Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Nikt nie zapłacze za Garethem Balem. "On jest chory. Ma raczej problem psychologiczny niż mięśniowy"

Real Madryt zapłacił 100 milionów euro, żeby go mieć, ale teraz - po siedmiu latach - jest gotowy dopłacać, byle wreszcie się go pozbyć. Gareth Bale strzelał gole w finałach, podnosił puchary, ale był też mistrzem irytowania wszystkich dookoła, więc przy rozstaniu częściej niż piękne chwile wspomina się wzajemnie wbijane szpilki.

Przez siedem sezonów strzelił dla Realu Madryt ponad sto goli, cztery razy zdobył z nim Ligę Mistrzów i trafiał do siatki w finałach - to on wyprowadził zespół na prostą w drodze po legendarną "La Decimę", a w Kijowie właściwie w pojedynkę pokonał Liverpool: wszedł z ławki i strzelił dwa gole, w tym jednego efektowną przewrotką. Na zawsze kojarzyć się będzie z wyprzedzeniem Marca Bartry w Klasyku na Mestalla, gdy biegł poza boiskiem, a i tak pierwszy dogonił piłkę i zdobył bramkę na 2:1. Ale nawet jeśli Real przygotuje mu na pożegnanie kompilację tych akcji, dołoży podniosłą muzykę, wykrzykujących jego nazwisko komentatorów, wzruszy się niewielu. Tytuł tego filmu wymyślił już ktoś z PZPN-u. "Niekochany" do Garetha Bale’a pasuje bowiem idealnie. 

Gareth  Bale i Marc BartraGareth Bale i Marc Bartra screen z YouTube

Trudny związek Garetha Bale’a z Realem Madryt

Miłość w tym związku nigdy się nie pojawiła, bo ani Bale nie pokochał Realu Madryt, ani nie dał się pokochać. Tkwili w tym z rozsądku? Może na początku, gdy wszystkim się wydawało, że Książę Walii będzie do Królewskich pasował. Ale i to od dwóch lat już się nie broniło, bo Bale nie przydawał się na boisku, wciąż był kontuzjowany, a w szatni nie był nikim ważnym. Z Zinedinem Zidanem od dawna mieli ciche dni i nawet nie doszło między nimi do pożegnalnej rozmowy. Klub już od kilku tygodni robił wszystko, by kibice zapomnieli, że Bale w ogóle istnieje: jego koszulki w sklepie leżą schowane w szufladach, a na wieszakach między dziesiątką Luki Modricia a dwunastką Marcelo jest przerwa, w reklamach nowych strojów też próżno szukać Walijczyka, chociaż Adidas - sponsor zarówno Realu, jak i Bale’a - zwykł ustawiać go w pierwszym szeregu. Nawet na zdjęciach z treningów sprytnie się go pomija.

Bale nie jest lepszy, bo odkąd Real wrócił do gry po przerwie spowodowanej pandemią koronawirusa, ośmieszał klub na oczach całego świata: podczas meczu zasłaniał oczy maseczką i udawał, że śpi. Na kluczowe spotkanie z Manchesterem City w Lidze Mistrzów w ogóle nie poleciał, bo wiedząc, że nie wejdzie na boisko, wolał zostać w Madrycie i pograć w golfa. Ten golf stał się zresztą pewnym symbolem przeciągania liny. Thibaut Courtois ironicznie nazywał Bale’a golfistą, od lekarzy wychodziły sygnały, że jego ciągłe kontuzje mogą być powiązane z częstą grą w golfa, a i Walijczyk jak chciał uderzyć w klub, sięgał po kij golfowy. I tak na przykład wziął udział w reklamie BT Sport, z której płynie przekaz, że nie ma czasu na grę w piłkę, bo akurat jest na polu i celuje do dołka. Słynna flaga po wywalczeniu kwalifikacji na Euro: "Walia, Golf, Real Madryt - w tej kolejności" była żartem, który nie wszystkim się spodobał. Temat golfa wciąż wracał: Bale’a nie było w kadrze meczowej, ale dziennikarze robili mu zdjęcia na polu. Bywał kontuzjowany, ale zdolny do gry w golfa. Stało się to memem. Z miłości Bale’a do golfa żartowali nawet piłkarze Realu i kupili mu na święta kij.

