Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

To on ma wprowadzić Widzew do ekstraklasy. Enkeleid Dobi - zagraniczny trener, który wyrobił sobie markę w Polsce

W Polsce pojawił się przez przypadek, pierwsze mecze grał w pożyczanych korkach. Jako trener zyskał jednak uznanie, choć na razie tylko w niższych ligach. Enkeleid Dobi teraz ma jednak wprowadzić Widzew do Ekstraklasy i zostać bohaterem Łodzi, a przynajmniej jej połowy.

W ostatnim tygodniu na Widzewie działo się więcej niż w kulminacyjnej scenie filmu "Bohater ostatniej akcji". Tylko że w Łodzi bohatera nie było żadnego i nie było też wesoło. Bohaterami nie zostali piłkarze, którzy przegrali w decydującym meczu o wejście do 1. ligi ze Zniczem Pruszków (0:1), a awans uzyskali tylko dlatego, że w ostatniej kolejce potknął się GKS Katowice. Antybohaterami okazali się pseudokibice klubu, którzy wbiegli na murawę, zabrali zawodnikom koszulki i uderzyli jednego z graczy.

Bohaterem dla władz klubu nie mógł być też trener Marcin Kaczmarek, któremu ostatecznie podziękowano za pracę przy alei Piłsudskiego. Niepewny był los prezes Martyny Pajączek, ale ta w Widzewie będzie pracować dalej. Teraz klub oficjalnie ogłosił też, kto ma sprawić, by w 1. lidze drużyna odgrywała pierwszoplanową rolę. To Albańczyk, Enkeleid Dobi, trener ciekawy, z międzynarodowym warsztatem, a w polskich warunkach już sprawdzony. Tyle że na razie na niższym poziomie. Widzew myśli natomiast o ekstraklasie.

Zobacz wideo "Wielu trenerów będzie się bało przyjść do Widzewa"

W Polsce przez przypadek

Choć na oficjalnej konferencji prasowej, buńczucznych zapowiedzi nie było - prezes mówiła, że klub nie chce tkwić w drugiej lidze, ale rozumie, że drużyna może do awansu potrzebować czasu, to jednak w klubowych gabinetach słyszymy jedno: "Widzew zawsze gra o awans". Tym razem, tym który do niego zaprowadzi, ma być Enkeleid Dobi, 45-letni Albańczyk z polskim paszportem. Tyle że Dobi ma to zrobić w innym stylu, niż zrobił to Kaczmarek.

Dobi w Polsce pojawił się w 2000 roku przez przypadek. Zagłębie Lubin grało sparing z jedną z chorwackich drużyn. Młody piłkarz nawinął się akurat trenerowi Mirosławowi Jabłońskiemu, który szukał napastnika do drużyny. Zaprosił Albańczyka na testy do Polski. Dobi przyjechał na dwa dni, został z przerwami na lat 20. W swoim pierwszym sparingu strzelił gola i pokazał się z dobrej strony, choć okoliczności nie sprzyjały.

Jak przyznał kiedyś w rozmowie z Łączy nas Piłka, w tym sparingu grał w pożyczonych korkach, bo jego torba do Polski nie doleciała. Dla człowieka, który przeżył komunizm w Albanii, nie był to jednak duży problem. Od zawsze powtarza, że jak ktoś poradził sobie podczas trudnych chwil w jego kraju, to poradzi sobie wszędzie. Brak bagażu i nieznajomość języka, nie była więc w Lubinie wielkim problemem. Tym bardziej że bagaż w końcu doleciał, a i z językiem poszło bardzo szybko. Dokładnie w pół roku.

- Polskiego nauczył się migiem, pomogło to, że wziął ślub z Polką - mówi nam Jabłoński. - Jako zawodnika oceniałem go pozytywnie. Wyróżniał się techniką. Szkoda tylko, że strzelał tak mało bramek. Człowiekiem był sympatycznym, wprowadzał fajną atmosferę w szatni, był takim dobrym duchem zespołu, to było wtedy ważne - mówi nam były trener Zagłębia, czy Legii, któremu zapadł w pamięć śmieszny akcent pierwszego Albańczyka w ekstraklasie.

Dobi, po dwóch latach w Zagłębiu, krótkiej przygodzie w Górniku Zabrze, na kilka lat wyjechał do Francji. Karierę piłkarską kończył w 2010 roku w Miedzi Legnica, ale najważniejsze z perspektywy Widzewa było, to co działo się z nim, gdy nie myślał o strzelaniu goli.

