Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Szwedzi podejmują ryzyko, na które zdecydowała się dotąd tylko Białoruś

Bundesliga i Ekstraklasa mają ruszyć przy pustych trybunach. Na Tajwanie baseballistom towarzyszą roboty grające na bębnach i kartonowe postacie na widowni. Szwecja nie kombinuje: 14 czerwca chce wznowić rozgrywki piłkarskie od razu z publicznością. - Szwedzi eksperymentują w sposób ryzykowny - komentuje wirusolog Włodzimierz Gut.

W Niemczech sporo kontrowersji wzbudził już sam pomysł powrotu piłkarzy do gry. - Luzując ograniczenia, możemy roztrwonić nasze zwycięstwo - przypominał wirusolog Christian Drosten, gdy rząd Angeli Merkel zaczynał odmrażanie gospodarki. Dlatego Bundesliga, zabiegając o zgodę władz publicznych na powrót rozgrywek, przygotowała podręcznik z bardzo szczegółowymi zasadami powrotu do gry, towarzyszą temu plany testów na koronawirus za blisko 2 mln euro. 

Ale nawet przy tylu zabezpieczeniach Niemcy, którzy według ostatnich danych mają 157 tys. przypadków infekcji i 5,8 tys. zgonów wywołanych przez COVID-19, nie planują meczów z publicznością. Przez najbliższe miesiące ceną za powrót piłki będą "mecze duchy" - jak są określane w Niemczech spotkania bez widzów. Takie same są założenia powrotu Ekstraklasy i wielu innych lig.

Tajwan, który wznowił baseballowe rozgrywki w połowie kwietnia, jest już dawno po szczycie zachorowań, ale trybuny wielkich obiektów sportowych dostępne są tam tylko dla tych, którzy koronawirusa roznosić nie mogą: na krzesełkach posadzono tam tekturowych kibiców, a doping prowadzą grające na bębnach roboty.

Wyspy Owcze, które od pół miesiąca nie miały nowego, wewnętrznego przypadku infekcji, i podejmują już próbę przywrócenia sportu, również robią to z założeniem, że kibice jeszcze długo będą oglądać zawody tylko w telewizji.

Szwecja, która od początku epidemii nie wprowadza tylu obostrzeń co inne kraje, również w sporcie działa inaczej. Drużyny ligowe mogą tam trenować. Mecze sparingowe można rozgrywać, jeśli łączna liczba osób na obiekcie nie przekracza pięćdziesięciu. Ale powrót oficjalnych rozgrywek został opóźniony, mimo że początkowo Szwedzi zdecydowali, że niższe ligi mogą grać. W komunikacie zamieszczonym na stronie spółki prowadzącej tamtejszą najwyższą klasę rozgrywkową czytamy, że liga zostanie tam przywrócona 14 czerwca i prawdopodobnie od razu z zaproszeniem dla kibiców na stadiony. "Naszą ambicją są mecze z fanami na trybunach" - piszą przedstawiciele Allsvenskan.

"Szwedzi eksperymentują w sposób ryzykowny"

- Celem jest wystartowanie z sezonem 14 czerwca. Między klubami panowała w tej kwestii pełna zgoda - opisuje w rozmowie z "Expressen" Mats Enquist, sekretarz generalny Szwedzkiego Związku Profesjonalnych Lig Piłkarskich. - Nie jesteśmy ekspertami od wirusów, ale spójrzmy, jak szybko sytuacja się polepsza. Jeszcze tydzień temu powstrzymywaliśmy się od sparingów, a teraz mówimy o grze z kibicami - dodaje. Choć jego słowa o szybko polepszającej się sytuacji w kraju trudno zrozumieć. Szwecja codziennie ma od 3 do 5 proc. nowych przypadków w ogólnej liczbie zakażonych, a tendencji spadkowej nie widać.

- Szwedzi eksperymentują w sposób ryzykowny. U nich epidemia się dopiero rozwija - mówi Sport.pl prof. Włodzimierz Gut, specjalista w dziedzinie mikrobiologii i wirusologii z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego w Warszawie. - Przełamanie tego trendu mogą osiągnąć dopiero wtedy, kiedy samodyscyplina społeczeństwa będzie odpowiednio duża - dodaje i opisuje działania tamtejszego rządu jako "niekonwencjonalne".

- Przez takie podejście Szwecja w liczbie zarażonych wyprzedziła Polskę (mając blisko cztery razy mniej mieszkańców - red.). Oni mają tzw. naturalny przebieg choroby, bo nie wprowadzają mocnych ograniczeń, a odwołują się do obywatelskiego rozsądku. Czy to metoda skuteczna? Na razie nie bardzo. Nie mają lepszej sytuacji niż kraje, które przy podobnej liczbie mieszkańców wprowadziły społeczne restrykcje. Myślę, że w najbliższym czasie może być tam dużo gorzej niż np. w Portugalii, która do walki z wirusem też podchodzi w sposób mało restrykcyjny - uważa profesor.

