Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Seksoholik, który zaskoczył Putina, wraca na Wschód. "Rosjanie spojrzeli ze strachem"

Człowiek, który rzucił wyzwanie Putinowi, szokował opowieściami o orgiach, startował do dziewczyny swojego kolegi i zasłynął z kolorowych warkoczyków, wraca na Wschód. Vagner Love, który swego czasu też dobrze grał w piłkę choćby w CSKA Moskwa, tym razem założy koszulkę kazachskiego Kairatu Ałmaty.

Vagner Love zawsze miał w sobie nutę szaleństwa i nieprzewidywalności. Kiedyś rzucił wyzwanie Władimirowi Putinowi.

Zobacz wideo Niesamowita przemiana Krzysztofa Piątka. "Absolutny popis. Nie znaliśmy go z tej strony" [SEKCJA PIŁKARSKA]

- Chciałem zrobić coś historycznego, więc kopnąłem do niego piłkę - tłumaczył. To była oficjalna uroczystość na Kremlu, podczas której prezydent Rosji przyjmował CSKA Moskwa. Rosyjski klub w roku 2005 zdobył Puchar UEFA, wygrywając w finale ze Sportingiem. Piłkę na spotkanie zabrano, by zawodnicy złożyli na niej autografy i wręczyli ją prezydentowi. Vagner Love był jednak trochę znudzony sztywną atmosferą spotkania. Rozmowy trenera drużyny z głową państwa i tak nie rozumiał. Wyszedł z założenia, że język piłki jest językiem uniwersalnym, więc wziął leżącą na stole futbolówkę, pożonglował i posłał ją do Putina.

- Zastanawiałem się, czy ten facet wie jak uderzyć piłkę - relacjonował potem w wywiadzie dla "UOL Esporte". Putin zrozumiał żart i pożonglował, ale ubrani w garnitury koledzy Vagnera wstrzymali oddech.

- To nie było nic lekceważącego, ale wszyscy Rosjanie spojrzeli na mnie ze strachem - dziwił się potem, równie bardzo, jak wcześniej dziwili się jego koledzy. - Moment wizyty u prezydenta na zawsze pozostanie w mojej pamięci, będę mógł powiedzieć dzieciom i wnukom, jak ważny był to tytuł, skoro podejmowała nas nawet głowa państwa - opisywał. Niemal dekada spędzona w CSKA to był dla niego czas wielu piłkarskich sukcesów. Poza boiskiem to był też czas zabawy i skandali. Wschód i płacone tam pieniądze na tyle dobrze kojarzyły się Brazylijczykowi, że tym razem wybiera się on na przygodę w Ałmatach. Podobno podpisał roczny kontrakt z Kairatem.

"Nie miałem nic do roboty, więc uprawiałem seks"

Naprawdę nazywa się Vagner Silva de Souza, ale media określały go różnie. "Pocisk miłości", "skandalista", a potem mówiono na niego Vagner Love. Przydomek Love dostał już na początku swojej kariery.

Jako jeden z najmłodszych graczy Palmeiras lubił porządnie się zabawić. Specjalnie się z tym nie krył. Kiedy okazało się, że po jednym z meczów zorganizował dla siebie i kolegów z drużyny orgię z prostytutkami, na rozmowę zabrał go trener. Młodzian usłyszał kilka ostrych słów, ale usłyszał też swój nowy przydomek. Z tego akurat był zadowolony. Szybko podchwyciła to szatnia i media. To była właściwie jedyna rzecz, która pozostała z wychowawczej rozmowy z trenerem. Zawodnik swego sposobu życie nie zmienił. Z różnych przyczyn zmieniał za to kluby. Kiedy Palmeiras wygrywało, całemu otoczeniu nie przeszkadzał hulaszczy tryb życia Love. Porażki i brak goli szybko jednak koncentrowały na nim gniew publiki. Kiedy jeden z pseudokibiców zaatakował Vagnera na ulicy, ten chętniej skorzystał z możliwości przenosin.

To wydarzyło się w Palmeiras, już po czasie spędzonym w CSKA. O pobycie w Moskwie nie można było jednak powiedzieć, że był spokojny. Po meczach Brazylijczyk miał dużo wolnego czasu. Kilka lat temu w Playboy’u opowiedział, jak go spędzał.

