Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Liczba zakażonych i zmarłych rośnie w zatrważającym tempie. Prezydent: Szerzenie paniki i paranoi

Koronawirus nie odpuszcza Brazylii. Wciąż rośnie liczba zakażonych. Ale władza zniosła większość obostrzeń i nie zamierza ich przywracać, a w najbliższy weekend rusza liga piłkarska. Prezydent Bolsonaro od początku uważa, że blokady mają bardziej szkodliwe skutki niż sam wirus. - Co to za prezydent, jak może mówić takie rzeczy? - pyta Giovanne Elber, były gwiazdor Bayernu, który próbuje pomagać młodzieży z faweli Brazylii.

- Co to za prezydent? Wychodzi bez maski, przytula ludzi i twierdzi, że to tylko fala grypy. Najgorsze było to, jak powiedział: "wielu ludzi umrze, ale musimy przez to przejść". Jak możesz coś takiego powiedzieć? - oburza się były napastnik Bayernu w wywiadzie dla "Passauer Neuen Presse". Bolsonaro powtarza od miesięcy, że koronawirus to tylko lekka grypa. Nie zmienił zdania nawet wtedy, gdy sam zachorował. Dwa dni temu poinformował, że jest już zdrowy, czuje się jedynie osłabiony.

Elber był w Brazylii podczas pandemii, widział, jak w dużych miastach początkowo wprowadzano blokady, ograniczono wyjścia z domu. Trwało to jednak bardzo krótko. - Strach przed bankructwem kraju jest zbyt wielki. Dlatego władze szybko zatwierdziły ponowne otwarcie sklepów. Od tego czasu sytuacja stale się pogarsza - dodaje w rozmowie z t-online.de.

Giovane Elber pochodzi ze stanu Parana na południu Brazylii. Trafił do Europy w 1990 roku w wieku 18 lat. Jego pierwszym klubem był Milan. We Włoszech nie zrobił wielkiej kariery. Tej doczekał się w Niemczech. Najpierw przez trzy lata w VfB Stuttgart, potem przez sześć w Bayernie Monachium. Dla obu niemieckich klubów zdobył łącznie 133 gole w 260 meczach ligowych. Do dziś jest trzecim najskuteczniejszym zagranicznym piłkarzem w Bundeslidze. Wyprzedzają go tylko Robert Lewandowski i Claudio Pizzaro.

Zobacz wideo "Legia dąży do pozycji Bayernu w Niemczech"

Władza lekceważy pandemię

Ostatnim klubem Elbera było brazylijskie Cruzeiro. To tam w 2006 roku zakończył karierę. Został w ojczyźnie. Założył fundację w rodzinnej Londrinie. Wspiera dzieciaki, które wychowują się na ulicy. Takie jak on kiedyś. Martwi go nie tylko bieda w fawelach, lecz także koronawirus. Od początku pandemii do połowy lipca był w Brazylii. W rozmowie z niemieckimi mediami opowiedział, jak w jego ojczyźnie wygląda walka z koronawirusem. A nie wygląda dobrze.

Brazylijczycy wciąż nie radzą sobie z zagrożeniem epidemiologicznym. Zakażonych jest już ponad 2,7 mln osób, więcej jest tylko w Stanach Zjednoczonych (4,8 mln). Następne na liście Indie (1,8 mln) i Rosja (860 tys.) razem wzięte nie mają tylu zachorowań, ile Brazylia. Zmarło tam na COVID-19 ponad 94 tys. osób, również pod tym względem gorzej jest tylko w USA (158 tys.). A ponieważ Brazylia robi bardzo mało testów, należy zakładać, że dane dotyczące zachorowań są niedoszacowane.

Pandemia przyśpiesza, a władza znosi obostrzenia

Bolsonaro nalegał, by gospodarka jak najszybciej wróciła do pracy. Od początku uważa, że lekarstwo - czyli lockdown i zatrzymanie gospodarki - jest groźniejsze od choroby. Mediom zarzucał szerzenie paniki, na pozbycie się koronawirusa zalecał hydroksychlorochinę, choć badania wykazały, że ta substancja nie pomaga w walce z COVID-19, może wręcz pogorszyć stan chorych. Różne szczeble władzy w Brazylii nie były w stanie podczas pandemii skoordynować działań. Jedni wzywali do obostrzeń, inni luzowali ograniczenia. A prezydent nawoływał: wracajmy do pracy, grajmy znowu w piłkę. 

I mimo oporu niektórych klubów (najgłośniej protestowały Botafogo i Fluminense) rozgrywki piłkarskie wróciły. Na razie mistrzostwa stanowe, przerwane w marcu. Ale w najbliższą sobotę (w nocy z soboty na niedzielę polskiego czasu) rusza ogólnokrajowa Serie A. Grają już również kluby z miast, w których w pewnym momencie sytuacja była bardzo zła i wymagała wprowadzenia ograniczonego lockdownu: z Fortalezy, z Recife.