Albańczyk z polskim paszportem dość wcześnie wiedział, że chce być trenerem. Zresztą podpatrywał pod tym kątem już szkoleniowców we Francji. Dostał tam nawet możliwość pracy w takiej roli, bo jako jeden z bardziej doświadczonych zawodników często podpowiadał młodszym na boisku, czy włączał się w dyskusje przy trenerskiej ławce. Tęsknił jednak za Polską i wraz z żoną postanowił tu wrócić. Po zakończeniu kariery zawodniczej trenerką zajął się w Zagłębiu Lubin. Prowadził roczniki od U-12 do U-19 i uczył się od włoskich mistrzów. Licencje trenerskie UEFA wyrabiał bowiem w swoim kraju. Albania w kwestiach szkoleniowych garściami czerpie z Italii. Na wykładach pierwszym językiem był zatem włoski, bo albańskich trenerów uczyli właśnie ludzie z Półwyspu Apenińskiego. Dobi spotykał się z Renzo Ulivierim, Alberto Zaccheronim (były trener Milanu i Juventusu) i słuchał wykładów szkoleniowców, którzy współpracowali z Arrigo Sacchim, Fabio Capello czy Carlo Ancelottim. Jeździł podglądać Vincenzo Montelliego.

W rozmowie z "Przeglądem Sportowym" przyznawał, że był to ważny i owocny czas. “Ulivieriego miałem nawet okazję poznać prywatnie, zjedliśmy obiad. To była taka rozmowa, że zabrakło mi już kartek do notowania i prosiłem kelnera o dodatkowe. Spóźniłem się wtedy na samolot. Renzo otworzył mi oczy, wskazał kierunki, na co zwrócić uwagę i nad czym pracować" - mówił Dobi.

Po kilkuletniej pracy z młodzieżą w Zagłębiu, w 2017 roku dostał ofertę z Górnika Polkowice, gdzie miał pracować z trzecioligowymi seniorami. To właśnie w Polkowicach został zauważony. W pierwszych 5 miesiącach pracy z nową drużyną zakończył rozgrywki na piątym miejscu. W następnym sezonie udało mu się awansować do drugiej ligi i to w znakomitym stylu. Nad drugą w stawce Ślężą Wrocław miał aż 13 punktów przewagi. W 2. lidze zarówno Dobiemu jak i klubowi szło dobrze. Zespół był drugą po Widzewie najbardziej bramkostrzelną drużyną ligi, a trener nie wahał się stawiać na młodych nawet kosztem tych doświadczonych. Ostatecznie w lidze zajął 11. miejsce, ale z Widzewem niedawno wygrał 4:3, no i wpadł w oko działaczom.

- Trenera Dobiego obserwowaliśmy od jakiegoś czasu, był przecież szkoleniowcem naszych rywali – przyznaje Martyna Pajączek, prezes Widzewa. - Widzieliśmy, że z zawodników z mniejszym potencjałem wydobył w Polkowicach bardzo wiele. To było dla nas istotne. W Łodzi chcielibyśmy, by było podobnie. To jest też trener, który potrafi współpracować z młodymi, a na tym nam będzie teraz zależało - uzupełnia Pajączek. Przyznaje, że kręgosłup drużyny na przyszły sezon ma być podobny jak obecnie, choć wsparty właśnie zawodnikami perspektywicznymi. U trenera Dobiego ceni pasję charakter, to, że jest konkretny i wymagający i to, że potrafi wlać w ludzi optymizm, natchnąć pozytywnie, czego ostatnio na Piłsudskiego brakowało.

Czoło podniesione po każdym meczu

Dobi, który do 30 lipca był najdłużej pracującym trenerem w 2. lidze to, co robił w Polkowicach, chce przełożyć na Łódź. Widzew ma grać ofensywnie i z charakterem.

- Rozumiem, że można pomylić się na boisku, nie zawsze się wygrywa, ale chcę, by drużyna schodziła z placu gry z podniesionym czołem. Tak samo jak na boisko wchodzi. By reprezentowała klub z godnością, by nie można było zarzucić jej braku poświęcenia - mówił Albańczyk na konferencji. Wciąż ma swój charakterystyczny akcent, który tak lubił Jabłoński.

- Życzę mu powodzenia. Przyglądałem się temu, jak radził sobie w Polkowicach. Gra jego drużyny i wyniki robiły wrażenie. W Widzewie może jeszcze wypłynąć - mówi Jabłoński.

W najbliższych dniach nowy trener Widzewa ma podjąć decyzję, odnośnie do swojego sztabu i 7 piłkarzy, którym kończą się kontrakty. Potem przyjdzie też czas na transfery. Być może niedługo będzie wspierał je w klubie dyrektor sportowy. Na razie wszystkich goni czas. W połowie sierpnia Widzew rozegra mecz 1/32 finału Pucharu Polski z rywalem z niższej ligi. Pierwsza liga startuje pod koniec sierpnia.

- Trener jest jak kucharz. Wchodzi do kuchni i musi zrobić coś ze składników, które ma i dobrze potrawę przyprawić. Każdy ma pod ręką sól i pieprz, ale trzeba wiedzieć, w jakich ilościach i kiedy je do dania wrzucić. Jak prezes poprosi mnie o lasagnę, a w szafce będę miał tylko spaghetti? - obrazował na konferencji. - Postaram się tu jednak zrobić wszystko, co w mojej mocy, by dać radość kibicom - przekonywał.

Albańczyk "gotować" na Widzewie ma przez rok, bo na tyle podpisano z nim umowę.

Więcej o: