Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Mocne słowa Janczyka: Nie mogę wejść do domu. Żona żąda ode mnie pół miliona euro

- Bardzo się obawiałem, ale miałem nadzieję, że zaimponuję Jose Mourinho. Spotkałem go tam, mamy wspólne zdjęcie. Zjadłem też śniadanie z Romanem Abramowiczem, bardzo przyjemnie się z nim rozmawiało - tak testy w Chelsea wspomina Dawid Janczyk. Na łamach rosyjskiego portalu Sport-express.ru. Polak przyznał, że z Londynu wyjechał przez śmierć Jana Pawła II. Opowiedział też o teraźniejszości: Nie mogę wejść do domu. Żona żąda ode mnie pół miliona euro. Za co?

Dawid Janczyk, niegdyś wielki talent, napastnik m.in. Legii Warszawa i CSKA Moskwa udzielił wywiadu rosyjskiemu portalowi Sport-express.ru. W rozmowie z dziennikarzem 32-latek wspominał swoje najlepsze czasy oraz momenty, które zaprowadziły go na życiowe dno.

Zobacz wideo Janczyk: Moje życie pokazuje, że na pewno nie jestem wzorem do naśladowania

Janczyk, który w ostatnich latach walczył z alkoholizmem, opowiedział m.in. o testach w Chelsea. Napastnik był na nich w kwietniu 2005 roku, jeszcze jako zawodnik Sandecji Nowy Sącz. 

- Doskonale pamiętam tamte dni. Bardzo się obawiałem, ale miałem nadzieję, że zaimponuję Jose Mourinho. Spotkałem go tam, mamy wspólne zdjęcie. Zjadłem też śniadanie z Romanem Abramowiczem, bardzo przyjemnie się z nim rozmawiało. Wszyscy wypowiadali się o mnie dobrze, Chelsea zaproponowała, bym został w klubie. Wtedy jednak zdarzyła się tragedia, zmarł papież Jan Paweł II. Ta informacja mnie zszokowała i postanowiłem wrócić do domu - wspomina Janczyk.

"MŚ U-20? Najlepszy czas w życiu. Reszty nie chcę wspominać"

Chociaż napastnik miał propozycję powrotu do Londynu, to chwilę później został jednak zawodnikiem Legii. Z warszawskim klubem związał się w lipcu 2005 roku, a dwa lata później robił już furorę na młodzieżowych mistrzostwach świata do lat 20. Reprezentacja Polski dotarła na nich do 1/8 finału, przegrywając z Argentyną, a Janczyk strzelił trzy gole, znajdując się wśród nominowanych do nagrody dla najlepszego piłkarza turnieju.

- To był najlepszy czas w moim życiu. Teraz gdy wspominam tamte czasy, chce mi się płakać, bo moje życie jest teraz gównem. Nie chcę wspominać, co wydarzyło się po tamtych mistrzostwach - mówi Janczyk w rozmowie z Rosjanami.

Janczykiem zainteresowały się kluby z najsilniejszych lig w Europie. Chociaż Polak marzył o transferze do Interu Mediolan, któremu kibicował od dzieciństwa, to najwięcej mówiło się o zainteresowaniu ze strony Atletico Madryt, które miało oferować Legii 2,5 miliona euro. Ostatecznie napastnik trafił jednak do CSKA Moskwa.

- W pewnym momencie zdecydowałem, że przyjmę pierwszą ofertę, która będzie pasowała Legii. I tak się stało. Wybrałem CSKA, ponieważ Rosjanie dawali za mnie 4,2 miliona euro, co uczyniło ze mnie najdroższego piłkarza w historii ekstraklasy. Dlaczego CSKA wybrało właśnie mnie? Wydaje mi się, że przypominałem im Wagnera Love'a. Pamiętacie, jak układał pistolety z palców? Ja, gdy byłem młody, robiłem dokładnie to samo po strzelonych golach. Wydaje mi się, że CSKA uważało, że będę takim samym napastnikiem jak on - opowiada Janczyk.

