Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Zlecił makabryczne zabójstwo kochanki. Teraz nagrał reklamę, która wzburzyła cały kraj

Bruno był tak dobrym bramkarzem, że wróżono mu przyszłość nawet w reprezentacji Brazylii. Ale później zlecił porwanie i poćwiartowanie matki swojego dziecka. Resztki rzucił swoim psom. Karę odbywa w półotwartym więzieniu. W środę reklamował hodowlę psów. W Brazylii zawrzało.

Ona, Eliza Samudio, marzyła o tym, że zostanie w Sao Paulo lub Rio aktorką i modelką, ale dostawała tylko rólki w filmach dla dorosłych. On, Bruno Fernandes de Souza, marzył o transferze do Europy i milionach euro, które tam na niego czekały. Był bramkarzem Flamengo, najpopularniejszego klubu Brazylii. Bramkarzem kłopotliwym - zdarzało mu się i pobić kogoś poza boiskiem, i negocjować umowy za plecami klubu - ale znakomitym. Nie tylko dobrze bronił, lecz także strzelał z rzutów karnych i wolnych. Kibice go kochali, sponsorzy proponowali kontrakty reklamowe. Dunga, trener reprezentacji Brazylii, miał rozważać powołanie dla bramkarza Flamengo. W marzeniach Bruno widział się w bramce reprezentacji podczas mistrzostw w Brazylii, w 2014. A życie tak się potoczyło, że mundial 2014 spędził w więzieniu Santa Lucia, pod Belo Horizonte, trenując na więziennym boisku z pordzewiałymi bramkami.

Zobacz wideo Zobacz gola Arkadiusza Milika z Hellasem

Resztki ciała rzucone rottweilerom Bruna

Karierę i życie złamał sobie w 2010. Czyli w tym roku, gdy zaczęły się pojawiać informacje o poważnym zainteresowaniu Dungi i o tym, że Bruno ma trafić do Włoch, do wielkiego Milanu. 10 lutego 2010 urodził się Bruninho, o którym Eliza Samudio mówiła, że jest synem Bruno, ale bramkarz się do syna nie przyznawał. 4 czerwca 2010 Eliza Samudio i Bruninho zaginęli. Niedługo później Bruno stał się głównym podejrzanym i trafił do aresztu. Spędził w nim aż trzy lata, a po głośnym w Brazylii i na świecie procesie w 2013 trafił do więzienia. Miał w nim spędzić 22 lata. Zarzucono mu zlecenie i współudział w porwaniu i zamordowaniu Elizy. Jej ciało zostało poćwiartowane i prawdopodobnie wrzucone do jeziora, a resztki rzucone rottweilerom Bruna.

Po latach wraca się do tego zabójstwa i kwestii pozbycia zwłok. Do dziś nie udało się ich odnaleźć. Dlatego Brazylijczyków oburzyła reklama hodowli psów z Rio de Janeiro. Bruno pozuje z dwoma psami, jest uśmiechnięty, zachęca do adopcji. I chociaż w komentarzach ludzie piszą o hańbie, że hodowlę reklamuje osoba, która parę lat temu rzuciła psom na pożarcie ludzkie zwłoki, to placówka opublikowała specjalne podziękowania. "Dziękujemy Bruno i jego żonie za dzisiejszą wspaniałą wizytę w naszej hodowli. Nasze spotkanie było bardzo owocne".

 

"Nie dam tej dziewczynie 15 minut sławy, której tak pożąda"

Od początku wszystkie tropy prowadziły do niego. Poznali się z Elizą w 2009 podczas przyjęcia w Rio. Przyjęcia, czyli orgii organizowanej przez jednego z piłkarzy Flamengo w swojej willi. Bruno, który z żoną Dayanne ma dwoje dzieci, przyznawał później, że takie orgie były czymś normalnym, i że akurat podczas tej pojawił się problem: pękła mu prezerwatywa. Ale o tym opowiadał dopiero wówczas, gdy testy DNA potwierdziły, że jest ojcem Bruninho. Gdy to Eliza kilka miesięcy po nocy w Rio ujawniła, że jest w ciąży, zaczęły się kłopoty. Już w 2009 zgłosiła na policję, że była przez Bruno i jego pomocników więziona, bita i zmuszana do brania środków poronnych, sam Bruno miał jej przystawić broń do skroni. A Bruno odpowiadał: nie dam tej dziewczynie piętnastu minut sławy, której tak pożąda. Zaprzeczał, że jest ojcem Bruninho. Dostał zakaz zbliżania się do Elizy na mniej niż 300 metrów. Ale dalej nie tracił pewności siebie.

"Po latach będę się z tego śmiał"

Podczas późniejszego procesu o morderstwo Bruno do końca przekonywał, że nie jest winny, nie zlecał porwania, a jego proces jest absurdalny i po latach będzie się z tego wszystkiego śmiał. Ale jego siedemnastoletni kuzyn zdradził w śledztwie, że Eliza rzeczywiście była w domu Bruno, i stamtąd, pobita do nieprzytomności, została wywieziona do Esmeraldas, rodzinnej miejscowości bramkarza w stanie Minas Gerais. Tam została zabita, a jej ciało poćwiartowane. W zabójstwie brała udział grupa gangsterów, z którymi Bruno się przyjaźnił, ukryciem zwłok miał się zająć jeden z morderców, były policjant. W samochodzie bramkarza znaleziono ślady krwi Elizy. Eliza zaginęła w dniu, w którym miała się spotkać z Bruno i wynegocjować jakieś porozumienie w sprawie alimentów. Porwany razem z matką Bruninho został znaleziony w jednej z faweli. Podejrzana o podrzucenie go tam była Dayanne, żona Bruna. Dayanne znalazła się wśród oskarżonych w procesie o morderstwo, ale oczyszczono ją z zarzutów. Bruno dostał 17,5 roku więzienia za zlecenie zabójstwa, trzy lata i trzy miesiące za porwanie i więzienie ofiary oraz półtora roku za ukrycie ciała.

