, a rundę kończy mecz ze Szwecją), dała pokaz mocy, ale przeżyła zbyt wiele rozczarowań w ostatnich wielkich turniejach, żeby się teraz szybko oderwać od ziemi. Hiszpanie ani w mundialu 2014, ani Euro 2016, ani mundialu w Rosji nie przebrnęli 1/8 finału. I teraz podchodzą do szans w Euro 2020 bardzo ostrożnie: kiedyś ta drużyna może być wielka, ale to młodzi piłkarze, trzeba czasu, na razie wciąż za mało w tej kadrze wybitnych jednostek. Ale, w przeciwieństwie do Niemców, Hiszpanie bardzo mocno wierzą, że z tym trenerem kadry przyszłość jest jasna.  

Jerzy Brzęczek i Robert LewandowskiOstra krytyka Roberta Lewandowskiego. "Tak się nie robi"