Gareth Bale w reklamie telewizji BTGareth Bale w reklamie telewizji BT youtube.com

Dyrektorom jednak do śmiechu nie było, bo piłkarz, na którego co sezon wydawali około 30 milionów euro, często oglądał mecze z trybun, opuszczał stadion jeszcze przed ich zakończeniem, w życiu nie udzielił wywiadu po hiszpańsku. I skoro pożytku z Bale’a w ostatnich dwóch sezonach nie było żadnego, a jego kontrakt obowiązywał jeszcze przez dwa lata, to klub postanowił zrobić wszystko, by pozbyć się go już teraz i oczyścić atmosferę w szatni (bo nikomu nie podobało się, że najwięcej zarabia golfista), a przy tym zaoszczędzić choć trochę pieniędzy. Najnowsze doniesienia z Anglii i Hiszpanii są takie, że agenci Bale’a dogadują wypożyczenie do Tottenhamu, a Real jest gotowy płacić połowę jego pensji, byle zszedł im z oczu.

23 kontuzje przez siedem lat. A jak to z kontuzjami jest tłumaczył już Per Mertesacker

O ile Bale nigdy nie pokochał Realu, o tyle sam Madryt był dla niego idealny: temperatura, jedzenie, życie, szkoły dla jego dzieci, zadowolona była też żona. Jemu - dosłownie i w przenośni - bliżej było na pole golfowe niż na Santiago Bernabeu czy do centrum treningowego. Real przytłacza swoją wielkością - mówiło o tym wielu znakomitych piłkarzy, ostatnio Eden Hazard. Oczekiwania, presja i wymagania są większe niż w innych klubach. Bale był wyczekiwany, Real długo o niego zabiegał, negocjował z Danielem Levym, prezesem Tottenhamu, do ostatniego dnia okna transferowego. Pobił dla niego rekord, choć chciał to utrzymać w tajemnicy i zaniżyć kwotę transferu, by Cristiano Ronaldo wciąż był uznawany za najdroższego piłkarza na świecie. I tak już pozostało na zawsze: Bale musiał być w jego cieniu. Portugalczyk dowodził zespołem na boisku, a poza nim był megagwiazdą. Bale był inny - niedostępny, schowany za barierą językową, żyjący w swojej bańce, co wyszło w wywiadzie dla "The Telegraph". Po siedmiu latach Hiszpanie właściwie nie wiedzą niczego o jego życiu prywatnym. Nie znają go. Nigdy nie zwierzał się mediom, więc nie wiedzą, jaki jest naprawdę. Ale kibice nie znoszą takiej pustki, więc o Bale’a pytano innych. Tak powstał obraz introwertyka, który nie nawiązał żadnych więzi w szatni. Niewyjaśnioną legendą pozostał jego hiszpański - jeden dziennikarz słyszał, że radzi sobie całkiem nieźle, ale piłkarze Realu mówili co innego.

Z wywiadu dla "The Telegraph" kibice zapamiętali, że Bale nie wie nawet, kto jest premierem Wielkiej Brytanii, co ten sam bez zawstydzenia przyznał, żeby udowodnić jak bardzo nie przejmuje się bieżącymi sprawami i tym co dzieje się na świecie. - Nie interesuje mnie to. Boris Johnson? Nie wiedziałem. Mogę za to powiedzieć, kto jest teraz numerem jeden w golfie - powiedział, jakby zależało mu na utrwaleniu opinii, że poza golfem nic go nie interesuje. Ciekawa była późniejsza wypowiedź Predraga Mijatovicia, byłego zawodnika i dyrektora Realu, który stwierdził, że Bale w tym wywiadzie pozował, by potwierdzić wszystko, za co się go krytykuje. Sam nawiązywał do golfa, nieproszony mówił o niechęci do piłki, jakby zależało mu na kontrowersjach. Stwierdził, że na im wyższym poziomie grasz, tym mniejszą odczuwasz radość. Że na początku cieszysz się grą w piłkę, ale później dostrzegasz jak wiele negatywnych aspektów niesie. Zdradził chociażby, że nie zainstalował w telefonie żadnej aplikacji, z której mógłby się dowiedzieć, co o nim piszą. Piłkarzy porównywał do robotów: - Mówią nam, gdzie i kiedy mamy być, o której godzinie i co mamy jeść, kiedy mamy udać się do trenera. W pewnym sensie tracimy swoje życie. Nie możemy decydować o tym, co chcesz i kiedy robić. Po prostu mówią nam, co mamy wykonywać.

