Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Ofiara nieuczciwej żony i naiwności? Stracił wszystkie pieniądze, upadał na oczach całego świata

Emmanuel Eboue upadał na oczach całego świata. Z piłkarskich salonów - na podłogę salonu w swoim domu. Leżał przy zgaszonym świetle, by komornik nie zorientował się, że jest w domu. Obok leżał pozew o rozwód, zawieszenie przez FIFA, stos wezwań do zapłaty i tabletki, które uszykował, by się zabić.

"Tydzień z..." to nowy cykl na Sport.pl, w którym codziennie, przez siedem dni w tygodniu publikujemy artykuły dotykające wspólnego tematu. Od 20 do 26 kwietnia piszemy o upadkach i bankructwach sportowców.

Wszystkich zastanawiało, jak to możliwe, że piłkarz, który przez cztery lat grał w Arsenalu i zarabiał miliony, może nie mieć pieniędzy na pralkę, spodziewa się eksmisji i po Londynie jeździ autobusem z czapką i kapturem naciągniętym na czoło byle nikt go nie rozpoznał?

Emmanuel Eboue o problemach opowiedział ponad koniec 2017 roku dziennikarzowi "Sunday Mirror" i jako źródło wszelkich nieszczęść wskazał swoją byłą żonę - Aurelie. Sam nie miał wykształcenia, nie znał się zbyt dobrze na pieniądzach, nie mówiąc nawet o inwestycjach czy zakładaniu biznesu. Grał w piłkę i tyle. To ona gospodarowała zarabianymi przez niego pieniędzmi. Z ośmiu milionów euro, które dostawał za sezon gry w Galatasaray, miała zabierać siedem i odkładać na przyszłość dla ich trójki dzieci. Eboue nie wie, co się z nimi stało. Przy rozwodzie Aurelie oskubała go z reszty - z domu, samochodów i pozostałych oszczędności.

Zobacz wideo Top 5 interwencji Wojciecha Szczęsnego w Serie A [ELEVEN SPORTS]

Brytyjskie media zaufały Eboue niemal całkowicie. Zrobiły z jego żony pazernego na pieniądze potwora, a ta wytaczała im proces za procesem, wygrywała i wymuszała kolejne przeprosiny za zniesławienia. Inaczej było w Afryce - tam większość dziennikarzy nie wierzyła tłumaczeniom Eboue i na jego przykładzie dawała lekcję młodym piłkarzom: uczcie się, bo sama gra w piłkę nie wystarczy.

Największy dziennik w Wybrzeżu Kości Słoniowej zestawił na pierwszej stronie Eboue i Didiera Drogbę: pochodzą z tego samego kraju, są w podobnym wieku, obaj grali w londyńskich klubach, ale Drogba nie ograniczał się do kopania piłki. Uczył się ekonomii i inwestował. Po zakończeniu kariery radzi sobie równie dobrze, jak na boisku - buduje szpitale, zarabia olbrzymie pieniądze jako współwłaściciel kopalni, we Francji ma sporo nieruchomości. Zyskuje popularność jako filantrop i jest tak lubiany, że gdyby tylko zapragnął zostać prezydentem WKS, wygrałby w przedbiegach. A Eboue?

Nie mógł znaleźć klubu, mieszkał kątem u przyjaciółki i pogrążał się w depresji

Ostatni oficjalny mecz rozegrał wiosną 2014 roku w Galatasaray. Kolejny sezon spędził w rezerwach klubu i wiedział, że musi czym prędzej odejść z Turcji i rzucić się na ostatni wysoki kontrakt w karierze. Z nieba spadł mu broniący się przed spadkiem z Premier League Sunderland, którego polityka transferowa - choć to może zbyt szumne określenie - pozwalała ściągnąć 33-letniego piłkarza, który ostatni rok spędził głównie, lecząc kontuzję i od kilkunastu miesięcy nie wystąpił w żadnym spotkaniu na wysokim poziomie. Ale Eboue i tak nawet nie zadebiutował w tym zespole, bo zaraz po podpisaniu kontraktu FIFA zawiesiła go na rok za nieuregulowanie zobowiązań wobec swojego agenta. Swoją drogą, otaczanie się niewłaściwymi doradcami to kolejna z przyczyn bankructwa Eboue.