- Dużo siedziałem w domu, ale nie miałem nic do roboty, więc uprawiałem seks. Przez cały dzień. Rosjanki mają najpiękniejsze twarze na świecie. Prawdopodobnie dlatego na meczach byłem tak zrelaksowany - opisywał. W tym samym wywiadzie wspomniał też swoją "idealną orgię". To było wspomnienie z czasów gry w CSKA. "Osiem kobiet na sześciu mężczyzn, to był raj" - opisywał. W innym wywiadzie przyznał, że sam stracił dziewictwo w wieku 14 lat na spotkaniu z 25-letnią dziewczyną. Zresztą historii z kobietami w tle w czasie jego kariery było więcej. Było wypuszczone do sieci wideo z brazylijską gwiazdą porno Pamelą Butt, była próba poderwania partnerki kolegi z Flamengo (Adriano), co skończyło się wymianą argumentów na pięści. Były też sugestie kolegów, by swój seksoholizm leczył.

Warkoczyki, cieszynki i kasa

Rosjanom sposób życia napastnika zbytnio nie przeszkadzał. Ważne było to, co robił na boisku, a tam w sumie po 10 latach gry (z przerwą na powrót do ojczyzny) mógł się pochwalić 124 bramkami w 259 meczach, trzema tytułami mistrza Rosji, koroną króla strzelców Premier Ligi i zdobyciem wspomnianego już Pucharu UEFA. W finale ze Sportingiem strzelił zresztą ostatnią bramkę na 3:1. Love polubił Rosję (choć zawsze narzekał na chłód) i nigdy nie nauczył się języka rosyjskiego. Uważał jednak, że nie był mu on specjalnie potrzebny.

- Dali mi nauczyciela, ale po trzech dniach poprosiłem o tłumacza. Nie mogłem nic zapamiętać - wspominał kiedyś. Dobrze jednak rozumiał, jak bardzo polubili go tam kibice. Widział swoje podobizny na murach, słyszał wykrzykiwane imię. Love rzucał się w oczy nie tylko przez swoje gole, ale też przez oryginalne fryzury. Miał rytuał farbować warkoczyki kolorem klubu, w którym grał. Na portalach społecznościowych przeprowadzał nawet ankiety, pytając kibiców o konkretny kolor, który ma być na jego warkoczykach. Miał też specyficzne cieszynki. Po golach zwykł podbiegać do trybun i przesyłać buziaki wybranej fance. Ponoć po niektórych meczach zdarzało się, że taka cieszynka miała swój ciąg dalszy. Tak przynajmniej było za czasów gry w Palmeiras. W Rosji z tego rodzaju podrywu zrezygnował. Po czasach CSKA jego boiskowa kariera już tak bogata nie była. Dostał co prawda jeszcze 10 mln euro za sezon gry w chińskim Shandong Luneng, potem przez chwilę był w AS Monaco, ale Europie bardziej przypomniał się występami w Turcji (Alanyaspor, Besiktas), gdzie również inkasował kilka milionów euro. Po ostatnim epizodzie w Corinthians postanowił wrócić na Wschód.

Dlaczego 36-latek przyjął ofertę z Kazachstanu i znów wybrał się w dziewięciogodzinny lot z Brazylii?

- Tym razem nie było oferty z CSKA - uśmiechnął się, wyjaśniając sprawę jego agent. - Kairat po prostu bardzo docenił Vagnera. Złożyli najlepszą sportowo i finansowo ofertę, więc ją przyjęliśmy - powiedział Evandro Ferreira.

Kazachowie właśnie wznawiają rozgrywki po epidemii koronawirusa. Kairat po trzech marcowych meczach jest wiceliderem ligi. Brazylijczyk do drużyny ma dołączyć w lipcu. W przenosinach na Wschód zastanawia jeszcze jedna rzecz. Choć spodziewane przybycie zawodnika już rozbudza wyobraźnie fanów, to klub na razie oficjalnie nie poinformował o podpisaniu z nim umowy.

 

Czytaj też:

Pobierz aplikację Sport.pl LIVE na Androida i na iOS-a

Sport.pl LiveSport.pl Live .

Więcej o: