Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Straż pożarna przepompowała wodę z ulicy na stadion! Warszawski klub liczy straty. "Cała praca na nic"

Stadion RKS Okęcie Warszawa został zalany. Straż pożarna wpompowała na boisko wodę z okolicznych ulic i terenów prywatnych. - Tunel i budynek podtopione. Niedawno wydaliśmy dużo pieniędzy na renowację boiska i remont budynku. Cała praca na nic - opowiada zrezygnowany prezes klubu, Stanisław Gajlewicz.
Zobacz wideo

W poniedziałek nad Warszawą przeszły intensywne burze. Zalało południową i zachodnią część miasta - w tym ul. Radarową, przy której znajduje się boisko RKS Okęcie Warszawa. Klub istnieje od 1929 roku, kilka dni temu wywalczył awans do czwartej ligi. Teraz zastanawia się, czy murawa nada się jeszcze do użytku i czy w ogóle uda się wystartować w rozgrywkach. Sezon rozpocznie się 1 sierpnia.

Na głównym boisku wody po kolana. Strażak: Ratowaliśmy mienie mieszkańców

- Podczas ulewy obserwowaliśmy, co dzieje się z naszymi boiskami. Na głównym pojawiły się kałuże, a boczne zostało mocniej podlane. Ale wcześniej podczas intensywnych opadów już się to zdarzało. Zazwyczaj po dwóch dniach nie było śladu po wodzie. Nagle zobaczyliśmy, że strażacy, którzy tu przyjechali, uruchomili dwie motopompy i dolewają nam wodę z ulicy Radarowej, bo studzienki tam nie odbierają. Teraz nie dość, że mamy kompletnie zalane oba boiska, to jeszcze klubowy budek i tunel. Drużyna, która miała rozpocząć treningi przed startem czwartej ligi, została kompletnie pozbawiona warunków do tego - relacjonuje Sport.pl prezes Stanisław Gajlewicz.

Jako pierwsza na miejscu pojawiała się Państwowa Straż Pożarna, która jednak nie podjęła działań i pojechała do kolejnego wezwania. Po niej na ul. Radarową dojechała Ochotnicza Straż Pożarna z Wesołej i zdecydowała o przepompowaniu wody z ulicy i piwnic okolicznych domów na boisko RKS-u.

W poniedziałek wieczorem na głównym boisku było około 40 cm wody. Karol Radzikowski, członek zarządu klubu, prowadził na Facebooku relację na żywo, podczas której brodził na boisku po kolana i pokazywał, jak wygląda teren wokół klubu. Rozmawiał też ze strażakiem dowodzącym akcją, który tłumaczył, że straż miała prawo przepompować wodę, gdyż "stadion jest terenem otwartym". - Wpompowaliśmy na boisko wodę, którą uznaliśmy, że trzeba usunąć z terenu prywatnych posesji. Gdy dotarliśmy na miejsce, były tu uwięzione pojazdy. Mieliśmy też informację, że na ulicy może znajdować się osoba, która nie mogła dojść do domu. Woda przelewała się całą szerokością ulicy. Na boisko dopompowaliśmy może jeden procent całej wody, która już na nim była. W pierwszej kolejności staraliśmy się ratować mienie mieszkających tu ludzi - tłumaczył dowódca. - Jeżeli nie zgadzał się pan z naszymi działaniami, czemu nie przyszedł pan od razu i nie powiedział, że nie wyraża zgody na przepompowywanie wody? - pytał. - Miałem przybiec i powiedzieć, że nie zgadzam się na zalewanie klubu? To tak jakby pan kazał przepompować wodę z jednej posesji na drugą - stwierdził Radzikowski.

- Zawodowcy odjechali, bo stwierdzili, że nie ma zagrożenia. Nie wiem, czy ochotnicy chcieli się wykazać, zrobić coś więcej? Według nich nasze mienie mogło być niszczone - mówi zdenerwowany prezes Gajlewicz. 

Skontaktowaliśmy się z prezesem OSP Wesoła, który potwierdził, że w akcji brali udział strażacy z jego jednostki. - Nie mogę jednak potwierdzić, że woda została przepompowana z prywatnych posesji na boisko. Na nagraniu z klubu widać, że węże leżą, a nie że jest pompowana woda. Nie widać, że jest to stadion. Mnie tam nie było, więc nie mogę na to pytanie odpowiedzieć. Ochotnicza straż pożarna funkcjonuje tak, że do godziny szesnastej mam zupełnie inną pracę. Później pojadę do jednostki i dowiem się, co się działo. Przesłucham całą korespondencję radiową. Jak naświetlimy całość, to wszystko może wyglądać inaczej - powiedział Andrzej Kleczkowski. Prezes OSP dodał, że teoretycznie, w takiej sytuacji, strażacy nie mieli prawa przepompować wody na boisko.

Klubowy budynek był ubezpieczony. RKS za zalanie obwinia straż 

W zeszłym roku klubowy budynek został wyremontowany. - Wymieniliśmy podłogi, pomalowaliśmy ściany, odświeżyliśmy tunel. To był spory remont jak na nasze możliwości. Sama wykładzina PCV kosztowała 10 tysięcy zł. A na jednorazowy remont płyty boiska, czyli wertykulację, aerację i piaskowanie wydaliśmy 12 tysięcy - wylicza prezes. - Teraz to wszystko jest pozalewane. Dla nas to tragedia. Nawet nie chcę myśleć, ile może kosztować zerwanie murawy i położenie nowej. A czy ta się będzie do czegoś jeszcze nadawała? Trudno mi teraz powiedzieć. Sami nie wiemy. Strach pomyśleć - mówi. 

Teren oficjalnie należy do miasta, ale zarządza nim RKS, który dostał grunt w nieodpłatne użytkowanie. Gajlewicz twierdzi, że gdyby nie interwencja strażaków, klubowy budynek nie zostałby zalany. - Od wielu lat widzę, co się tu dzieje po opadach. Nigdy wcześniej nie zdarzyło się, żebyśmy mieli zalany budynek i główne boisko. Boczne bywało zalane, ale nie główne. W tym pomogli strażacy - uważa. Budynek był ubezpieczony, natomiast boisko ubezpieczenia nie miało. - Chyba nawet nie ma takiego ubezpieczenia - twierdzi Gajlewicz. - Nie mam pojęcia, jakie to będą straty. Do budynku na razie nawet nie da się wejść, tyle jest wody. Prąd odłączyliśmy, ale lepiej nie ryzykować. Zaczniemy od opinii rzeczoznawcy, który oceni wysokość strat i na pewno będziemy chcieli, żeby część pokryła straż pożarna. Postaramy się też o odpompowanie wody - deklaruje prezes RKS Okęcie.