- Wtedy zaczęły się moje problemy psychiczne. Zawieszenie na rok było bardzo bolesne, bo byłem w kropce. Nie mogłem grać, szukać klubu, zarabiać i musiałem samemu trenować. Bardzo się wtedy wstydziłem, bo ludzie zatrzymywali się, pokazywali na mnie palcem i mówili: "O, patrz, to ten Eboue, finalista Ligi Mistrzów. Co się z nim stało? Co za upadek!". Zdarzało się, że po trzy czy cztery dni nie wychodziłem z pokoju, tylko leżałem na łóżku i zastanawiałem się, co mi jeszcze zostało - opowiadał w 2019 roku we francuskiej telewizji. - Lubiłem trenować rano, ale w tym czasie w parkach było mnóstwo ludzi. Robili mi zdjęcia i wrzucali do internetu, więc zacząłem trenować w nocy. Z czasem było ze mną coraz gorzej i zacząłem okłamywać rodzinę - przyznał.

Rok minął - Sunderland był już ligę niżej, Eboue miał kilka kilogramów więcej, ale znalazł jeszcze jeden klub. Chciał go cypryjski Turk Ocagi Limasol, jednak podczas standardowych badań medycznych pojawiły się problemy. Piłkarz w Anglii przeszedł dokładniejsze testy, a tureckie i angielskie media podały, że jest nosicielem wirusa HIV. Później jego agent dementował te informacje, ale i tak był to definitywny koniec jego kariery i początek kolejnych życiowych problemów.

Zaczęło się od problemów w małżeństwie. Emmanuel i Aurelie poznali się w Belgii, gdy obrońca grał w KSK Beveren, wzięli ślub tuż przed transferem do Arsenalu i przez lata doczekali się trójki dzieci. - Pieniądze, które zarabiałem, przelewałem żonie, bo miały być dla naszych dzieci. Podpisywałem wszystkie umowy, które kazała mi podpisać. Byłem cholernie naiwny - przyznał w rozmowie z "Sunday Mirror".

W ten sposób miał nieświadomie przepisać żonie samochody i mieszkania. Brytyjski brukowiec pisał, że żona zabroniła dzieciom kontaktować się z ojcem, a podczas sprawy rozwodowej zabrała wszystko, co miał. Sędzia zdecydował chociażby, że ich willa w londyńskiej dzielnicy Enfield należy się Aurelie. - Nie miałem pieniędzy na porządnego adwokata. Straciłem mój własny dom, na który pracowałem. Będę walczył do końca, bo to niesprawiedliwe - mówił "Sunday Mirror". Dziennik szeroko opisał jego sprawę w grudniu 2017 roku w ramach kampanii "Time to change", której celem była walka z piętnowaniem osób mających problemy psychiczne.

Eboue opowiadał wtedy, że wciąż nielegalnie zajmuje ten dom, ale spodziewa się eksmisji, więc gdy nastaje wieczór, ukrywa się i siedzi przy zgaszonym świetle. - Mieszkam w tym domu, ale jestem przestraszony. Nie wiem, kiedy przyjdzie policja i mnie wyrzuci. Nie zapalam światła, nie ruszam się, żeby nie było widać, że jestem w środku - mówił. Przyznał, że najczęściej nocuje na podłodze w salonie małego mieszkania swojej przyjaciółki Yasmin Razak.