Pierwsza butelka, po której przeszła złość

Pierwszy kontrakt zawodnika w Legii gwarantował mu zarobki w wysokości 2,5 tys. złotych miesięcznie. Tuż przed młodzieżowymi mistrzostwami świata Janczyk podpisał nową umowę z Legią, na mocy której zarabiał już 40 tys. złotych miesięcznie. Po przenosinach do CSKA jego zarobki jeszcze bardziej wzrosły.

- W Moskwie zarabiałem już 160 tys. złotych miesięcznie. A to była tylko podstawowa pensja. Do tego dochodziły bonusy w wysokości od 10 do 40 tys. dolarów. Najwyższe premie mieliśmy za zwycięstwa ze Spartakiem, Zenitem, Dynamem i Lokomotiwem - mówi Janczyk.

Polak w Moskwie kariery nie zrobił. Wręcz przeciwnie, jego przygoda z futbolem w Rosji się załamała. Janczyk nie przebił się do podstawowego składu, a co więcej, zaczął też pić. Napastnik opowiada to, o czym mówił w swojej biografii: o piciu, które zaczynał po treningu i które nie zostawiało po sobie śladów.

- To było w 2008 roku. Wtedy myślałem tylko o piłce i byłem zły, że mimo sprzedaży Jo wciąż gram mało. Nie mogłem skontaktować się z trenerem Walerijem Gazzajewem, więc poszedłem do prezesa Romana Babajewa. Poprosiłem go, by zgodził się na wypożyczenie. Odpowiedział, że to niemożliwe, bo w klubie wciąż na mnie liczą. Coś we mnie pękło. W drodze do domu kupiłem butelkę, a potem kolejną. Złość przeszła - opowiada Janczyk.

"Nie mogę wejść do domu. Taka jest moja żona"

Napastnik opowiedział też o swojej teraźniejszości. - Mieszkam sam, wkrótce będę po rozwodzie, ale moja żona żąda ode mnie 500 tys. euro. Pół miliona euro. Za co? Nie wiem. Wiem tylko, że mamy pandemię koronawirusa, a ja bez niej miałem mnóstwo problemów w życiu. Nie mogę nawet wejść do własnego domu. Pewnego razu przyszedłem do niego, jednak żona nie pozwoliła mi wejść do środka i całą noc spędziłem pod drzwiami. Taka jest moja żona. To jest mój dom, zarobiłem na niego grając w CSKA, a teraz nie mogę do niego wejść. Mam zakaz wchodzenia do własnego domu i zbliżania się do żony bliżej niż na 50 metrów - mówi Janczyk.

I dodaje: Córki chcą robić ze mną wszystko: rysować, śpiewać, nawet grać w piłkę nożną. Nie mam z nimi żadnych problemów, ale nie mogę ich widywać bez nieznajomych. Nie mogę ich zaprosić do swojego mieszkania. Dlaczego? Ponieważ mam problemy z życiem.

W lutym Janczyk podpisał kontrakt z MKS-em Ciechanów. Jak sam mówi, chciałby, by był to tylko etap przejściowy we wznawianiu kariery. - To dobry klub, który ma sporo pieniędzy, ale to nie jest mój poziom. MKS Ciechanów to zespół z małej ligi, gdzie grają amatorzy. A ja chcę czegoś więcej. Tutaj chcę jedynie przygotować się do wejścia na wyższy poziom. A ofert nie brakowało. Zimą zgłosił się do mnie klub z Moskwy. Nie powiem który, ale mogę powiedzieć, że gra w drugiej lidze. Nie proponowali mi kontraktu, ale pytali, czy byłbym zainteresowany podpisaniem z nimi umowy. Odpowiedziałem, że nie, bo potrzebowałem dojść do formy. Kontaktowano się ze mną też z Kataru i Zjednoczonych Emiratów Arabskich, ale postanowiłem zostać w Polsce. Wszystko dla rodziny - kończy Janczyk.

Czytaj też:

Pobierz aplikację Sport.pl LIVE na Androida i na iOS-a

Sport.pl LiveSport.pl Live .