Gareth BaleGareth Bale Twitter

Po tych słowach hiszpański psycholog sportowy Sergio Garcia sugerował, że Bale powinien pomyśleć o terapii. On sam o psychologii mówił całkiem sporo: - Mózg jest najpotężniejszą częścią ciała, nie można trenować tylko rąk albo nóg. Kiedy naprawdę walczysz i jesteś zmęczony, potrzebujesz mentalnej siły, żeby wytrzymać.

Bale zainwestował więc w siłownię Rowbots, w której program treningowy jest skonstruowany w taki sposób, by rozwijał ciało i duszę. Konsultowany był z Zoe Aston, psychoterapeutką, by podczas treningu poprawiać też zdrowie psychiczne. Trenerzy zachęcają na przykład do wykorzystywania technik wizualizacyjnych, przypominają, że trzeba być cierpliwym i uczą tej cierpliwości, a korzystając z bieżni można porozmawiać z psychologiem. Bale jest twarzą tego przedsięwzięcia. Podczas otwarcia siłowni mówił, jak ważni byli psychologowie w jego karierze. - Na początku w Tottenhamie byłem nazywany pechowym, bo zespół nie wygrał żadnego z 24 meczów, w których zagrałem. Trudno było znieść tę krytykę. Życie piłkarza jest bardzo stresujące, przechodzisz przez trudne okresy w swojej karierze, czytasz wiele artykułów na swój temat, które na ciebie wpływają i cię przygnębiają, wyczerpują psychicznie. Coraz więcej sportowców korzysta z pomocy psychologów. Roger Federer robi to od lat. Na Euro 2016 mieliśmy w kadrze psychologa, który pomógł wielu naszym piłkarzom. Był jednym z powodów tego sukcesu, jakim było dojście do półfinału.

"Bale jest chory. Ma raczej problem psychologiczny niż mięśniowy"

W Hiszpanii od dawna mówiło się, że ciągłe kontuzje Bale’a, przez które opuszczał mnóstwo meczów mają podłoże psychologiczne. Kilka lat temu zmagający się z depresją Per Mertesacker wyjaśniał, że kontuzja to tak naprawdę jedyny czas, w którym piłkarz może oderwać się od swoich obowiązków i uciec od rzeczywistości, która go wykańcza. I nie chodzi o to, że te kontuzje trzeba udawać. Niemcowi trudno było to pojąć, ale łapał kontuzję wtedy, gdy czuł się wykończony psychicznie. Ciało psuło się i pozwalało głowie odetchnąć. Niepowiedziane, że tak jest w przypadku Bale’a, ale prawdą jest, że przez siedem lat 23 razy miał kontuzję. Właściwie to należałoby napisać, że co najmniej 23 razy, bo od trzech lat Walijczyk powołuje się na ustawę o prawie do prywatności i poufności, które przysługuje w Hiszpanii każdemu pacjentowi, i zabrania lekarzom Realu Madryt podawania informacji o jego stanie zdrowia. Bywało więc, że Bale znikał, ale nie było wiadomo, dlaczego.

Dziennikarze wielokrotnie przeprowadzali swoje śledztwa. I tak w "Chiringuito" mówiono, że skrzydłowego Realu często łapią skurcze, które uniemożliwiają mu dokończenie treningów. Radio "Cadena SER" powołując się na źródła z klubu, podało, że Bale ma bardzo niską tolerancję bólu i wielokrotnie wypadał z gry przez drobne urazy, z którymi inni piłkarze dalej grają i trenują. - Bale chce grać, ale jest chory. Jego ciało jest jednak zdrowsze niż głowa. Ma raczej problem psychologiczny niż mięśniowy - powiedział na antenie "Cadena SER" popularny dziennikarz Manolo Lama.