Depresja Eboue miała się pogłębić po tym, jak jego dziadek zmarł na raka, a brat zginął w wypadku samochodowym. Były piłkarz czuł, że odchodzą od niego wszyscy bliscy. Wtedy po raz kolejny zastanawiał się nad samobójstwem. Twierdził, że przy życiu utrzymywała go wiara w Boga i tragiczna historia jego kolegi z reprezentacji - Steva Gohouriego. - Grał w Wigan, później trafił do Niemiec, ale jego kariera potoczyła się fatalnie i skończył w czwartej lidze. Nie potrafił sobie z tym poradzić, miał głęboką depresję i któregoś dnia coś w nim pękło. Zabił się. Od tamtego czasu ciągle wspominam jego historię i obiecuję sobie, że zrobię wszystko, by nie skończyć w ten sam sposób - przyznał. - Chcę wrócić do gry. Nadal mam odpowiednie umiejętności. Mogę przenieść się choćby do Bagdadu czy Pakistanu, byle móc znów grać w piłkę - wołał zdesperowany do klubów, które mogły skusić się na jego wciąż popularne nazwisko.

Nowa żona i nowe życie Emmanuela Eboue

Ale po głośnym artykule w "Sunday Mirror" niewiele się zmieniło. Żaden klub się nie zgłosił, a przez kolejne kilka miesięcy z Eboue było coraz gorzej. W końcu policja i komornik znaleźli go w domu. Został eksmitowany i na jakiś czas podobno wylądował na ulicy. - Miałem ochotę zobaczyć mecz Arsenalu, ale nawet nie miałem pieniędzy na bilet. Wstyd mi było prosić klub o zaproszenie. Założyłem kaptur na głowę i poszedłem do baru. Zamówiłem piwo i usiadłem tak, by żaden z kibiców mnie nie rozpoznał. To był upokarzający upadek - zwierzał się "Sunday Mirror". Kilka miesięcy później angielskie brukowce znów znalazły dla niego miejsce na łamach po tym, jak został zatrzymany w Londynie i umieszczony w areszcie, gdzie postawiono mu zarzut podpalenia, próby zatuszowania śladów i znieważenia policjantów.

Pomógł mu były trener Fatih Terim, który przekonał władze Galatasaray, by ściągnęły go z powrotem do Turcji, opłaciły mieszkanie w Stambule i zatrudniły w akademii. Eboue przyjął propozycję od swojego byłego klubu i pracował z zespołem czternastolatków. - Fatih jest dla mnie jak ojciec. Kocham go i jestem mu bardzo wdzięczny - mówił Iworyjczyk.

W Turcji odżył i podreperował budżet. Wrócił do swojej byłej dziewczyny Stephanie Boede, którą wiele lat temu, po wyjeździe do Europy, zostawił dla Aurelie. W 2019 roku wzięli ślub w ich rodzinnym Abidżanie, a Emmanuel na stałe przeniósł się do stolicy Wybrzeża Kości Słoniowej. Otworzył tam dużą akademię piłkarską i sam jest jednym z trenerów. - Wciąż często jestem w Europie. Latam między Abidżanem a Stambułem, bo Galatasaray jest zaangażowany w mój projekt, ale jesteśmy na razie na etapie formalnego dopinania współpracy - mówił Eboue kilka miesięcy temu na spotkaniu z tureckimi mediami. - Tak, odżyłem, dziękuję. Moja historia to dobra lekcja dla wszystkich młodych chłopców, którzy chcą zostać piłkarzami. Byłem bardzo naiwny.

Emmanuel Eboue urodził się w 1983 roku, był prawym obrońcą. Przez cztery lat gry w Arsenalu zdobył Puchar Anglii, a po przejściu do Galatasaray dwa razy zostawał mistrzem Turcji i zdobył jeden krajowy Puchar. Zaliczył ponad 60 spotkań w Lidze Mistrzów. Reprezentował Wybrzeże Kości Słoniowej na mundialu w 2006 roku i Pucharze Narodów Afryki w 2006 i 2008 roku.

Przeczytaj także:

Pobierz aplikację Sport.pl LIVE na Androida i na iOS-a

Sport.pl LiveSport.pl Live .