W rozgrywkach stanowych co chwila wybuchało jakieś zamieszanie spowodowane koronawirusem. Zaplanowany na 12 lipca mecz rewanżowy Avai - Chapecoense odwołano na 24 godziny przez jego rozpoczęciem. Decyzję podjęło ministerstwo zdrowia po tym, jak u zawodników jednej z drużyn stwierdzono 14 przypadków zakażenia koronawirusem. Nie podano, o który zespół chodzi, ale brazylijski portal globesporte.com przekazał, że mowa o Chapecoense. Klub nie skomentował tych informacji. Spotkanie udało się rozegrać dopiero 31 lipca.

W mistrzostwach stanu Sao Paulo w dniu ćwierćfinału między Red Bull Bragantino a Corinthians szpital, którego laboratorium analizowało próbki, przyznał, że błędnie stwierdzono koronawirusa u aż 26 piłkarzy Bragantino. Wszyscy w ostatniej chwili dostali pozwolenie na grę. Mirassol, grający na co dzień w czwartej lidze, przed ćwierćfinałem stracił łącznie z powodu zakażenia aż 18 piłkarzy, z czego ośmiu z podstawowego składu, a i tak wyeliminował słynne FC Sao Paulo. Do finałów mistrzostw Sao Paulo awansowali ostatecznie Corinthians i Palmeiras i teraz obrzucają się oskarżeniami, kto bardziej nagina protokół medyczny rozgrywek: Palmeiras oczekują, że Corinthians zrobią sobie jeszcze jedną turę testów, a Corinthians odpowiadają, że to Palmeiras muszą się badać, bo po meczach pozwala piłkarzom wrócić do domów. 

Tydzień temu w efekcie powikłań po COVID-19 zmarł dziennikarz sportowy, prezenter programu "Troca de Passes" w SporTV, 45-letni Rodrigo Rodrigues. Test na koronawirusa zrobił sobie w połowie lipca, gdy jeszcze nie miał żadnych objawów, prewencyjnie. Badanie dało wynik pozytywny, Rodrigues zniknął z anteny, ale poza utratą węchu i smaku nie miał początkowo żadnych innych objawów. 25 lipca został przyjęty do szpitala z bólem głowy i zaburzeniami błędnika. Zmarł 28 lipca, nie obudził się po operacji, która miała usunąć zakrzepicę żylną w mózgu. 

Elber opowiada, jak wygląda opieka medyczna w przypadku najuboższych Brazylijczyków. - Wszędzie brakuje sprzętu. Osoby, które potrzebują pomocy, stoją w kolejce przed szpitalem lub są odsyłane. Dla wielu pomoc przychodzi za późno. Dlatego tylu zakażonych umiera - tłumaczy. Najgorzej mają ci, którzy mieszkają w fawelach. Tam często nie dociera żadna pomoc. - Każdy, kto nie jest ubezpieczony prywatnie w Brazylii, jest zagrożony. Możemy mieć tylko nadzieję, że szczepionka przyjdzie szybko. W fawelach jedynym pocieszeniem jest to, że ludzie pomagają sobie wzajemnie. Widziałem tam wielką solidarność między sąsiadami - dodaje.

- Ojciec mojego przyjaciela zmarł z powodu koronawirusa. Miał ponad 60 lat i należał do grupy ryzyka. Gdy nie czuł się dobrze i chciał iść do szpitala, lekarze poinformowali go, że ma tylko niewielką gorączkę. Odesłano go do domu. Dzień później nie żył - wspomina były brazylijski piłkarz.

Wymienić wszystkich polityków

Elber oskarża nie tylko prezydenta Bolsonaro, lecz także całą klasę polityczną w Brazylii. - W Brazylii politycy nie myślą o ludziach, ale o tym, jak najlepiej wykorzystać kryzys spowodowany pandemią. W ostatnich tygodniach doszło do gigantycznej eskalacji korupcji. Gdy patrzę na Brazylię, widzę, jak pogrąża się ciemności - martwi się. W podobnych słowach krytykował niedawno polityków inny były brazylijski gwiazdor, Juninho.

Sam Elber wrócił już do Monachium. Jest ambasadorem Bayernu. W Niemczech zauważa znaczącą różnicę w porównaniu do Brazylii. - Gdy rozmawiam z Brazylijczykami, pokazuję im Niemcy jako przykład walki z pandemią. Rząd Angeli Merkel działa z niezbędną ostrożnością. To właśnie odróżnia ją i jej współpracowników od tego, co robi Bolsonaro - tłumaczy. Jego zdaniem większość polityków w Brazylii jest skorumpowanych i "woli myśleć o własnym koncie bankowym niż o starej, biednej kobiecie, która walczy o życie". Chciałby, żeby wszyscy politycy wycofali się z życia publicznego, a na ich miejsce przyszli nowi. - Ale nawet wtedy nie byłoby gwarancji lepszej przyszłości - twierdzi.

Przeczytaj też: