Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Władze nie radzą sobie z pandemią, wyręcza je mafia. Córka "El Chapo" przebiła wszystkich

Koronawirus wypycha z meksykańskiego biznesu piłkarskiego miliardy pesos, testy robi się w tym kraju rzadziej niż na Fidżi, a narcos udają aniołków i w świetle fleszy rozdają paczki z żywnością. Ze swoim logo. Tak w cieniu kłopotów USA i Brazylii rozgrywa się koronawirusowy dramat Meksyku.

To jest najmocniejsza liga piłkarska na świecie w kategorii: ligi, które poza Ameryką nikogo nie obchodzą. W niewielu miejscach na świecie płaci się piłkarzom lepiej niż tutaj, w niewielu futbol przyciąga więcej kibiców na trybuny, europejscy piłkarze, którzy tu trafili, mówią, że poziom jest wyższy niż np. w Holandii, a w niektórych klubach gra po kilku reprezentantów różnych krajów. Piłkarz z Europy Wschodniej nie marzy o saksach w Meksyku, choć średnio płaci się tam – raport za 2018 rok  – ponad milion złotych rocznie. Z obu Ameryk tylko liga brazylijska ma większe pieniądze. Jeśli chodzi o frekwencję to bywały niedawno sezony, w których liga meksykańska była w czołowej piątce na świecie.

Zobacz wideo Popis Roberta Lewandowskiego! Maszyna do strzelania goli

Ale jeśli akurat jakiś milioner z Meksyku nie ma kaprysu, żeby zrobić trenerem Diego Maradonę, jak to było niedawno, czy Johana Cruyffa, jak bywało wcześniej, to meksykańska Liga MX nie przebija się na dłużej do newsów. To, że Tigres stać było na kupienie z Olympique Marsylia byłego króla strzelców Ligue 1 Andre-Pierre’a Gignaca, a CF Monterrey niedawno odkupili od Tottenhamu Vincenta Janssena, który jeszcze w 2016 był w Holandii królem strzelców i talentem roku, to za mało. Amerykańska MLS, brazylijska Serie A, liga argentyńska – o nich ciągle coś się do naszej świadomości przebija. A o Meksyku, że umieją tam grać, przypominamy sobie co cztery lata na mundialu. Więc nie przebiło się też do newsów, że Liga MX w 2020 roku pierwszy raz w historii zawodowej piłki w Meksyku nie wyłoniła mistrza.

Cztery miesiące postoju meksykańskiego futbolu to 5 miliardów pesos utraconych przychodów

Ostatni mecz w lidze odbył się 15 marca, czyli wtedy, gdy prezydent Andres Manuel Lopez Obrador, lewicowy populista, przekonywał jeszcze obywateli, że da się przez te problemy przejść suchą stopą.- Żyjcie jak zawsze. Jeśli macie pieniądze, wychodźcie z rodzinami do restauracji. To pomoże naszej gospodarce – mówił jeszcze 22 marca. Kilka dni później już zmieniał przekaz: zostańcie w domach i przestrzegajcie higieny. A Liga MX, wielki biznes, w którym pieniądze potentatów telewizyjnych i innych korporacji mieszają się z fortunami wyrosłymi w nie do końca jasnych okolicznościach, stanęła na ponad cztery miesiące. Clausura 2020, czyli ta część sezonu, która trwała w chwili wybuchu pandemii, nie została dokończona i nie przyznano mistrzostwa. Specjaliści oszacowali, że przerwanie rozgrywek i tak długa przerwa od futbolu zabrały piłkarskiemu biznesowi i show-biznesowi Meksyku okazję do wygenerowania ponad pięciu miliardów peso, czyli ok miliarda złotych przychodu.

24 lipca zacznie się nowy sezon, ale nie będzie się nazywać Apertura 2020, jak byłoby w normalnych okolicznościach, tylko "Guard1anes 2020", w hołdzie lekarzom, sanitariuszom i innym służbom, które ratowały Meksyk w czasie koronawirusa. Właściwie, nie tyle: ratowały, ile ciągle ratują. Powrót ligi nie jest znakiem, że sytuacja epidemiczna jest już opanowana. Liga wraca, bo już nie dało się dłużej czekać na znak poprawy. Z piłkarskiego biznesu wyciekały ogromne pieniądze, wstrzymane zostały także prace przy budowie stadionów na piłkarskie mistrzostwa świata 2026, które odbędą się w Meksyku, Kanadzie i Stanach Zjednoczonych. Powrót do grania, nawet bez widzów na trybunach, pozwoli przywrócić trochę normalności, choć ze wkalkulowaniem bardzo dużych strat. Dla wspomnianych Tigres czy CF Monterrey każdy mecz bez publiczności to strata przeciętnie około 3,5 miliona złotych (tak, każdy mecz. Dla porównania hit Ekstraklasy Lech-Legia bez publiczności to ok. 2 mln utraconych przychodów).

"Płaczę nad losem Meksyku"

Piłkarze będą grać, ale do normalności jest bardzo daleko. Kluby wróciły do treningów, mimo że krzywa zakażeń w kraju wcale się nie wypłaszcza, i mimo że w aż dwunastu z 18 drużyn Liga MX wykryto podczas testowania co najmniej jeden przypadek zakażenia. Z walką Meksyku z koronawirusem jest trochę tak jak z meksykańskim futbolem: całą uwagę ściągnęli na siebie dwaj inni giganci obu Ameryk, USA i Brazylia, i ich problemy. A tymczasem ogromny, ponad stumilionowy Meksyk, jest w coraz gorszym położeniu. "Płaczę nad losem Meksyku", napisał kilka dni temu Eric Feigl-Ding, epidemiolog z Harvardu, zwracając uwagę na bardzo wysoki procent pozytywnych wyników testów. "Ponad połowa przetestowanych miała pozytywny wynik. Nawet w najgorszych chwilach Nowy Jork, Madryt czy Lombardia nie miały takich wyników. Meksyk może przechodzić bezprecedensową epidemię".

Oficjalnie Meksyk dopiero w ostatnich dniach przekroczył granicę 200 tysięcy zakażonych. Zmarłych jest - według oficjalnych danych – ponad 25 tysięcy, czyli wciąż mniej niż w Hiszpanii czy we Włoszech, o Brazylii i USA nie wspominając. Ale gdy w USA liczba testów na 1000 mieszkańców sięgnęła już 80, w Meksyku nie przekroczyła pięciu. Pod tym względem Meksyk jest dopiero na 146. miejscu na świecie. Przed nim są m.in. takie kraje, jak Benin, Bangladesz, Fidżi, Bahama czy Antigua i Barbuda. Gdy w maju oficjalnie było 20 tys. zakażonych, meksykańskie ministerstwo zdrowia szacowało, że jest ich pięć razy więcej.

Narcos wśród fleszy rozdają paczki z żywnością. Również z logo "El Chapo" Guzmana

Mimo rekordów zachorowań władze wycofują wprowadzone wcześniej obostrzenia. - Większość sklepów otwiera się już od paru dni. Meksykanie wracają do normalnego życia - opowiada w rozmowie ze Sport.pl Kamil Feniuk, który mieszka na stałe w Meksyku i pracuje w najsłynniejszym cyrku na świecie - Cirque du Soleil.

Meksyk jeśli chodzi o wprowadzanie obostrzeń, jest w podobnej sytuacji jak Brazylia: zbyt duża jest tam szara strefa, i za mało efektywna kryzysowa pomoc państwa dla osób, które w niej pracują, by zatrzymać tyle osób w domach. Dla nich pełna izolacja oznaczałaby zupełny brak dochodów. Państwo obiecało pomoc, ale nie daje rady. Korzystają z tego gangsterskie klany, które podczas koronawirusowego kryzysu w świetle fleszy robią charytatywne pokazówki. W różnych stanach Meksyku klany narcos rozdawały ubogim paczki z żywnością i materiałami higienicznymi. A córka najsłynniejszego dziś narco, odsiadującego wyrok w USA Joaquina "El Chapo" Guzmana, szefa kartelu z Sinaloa, przelicytowała wszystkich i swoje pakiety pomocowe dla seniorów rozdawała zapakowane w firmowe kartony z podobizną ojca (Alejandrina Guzman jest też właścicielką marki ubrań El Chapo 701). Dla narcos koronawirus, który przerwał im łańcuchy dostaw składników do produkcji narkotyków i utrudnił dystrybucję, był szansą, żeby zaznaczyć swoją obecność w inny sposób i pokazać lokalnej ludności: państwo was opuściło, ale my jesteśmy.