Zasady bezpieczeństwa u kibiców? "To specyficzna grupa. Potrzeba i kija, i marchewki"

Enquist twierdzi, że ligowe władze mają swoich ekspertów, będą postępowały zgodnie z ich zaleceniami, a do "14 czerwca, który będzie prawie za dwa miesiące" jeszcze wiele może się wydarzyć. Wnioskuje raczej, że wiele pozytywnego. - Myślę, że w połowie maja będziemy mieć inne spojrzenie na sytuację. Wtedy podejmiemy decyzję, czy grać przed pełną publicznością, jakoś ją ograniczyć, czy wznowić ligę bez kibiców - uzupełnia sekretarz. 

W szwedzkim komunikacie brak jest na razie konkretów, co znaczyłyby te ewentualne ograniczenia na trybunach. Ciekawy ich jest profesor Gut. - Można oczywiście starać się wprowadzać różne procedury bezpieczeństwa. Izolować piłkarzy przed powrotem ligi, jak to czynione jest teraz w Polsce. Można też chcieć rozsadzać kibiców na trybunach. Tyle że w przypadku tej grupy społecznej mam spore wątpliwości, czy i jak to się uda - mówi Gut.

- Ilu kibiców miałoby być na trybunach? Jeśli 50 to można ich porozsadzać niemal tak, że nie będą się widzieć. Tyle że to specyficzna grupa, w której jeden ciągnie do drugiego. Jak wpuści się na stadion iluś tam kibiców, to oni usiądą sobie, jak chcą. No, chyba że każdemu przydzieli się też jednego nadzorcę - śmieje się profesor. Dodaje, że do wszelkich rozporządzeń i pomysłów trzeba podchodzić odpowiednio przygotowanym. - Jeśli ktoś ma podejść do tego poważnie, to musi stworzyć procedurę, która nie będzie ośmieszała samego zjawiska. Jeśli się wprowadza jakieś normy bezpieczeństwa, trzeba wiedzieć jak je wyegzekwować - przestrzega.

Dlatego z zaciekawieniem patrzy też na niemiecki i polski przykład powrotu piłkarzy do gry, na próby ich izolacji, ideę sędziów w przyłbicach z elektronicznymi gwizdkami i założenia, że drużyna, której piłkarze złapią koronawirusa, będzie musiała liczyć się z walkowerem, jeśli nie skompletuje składu.

- W walce z epidemią są trzy zasady: pierwsza to zasada izolacji, eliminowania skupisk. Druga to zasada wychwytywania wszystkich przypadków choroby. Trzecia to kwarantanna dla tych, którzy mieli z chorymi styczność. Wszystkie pozostałe elementy stanowią bardzo interesującą grę i mają swoje uzasadnienie w psychologii. Po pewnym czasie nawet anioł się kiedyś zbuntował - puentuje Gut. - Dlatego przy zakazach zwykle obowiązuje doktryna kija i marchewki. Jeśli czegoś zabraniamy, musimy po pewnym czasie dać coś w zamian - opisuje.

Tester doskonały

W szwedzkiej walce z koronawirusem nie ma dużo kija. W kraju cały czas działają szkoły podstawowe i przedszkola, tylko nieco ograniczone jest funkcjonowanie centrów handlowych, nikomu nie zabrania się wychodzenia z domu, ministerstwo zdrowia zachęca do ruchu, a pod pewnymi warunkami właściwie cały czas daje przyzwolenie na treningi dzieci. Szwedzkie media zasugerowały, że rząd starał się badać "jaki będzie akceptowalny przez społeczeństwo poziom obostrzeń". "Svenska Dagbladet" nazywała to "tańcem ze śmiercią" i sugerowała, że to bardziej dążenie do tego, by kontrolować rozprzestrzenianie się choroby, a nie ją powstrzymywać. W pewnym momencie sportowe media zastanawiały się, dlaczego w ogóle przerwano tamtejszą ligę hokejową, futbolową i rozgrywki piłki ręcznej, skoro kraj funkcjonował w miarę normalnie. Wtedy Szwedzi się na mecze bez publiczności nie zdecydowali, tylko od razu zawieszono rozgrywki. Jeśli niebawem zostanie podjęta decyzja, że w czerwcu szwedzka liga wróci z kibicami na trybunach, będzie to jeden z wyjątków w Europie. 

Tylko Białoruś nie przerwała swoich rozgrywek, a kibice wciąż mogą chodzić tam na ligowe mecze. Ale w ostatnim czasie frekwencja na białoruskich obiektach znacząco spadła, kibice niektórych klubów sami wzywali, by trzymać się teraz z dala od stadionów.

- Wirus to istota martwa, ale tester doskonały - podsumowuje profesor Gut.

Przeczytaj też:

Pobierz aplikację Sport.pl LIVE na Androida i na iOS-a

Sport.pl LiveSport.pl Live .