Nawet teraz obserwujemy podobną sytuację: Bale zagrał w obu meczach reprezentacji Walii, ale w klubie pojawił się z kontuzją. Skarży się ponoć na ból kolana. Tak było od lat, że w przerwach reprezentacyjnych zdrowie skrzydłowego nagle zdecydowanie się poprawiało. „Marca” pisała, że Bale ucieka w ten sposób od madryckiej rzeczywistości. W swoim kraju traktowany jest bowiem inaczej niż w Hiszpanii: tam jest bohaterem, który poprowadził reprezentację do półfinału Euro, w Madrycie stał się golfistą, na którym nie można polegać, bo zawsze może złapać kontuzję. Tylko w trzech sezonach z siedmiu rozegrał przynajmniej połowę wszystkich minut. Ostatni sezon był pod tym względem najgorszy - 27 proc. wszystkich minut. Bale najzdrowszy był przez pierwsze dwa lata, gdy rozegrał 61 i 76 proc. minut. To na zgrupowaniach reprezentacji najdosadniej mówił o grze w Realu: - Nie powiedziałbym, że sprawia mi radość. Wygranie trofeum ze swoją reprezentacją wydaje mi się bardziej szczególne. 

Futbol mu zbrzydł?

Bale przez ostatnie dwa lata nieustannie pokazywał, że ma już dosyć bycia piłkarzem. Na boisku dawał niewiele, wciąż był kontuzjowany, a gdy siadał na trybunach, mecze go nudziły, więc albo zasłaniał oczy maseczką, albo jechał do domu jeszcze przed ostatnim gwizdkiem. Real chciał się go pozbyć już rok temu. Zidane mówił wtedy po jednym ze sparingów: - Bale nie zagrał, bo klub pracuje nad jego odejściem. Niebawem dojdzie do zmiany i to będzie dobre dla wszystkich. Im szybciej, tym lepiej - stwierdził stanowczo. Bale był już jedną nogą w chińskim Jiangsu Suning, ale Real chciał jeszcze na nim zarobić. Chińczycy nie zapłacili i więcej negocjować nie chcieli. Dla klubu każdy sezon z Balem to strata około 30 milionów euro, więc teraz już nie o zarobek chodzi, a o ograniczenie kosztów. Przegrali wszyscy: Real, bo musiał płacić olbrzymie pieniądze komuś, kogo nie potrafił zagonić do roboty, Zidane, bo wciąż musiał użerać się z piłkarzem, którego najzwyczajniej w świecie nie lubi i z którego nie potrafi korzystać, a i sam Bale utrwalał wizerunek pazernego na pieniądze lenia i tkwił w klubie, który go przytłaczał.

Na antenie "Cadena SER" ostro krytykował go Alvaro Benito, były zawodnik i trener w szkółce Realu Madryt: - Konsekwentnie buduje swój zły wizerunek. Jestem jego fanem, gdy gra w piłkę, bo pokazuje ogromny potencjał, ale takimi wypowiedziami daje do zrozumienia, że wszystko mu jedno. Stał się karykaturą. Ma przed sobą wiele lat grania, a doprowadził do tego, że jest karykaturą. Obawiam się, że będziemy wspominać Bale’a przez pryzmat takich akcji jak z flagą czy reklamą na polu golfowym niż przez osiągnięcia na boisku. Spodziewaliśmy się po nim więcej, ale i tak osiągnął wiele. Na boisku - podkreślił raz jeszcze. 

Nie wiadomo, czy Bale odbuduje się w Tottenhamie. Ponoć to bardziej marketingowy strzał Daniela Levy’ego niż wzmocnienie, które wymarzył sobie Jose Mourinho. Bale powtarza jednak, że ma dopiero 31 lat i czuje, że jest w świetnej formie. W dodatku wróci do miejsca, które dobrze zna, do kibiców, którzy kojarzą go z niezwykłym wyprzedzeniem Maicona w Lidze Mistrzów i którzy na pewno wzruszą się, gdy zobaczą kompilację jego najpiękniejszych strzałów sprzed lat. Tam jest kochany. Tam dał się pokochać.