Na mecze pod eskortą policji

W lipcu 2019 roku sąd w stanie Minas Gerais pozwolił mu odbyć resztę kary w systemie półotwartym, który pozwala więźniom spać w domu i pracować - czasami pod opieką strażnika, innym razem bez niego. Ale wiadomości o powrocie Bruna do futbolu mówiło się jeszcze przed tą decyzją sądu. Jako więzień miał umowę z prowincjonalnym klubem Montes Claros i mógł być zwalniany na mecze pod eskortą policji. Ale klub upadł. Pod koniec lutego 2017 sąd zgodził się, by Bruno wyszedł na wolność po spędzeniu siedmiu lat za kratkami, ale tylko do czasu rozpatrzenia odwołania, które złożył od wyroku. W tej decyzji chodziło o zadośćuczynienie skazanemu za opieszałość brazylijskiego wymiaru sprawiedliwości, który przez kilka lat nie zdążył rozpatrzyć odwołania. I za przedłużony aż do trzech lat ciężki areszt tymczasowy. Bruno niedługo po wyroku miał próbę samobójczą, był leczony z depresji, ale potem uwierzył, że dzięki futbolowi może odzyskać choć część wolności. Trenował za kratami więzienia Santa Lucia. Podejmował każdą dostępną dla więźniów pracę, by zasłużyć na złagodzenie kary.

Gdy tymczasowo wyszedł, znalazł nową drużynę, jeszcze lepszą - Boa Esporte, z brazylijskiej drugiej ligi. Klub pochodzi z miasta Varginha w Minas Gerais, pół godziny jazdy od Tres Coracoes, czyli rodzinnej miejscowości Pelego. Prezes klubu tłumaczył, że nie daje szansy Bruno mordercy, tylko pomaga Bruno - człowiekowi. Ale w Brazylii po tej wiadomości zawrzało. Czterech sponsorów zerwało umowę z klubem. Wcześniej strona internetowa Boa została zhakowana, pojawiły się na niej hasła protestu przeciw zatrudnieniu Bruno ze statystykami dotyczącymi przemocy wobec kobiet: przypomniano, że Brazylia jest na piątym miejscu na świecie pod względem liczby zabójstw kobiet, że jedną trzecią tych morderstw popełniają partnerzy tych kobiet, obecni lub byli. Przeciwnicy zatrudnienia Bruno powtarzali, że to rozgrzeszanie współsprawcy koszmarnej zbrodni, fatalny przykład. Prezes odpowiadał, że umowy nie zerwie. Ale ludzie protestowali tak bardzo, że się ugiął i bramkarza pogonił. Skończyło się na rozegraniu pięciu meczów.

"Bruninho, gdy słyszy ojca, ma ataki paniki"

O jego powrocie do piłki plotkowano ponownie w styczniu 2020. Zainteresowany miał być Feira de Santana, klub z północno-wschodniej Brazylii. Znów jednak protesty kibiców, ostrzeżenia od sponsorów, apele celebrytów i dziennikarzy zniechęciły prezesa do tego pomysłu. - Wierzę, że wiele osób zasługuje na drugą szansę. Bruno chce się znów zintegrować ze społeczeństwem, chce uczciwie zarabiać. Potrafi grać w piłkę i chce do tego wrócić. Z prawnego punktu widzenia nic nie stoi na przeszkodzie - argumentowała jego prawniczka. On to samo powtarzał w wywiadach. - Ludzie obserwują mnie w mediach społecznościowych, ale nie chcą mi dać szansy zarobienia na jedzenie - mówił dla telewizji "Record". Ale pogrążył go głos matki Elizy, Sonii, która w szczerej rozmowie z magazynem "Epoca", powiedziała: "To niemoralne, że popełnił tak ohydną zbrodnię i może zostać idolem dla dzieci i młodzieży. To absurd! Sądy spełniają wszystkie jego życzenia, a ja wciąż nie mogę nawet pochować szczątków mojej córki". To ona zajmuje się Bruninho, synem Bruna i Elizy. - Mój wnuk ma ataki paniki, gdy słyszy głos ojca. Powiedział mi kiedyś, że nigdy nie zaufa ojcu. Nie czuje do niego nienawiści, bo uważa, że nie da się nienawidzić kogoś, kogo się nie zna - wyznała. Babcia ma pełne prawa do wychowywania Bruninha i nie pozwala, by ojciec się z nim skontaktował. - Chciałbym to zrobić, wytłumaczyć mu wszystko, co się wydarzyło i poprosić go przebaczenie - powiedział w "Record TV".

Bruno przekonuje, że przeszedł prawdziwą przemianę i ma szczere intencje, a znajomości z gangsterami to już przeszłość. - Ludzie przeze mnie płakali. Sprawiłem, że cierpieli, i sam cierpiałem. Chcę walczyć o powrót - mówił w reportażu "Globo" z więzienia. Ale o szczegółach historii, która zaprowadziła go za kratki, nie chce mówić. Bo już od kilku lat pisze o niej książkę.