Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Erdogan doprowadził do wielkiej sensacji. Aktywiści chodzą od drzwi do drzwi

W Turcji bardzo rzadko zdarza się, aby drużyna, która nie nazywa się Galatasaray, Fenerbahce lub Besiktas, została mistrzem kraju. W przypadku Basaksehiru trudno jednak mówić o niespodziance. - Klub nie ma wielu fanów, ale jednego, który jest szczególnie potężny: prezydenta Erdogana - pisze niemiecki "Die Zeit".

Kilka dni temu mistrzem Turcji została drużyna Basaksehir Stambuł. To pierwszy tytuł dla istniejącego od 30 lat klubu. Piłkarze Basaksehiru zapewnili sobie mistrzostwo w przedostatniej kolejce Super Lig, po wygranej 1:0 nad Kayserisporem. Na koniec sezonu wyprzedzili o cztery punkty drugi Trabzonspor i o siedem trzeci Besiktas Stambuł.

Zobacz wideo Piłkarz Legii obserwowany przez Jerzego Brzęczka. Może trafić do reprezentacji:

Pozornie to spora niespodzianka. Istniejąca od 1959 roku turecka ekstraklasa jest zdominowana przez trzy stambulskie drużyny: Galatasaray, Fenerbahce i Besiktas. Podzieliły między sobą 54 tytuły mistrzowskie. Tylko sześć razy mistrzem zostawał inny zespół - ostatni raz był to Bursaspor w sezonie 2009/2010. Na zakończenie sezonu 2019/2020 Galatasaray był dopiero szósty, a Fenerbahce lokatę niżej. Sukces Basaksehiru to nie tylko efekt słabości ligowych potentatów. To też konsekwencja wsparcia, jakie klub otrzymuje od tureckich władz. Nowy mistrz to oczko w głowie prezydenta kraju Recepa Erdogana.

Wielkie gwiazdy za rządowe pieniądze

Prezesem Basaksehiru jest Goksel Gumusdag, dawny baron założonej w 2001 roku przez Erdogana Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP), prywatnie także mąż siostrzenicy żony prezydenta. Jego klub jest sponsorowany przez firmy państwowe. To pozwala na ściąganie gwiazd. W drużynie są m.in.: były gwiazdor brazylijskiej piłki Robinho, znany z występów w Chelsea Demba Ba, były gracz Juventusu Eljero Elia, występujący przed laty w Liverpoolu Martin Skrtel, były zawodnik Valencii Mehmet Topal oraz gwiazdor Manchesteru City, Gael Clichy. Doświadczeni zawodnicy dali drużynie nie tylko mistrzostwo Turcji, ale i doprowadzili już w tym sezonie do 1/8 finału Ligi Europy. Basaksehir wygrał swoją grupę, zostawiając za plecami Romę, Borussię Moenchengladbach i Wolfsberger. W dwumeczu o ćwierćfinał LE zmierzy się z FC Kopenhaga. Pierwszy mecz w stolicy Danii odbędzie się 5 sierpnia.

- Klub nie ma wielu fanów, ale jednego, który jest szczególnie potężny: prezydenta - pisze „Die Zeit”. Niemieccy dziennikarze opisują, jak mieszkańcy Stambułu traktują zespół nowego mistrza. Jeden z ochroniarzy stojący przed stadionem Basaksehiru przyznał im: „Zasłużyli na mistrzostwo Turcji. Ja jednak zawsze byłem za Galatasaray”. Wiozący ich przez Stambuł z lotniska taksówkarz dodał: Moim klubem jest Fenerbahce.

Piłkarska przeszłość Erdogana

Stadion mistrza Turcji położony jest w dzielnicy mieszkalnej Stambułu. Wybudowało go Ministerstwo Sportu, a otwierał sam Erdogan. Obiekt nosi imię selekcjonera Fatiha Terima, który z reprezentacją doszedł do półfinału mistrzostw Europy w 2008 roku. Rozwój klubu ma wiele wspólnego z zamiłowaniem Erdogana do piłki nożnej. Propaganda głosi, że w młodości Erdogan był zdolnym piłkarzem i gorliwym studentem Koranu. Na boisku zyskał od kolegów przydomek: "Imam Beckenbauer". Grał w amatorskim wówczas zespole Kasimpasa SK, który na koniec ostatniego sezonu zajął 10. miejsce w Super Lig, a jego stadion nosi dziś imię Erdogana. Przyszły prezydent Turcji miał ponoć w młodości otrzymać nawet ofertę od Fenerbahce. Odrzucił ją, bo wolał zająć się polityką. Opozycja twierdzi, że to bajki i zwykły PR, jaki na futbolu buduje sobie turecki władca.

- Erdogan zawsze chętnie wykorzystywał futbol do budowania własnego mitu - pisze "Die Zeit". Jego kariera polityczna - wybór na burmistrza Stambułu, następnie premiera i prezydenta Turcji - następowała w latach, gdy nad Bosforem powstało kilka stadionów. Erdogan otwierał nowe obiekty, co nie zawsze spotykało się z entuzjazmem fanów. Niemiecki tygodnik przypomina, jak w 2011 roku na nowym obiekcie Galatasaray został wygwizdany przez kibiców, którzy nie mogli się pogodzić ze zburzeniem poprzedniego stadionu. Po meczu Erdogan nazwał ich niewdzięcznymi.

Basaksehir powstał 30 lat temu jako klub od początku związany z władzą. Wkrótce przyciągnął możnych sponsorów, m.in. firmę budowlaną Makro Insaat, która wykonuje rządowe kontrakty oraz sieć klinik Medipol, kierowaną przez Fahrettina Koca, tureckiego ministra zdrowia. Sześć lat temu na otwarciu nowego stadionu Basaksehiru rozegrano pokazowy mecz, w którym Erdogan strzelił trzy gole. Następnego ranka rządowa gazeta "Daily Sabah" porównała ówczesnego premiera do Leo Messiego. Zaledwie miesiąc później odbyły się wybory, po których Erdogan został prezydentem. Kilka dni temu koszulka z numerem 12, w której Erdogan wyszedł na boisko w 2014 roku, została zastrzeżona przez działaczy nowego mistrza Turcji.

 

Erdogan a problemy z kibicami

Erdogan poradził sobie także z niechętnymi mu kibicami. Gdy w 2013 roku park Gezi w Stambule miał zostać zamieniony w centrum handlowe, wybuchły protesty, do których dołączyli także ultrasi Galatasaray, Fenerbahce i Besiktasu. Zamieszki, które trwały ponad cztery miesiące, rozlały się na cały kraj. Aresztowano ponad trzy tysiące osób. Aby opanować niesubordynowanych fanów, wprowadzono elektroniczny system biletów, dzięki któremu można zidentyfikować każdego kibica wchodzącego na stadion. Od tego czasu wielu kibiców omija stadiony w Turcji.

Powiązanie sportu z polityką nie przyciąga także fanów do Basaksehiru. Dla wielu mieszkańców Stambułu nowy mistrz kraju to sztuczny byt, zbyt blisko powiązany z Erdoganem. Stambułczycy wolą Galatasaray czy Fenerbahce z o wiele bogatszą tradycją. Jeszcze przed pandemią zespół grał często na w połowie pustym stadionie. Erdogan próbuje to zmienić. Powołał stowarzyszenie młodych kibiców Basaksehiru, któremu nadał nazwę "1453" na część roku, w którym Imperium Osmańskie podbiło Konstantynopol, dzisiejszy Stambuł. Aktywiści chodzą od drzwi do drzwi i zachęcają mieszkańców do kibicowania drużynie. Jednak nawet oni pod koszulkami Basaksehiru ukrywają ponoć swoje tatuaże Besiktasu i Galatasaray. Sukces można kupić, miłości kibiców już nie.

Przeczytaj też: