Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

"Trump nie ma nic wspólnego z Amerykanami". Rapinoe triumfuje. Już może pójść do "pie***o Białego Domu"

Megan Rapinoe to piłkarska mistrzyni olimpijska, mistrzyni świata i triumfatorka ubiegłorocznej "Złotej Piłki". W 2020 roku bardziej niż sportem zajęła się polityką, walką z dyskryminacją kobiet i czarnoskórych, działalnością opozycyjną, wspieraniem Joe Bidena i pisaniem autobiografii, która właśnie wychodzi na rynek. Jak sama przyznaje, są w niej ważniejsze tematy niż sport.

To bardzo dobry tydzień dla Megan Rapinoe. Choć 35-letnia Amerykanka od poważnej rywalizacji piłkarskiej odpoczywa już siedem miesięcy, to w jej życiu dzieje się teraz dużo ważnych rzeczy. Być może nawet znacznie ważniejszych niż dwa mistrzostwa świata czy złoty medal olimpijski, który wywalczyła w Londynie. Rapinoe w kampanii prezydenckiej poparła Joe Bidena, a ten wygrał wybory. Była radość, gratulacje i oddech ulgi, że "kolejne cztery lata nie będą tak przerażające". W kontekście jej twitterowych kłótni z Donaldem Trumpem wynik wyborów to dobra informacja, bo prezydent z piłkarką raczej sobie tam dopiekali. Trump był dla Rapinoe wrogiem. "On nie ma nic wspólnego z Amerykanami" - twierdziła. Piłkarka walczy też o prawa LGBT, nie godzi się na dyskryminację czarnoskórych, chce zrównania płac kobiet i mężczyzn, a swoje niezadowolenie z brutalności policji pokazuje, klęcząc podczas hymnu.

Zobacz wideo Wojciech Szczęsny pokonany w 95. minucie! [ELEVEN SPORTS]

Nic dziwnego, że w jej książce "One Life" o sporcie jest mało. A jeśli już jest, to sport pozwala jej raczej na opisywanie otaczających zjawisk i życiowych problemów.

- Chciałam napisać tę książkę, bo w codziennym życiu dzieje się o wiele więcej ważnych rzeczy niż w sporcie. Kluczowa praca mego życia wykonywana jest poza boiskiem - tłumaczyła w "New York Times".

"Trump zajmuje się Trumpem i tylko Trumpem"

Tę pracę łączącą się z walką o społeczeństwo i funkcjonowanie państwa przeprowadzała na swych portalach społecznościowych. Problemy, które ją poruszały, uwypuklała w wywiadach, a od pewnego czasu włączała się w kampanię wyborczą. Właściwie to najgłośniejszy znak sprzeciwu wobec Trumpa dała rok temu, gdy wraz z amerykańską drużyną wygrała kobiecy mundial.

- Nie pójdę do żadnego pie***o Białego Domu - mówiła jeszcze przez MŚ i ewentualnym triumfem. Słowa dotrzymała.

Świat sportu reaguje na zwycięstwo Joe BidenaŚwiat sportu reaguje na zwycięstwo Bidena. Lineker zniszczył system

- Trump zajmuje się Trumpem i tylko Trumpem. Każdy dzień jego życia poświęcony jest na zwiększanie swoich wpływów i bogactwa. Jest na to słowo - kleptokracja. Amerykanie są opuszczeni. Trump nie ma nic wspólnego z Amerykanami - mówiła niedawno Rapinoe, przedstawiając swój punkt widzenia "L'Equipe". Tłumaczyła, że nie będzie spotykać się z człowiekiem, z którym się nie zgadza. Biden jest natomiast dla niej "szansą na normalność".

- Oczywiście on mógłby być w swoich reformach bardziej odważny, ale jeśli tylko po wgranej poprawi system pomocy socjalnej i opieki zdrowotnej, to będzie dobrze. Chce też reformować policję i wspiera Black Lives Matter. Biden otoczy się w Waszyngtonie specjalistami, naukowcami. Słucha wartościowych ludzi - chwali go piłkarka, która niedawno kojarzyła się wszystkim z asystami, golami, ale też hymnem.

Z tego, dlaczego klęczała podczas amerykańskiego hymnu, też jednak tłumaczyła się chętnie. Nie mogła znieść brutalności policji wobec czarnoskórych. Rapinoe była pierwszym białym sportowcem, który włączył się do jego akcji, którą zapoczątkował gracz futbolu amerykańskiego Colin Kaepernick i miał z tego powodu nieprzyjemności i problemy.

Miała je też Rapinoe. - Biali byli wkurzeni. Konserwatywni komentatorzy krzyczeli, że to brak szacunku dla amerykańskiej armii. Naprawdę chcecie rozmawiać o armii? O żołnierzach umierających każdego roku z powodu braku dostępu do odpowiedniej opieki medycznej? W 2015 roku okazało się, że tysiące weteranów zmarło, zanim ich sprawy zostały rozpatrzone przez administrację, a przeznaczone dla nich programy pomocowe pełne są dyskryminacji rasowej. Naprawdę, k***a, chcecie rozmawiać o szacunku do armii? - grzmiała cytowana przez "Le Monde", kpiąc z krytykujących ją osób.

"W tym świecie nie ma dla nas miejsca"

To również Rapinoe była tą, którą bardzo głośno walczyła o zrównanie płac kobiet i mężczyzn.

W 2016 roku jako jedna z pięciu osób złożyła pozew przeciwko amerykańskiej federacji, która miała dopuścić się dyskryminacji płacowej. Trzy lata później pod podobnym pismem przeciwko "instytucjonalnej dyskryminacji płciowej" podpisało się już 28 zawodniczek.

- Jako kobiety jesteśmy w nieustannym proteście do otaczającego nas świata. Nie ma w nim dla nas miejsca. Bo takiego miejsca sobie stworzyłyśmy - opisuje to w swojej książce.

Donald Trump zaapelował o zaprzestanie liczenia głosów. Klub z Premier League zareagował na jego słowaSouthampton świętuje największy sukces w historii klubu. Żartuje z ... Donalda Trumpa

Piłkarka odnosi się w niej także do spraw bardziej osobistych. Swego homoseksualizmu czy uzależnienia od narkotyków Briana, jej brata, który kilka lat spędził w więzieniu.

Rapinoe opisuje swą miłość i współczucie do jednej z najbliższych jej osób oraz opowiada o państwowym systemie, który takim osobom wcale nie pomaga.

- Sposób, w który mówi się o ludziach odsiadujących karę, przypomina mi mit rozpowszechniany przez prawicowych polityków - że jedyną różnicą między bogatymi a biednymi jest ich nieudolność - obrazuje to Rapinoe.

Wizyta w pie***m Białym Domu? Jest update

Rapinoe często podkreśla też, że sportowców, którzy zwracają uwagę na ważne rzeczy, musi być więcej. Docenia walczącego o prawa czarnoskórych Lebrona Jamesa czy Lewisa Hamiltona, chwali Naomi Osakę. Japońska tenisistka podczas tegorocznego US Open nosiła maskę z nazwiskami osób zastrzelonych przez amerykańskich policjantów.

Rapinoe zachęca też innych do zrobienia czegoś więcej niż tylko noszenia koszulki "Black Lives Matter".

- Mam nadzieję, że np. taki Kylian Mbappe zrozumie, że może zmienić świat. Że to naprawdę jest realne - mówiła z jednym z wywiadów. Rapinoe poprawiła się też na Twitterze, że teraz z odwiedzeniem pie***o Białego Domu nie miałaby już problemu. Chętnie zrobi to szybko.