Meksykańskie władze otwarcie przyznają: nasi obywatele muszą przygotować się na długą walkę z koronawirusem. - Oczekiwany spadek zachorowań nie nadszedł - informuje dziennik "El Universal". Rzeczniczka ministerstwa zdrowia Olga Sanchez Cordero przyznała, że władze mają problem z koordynacją działań. Dane z poszczególnych 31 stanów spływają za wolno, czasem nawet po 8-9 dniach. Najgorsza sytuacja jest w okręgu stołecznym. Mimo to burmistrz stolicy zapowiedział kilka dni temu złagodzenie obostrzeń. Od czerwca ponowie działają m.in. kopalnie, przedsiębiorstwa budowlane i zakłady motoryzacyjne. Niebawem mają dołączyć do nich m.in. targowiska, centra handlowe i hotele. Tego dnia, gdy zapowiedziano ograniczenia restrykcji, zanotowano rekordowe 5222 przypadki zakażonych.

Polak z Cirque du Soleil: mam trenować i występować w masce

- Większość sklepów w Meksyku otwiera się już od paru dni. Oczywiście jest apel o zachowanie dystansu między ludźmi i o korzystanie z masek. Meksykanie wracają do normalnego życia. Podobnie z moją pracą - już za tydzień wracamy do teatru. Nie występowaliśmy od trzech miesięcy. Tak długo nieczynne były też liczne sklepy i plaże - opowiada Feniuk.

- Jak tam trafiłem? Obserwowałem grupę czterech starszych kolegów. Podczas mistrzostw Europy ktoś się z nimi skontaktował i nagle zniknęli. Mieli wtedy po 20 lat. Byłem ciekaw, co się z nimi stało. Wiedziałem tylko, że polecieli do Las Vegas. Po pewnym czasie dowiedziałem się, że nawiązali współpracę z grupą Dragone. To firma artystyczna na tym samym poziomie co Cirque du Soleil. Zacząłem chłonąć informacja na ten temat. Chciałem wiedzieć, co zrobić, by też pójść w tę stronę. Akrobatyki nie da się uprawiać wiecznie i musiałem mieć inny pomysł na przyszłość. Chciałem zacząć pracować, a nie tylko zbierać medale z kolejnych zawodów międzynarodowych. Pomyślałem o cyrku także dlatego, że zawsze mnie ciągnęło w artystyczną stronę - tłumaczy.

Fieniuk przygotował swoje demo. Był to 10-minutowy film, na którym umieścił wszystko to, co potrafił wykonać. Każdy skłon, każdy szpagat. Napisał też CV. Oba komplety dokumentów wysłał do Dragone i do Cirque du Soleil. - Nie miałem żadnych oczekiwań. Uznałem, że po prostu nie zaszkodzi wysłać. Ku mojemu zaskoczeniu z Cirque du Soleil odezwali się bardzo szybko, bo już po trzech miesiącach - wspomina.

Fieniuk zdradził, że zgodnie z nowymi meksykańskimi wytycznymi, podczas treningów i występów będzie musiał korzystać z masek. - Na pewno będzie to uciążliwe. Nie do końca jestem w stanie sobie wyobrazić, jak to w praktyce będzie wyglądało. Trzeba przez to przejść, wtedy będziemy wiedzieli więcej. Jak na razie cały czas siedzimy w domu i przygotowujemy się na powrót do występów. To ostatnie dni mojej tak surowej kwarantanny – mówi. Dla piłkarzy to też ostatnie dni bez występów. Przed powrotem Ligi MX zostanie jeszcze rozegrany dwutygodniowy turniej,  namiastka play-offów o tytuł mistrzowski, które byłyby rozgrywane w normalnych okolicznościach. Turniej dwóch czterozespołowych grup ulokowanych w Ciudad de Mexico i Guadalajarze, z których po dwie najlepsze awansują do półfinałów i zagrają w ogólnokrajowym finale. Start już w sobotę 4 lipca. Władze zapewniają, że mimo tylu pozytywnych wyników testów w klubach, nowy początek meksykańskiej piłki jest niezagrożony.

Przeczytaj też:

Więcej o: