Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

"Najbardziej żałosny mecz w historii futbolu" trwał 30 sekund. "Wstyd dla całego świata"

Mecz Chile - ZSRR z 1973 roku nazywany jest do dziś "najbardziej żałosnym w historii futbolu". - To była najgorsza propaganda z możliwych - zapewnia chilijski poeta Jorge Montealegre, który w wieku 19 lat był świadkiem tego wydarzenia.

Zimna wojna. Amerykanie i Sowieci szukają nowych stref wpływów. Swoje szanse widzą w Chile, gdzie od początku lat 70. jest niespokojnie. 3 listopada 1970 roku na prezydenta wybrano tam socjalistę Salvadora Allende, lidera Frontu Jedności Narodowej. Allende ogłasza wprowadzenie programu "chilijskiej drogi do socjalizmu". Zatrzymać chce go republikański prezydent USA Richard Nixon.

Zobacz wideo Wielki fan Lewandowskiego marnuje talent?

Stadion, który został więzieniem

Amerykanie zaczynają wspierać opozycję. Nakładają blokadę gospodarczą na Chile. Wybucha kryzys, rośnie bezrobocie. Jesienią 1973 roku dochodzi do puczu wojskowego. Na jego czele staje generał Augusto Pinochet - zdaniem części historyków wspierany przez CIA. Prezydent Allende popełnia samobójstwo. W kraju rządzonym przez Pinocheta następują polowania na osoby o lewicowych poglądach. Konstytucja jest zawieszona, są masowe mordy i wszechobecny terror.

Brakuje miejsc dla kolejnych więźniów-przeciwników dyktatury. Władza sięga po stadion narodowy w stolicy, Santiago (słynny Estadio Nacional), w którym najpierw zakłada obóz koncentracyjny, a potem więzienie. Mężczyzn trzymano na widowni i na boisku, kobiety w szatniach. Tortury urządzano na korytarzach, by krzyk roznosił się po całym obiekcie. Kilka miesięcy później na tym samym stadionie odbył się mecz, który określa się do dziś mianem "najbardziej żałosnego w historii futbolu".

Zimnowojenne starcie na boisku

W tamtym czasie trwały eliminacje do piłkarskich mistrzostw świata w RFN w 1974 roku. Zwycięzca dziewiątej grupy eliminacyjnej w strefie europejskiej miał zmierzyć się w barażach interkontynentalnych z najlepszą ekipą trzeciej grupy w Ameryce Południowej. Traf chciał, że z Europy do tego dwumeczu awansował Związek Radziecki (wyprzedził Irlandię i Francję), a jego rywalem miało być Chile (pokonało Peru i Wenezuelę). Chile, które pod rządami Pinocheta zostało sojusznikiem USA. Wątek polityczny odegrał główną rolę w tej rywalizacji sportowej.

Chilijska dyktatura nie chciała początkowo zgodzić się na rozegranie dwumeczu. Doradcy Pinocheta przekonali go, że sukces reprezentacji może poprawić wizerunek kraju na świecie. Zawodnikom pozwolono na wyjazd do Moskwy na pierwsze spotkanie pod jednym warunkiem: nie odpowiadajcie na żadne pytania dotyczące sytuacji w kraju. Kto złamie zakaz, tego rodzina zapłaci najwyższą cenę.

Sędzia-antykomunista: Dzięki Bogu, że upadł rząd Allende

Przeciwko gościom była także pogoda. Gdy 26 września obie drużyny spotkały się na stadionie Spartaka, temperatura wynosiła -5 stopni Celsjusza. Gospodarze byli pewni, że latynosi w tych warunkach łatwo się poddadzą. Skończyło się bezbramkowym remisem, a jednym z bohaterów spotkania był chilijski bramkarz Juan Olivares.

Drugim sędzia główny Armando Marques z Brazylii, który miał sędziować pod gości. - Marques był jawnym antykomunistą. Gdy spotkaliśmy go w hotelu, powiedział nam: Dzięki Bogu, że upadł rząd Allende - relacjonował jedyny chilijski dziennikarz, który dotarł z reprezentacją do Moskwy, cytowany przez "The Guardian". Brytyjski dziennik przypomniał, że po remisie 0:0 chilijskie gazety następnego dnia piały z zachwytu: "Związek Radziecki nie mógł nas pokonać nawet w piłkę nożną". Do pierwszego meczu barażowego ZSRR - Chile doszło raptem dwa tygodnie po zamachu stanu Pinocheta.

Stadion symbolem dyktatury

Rewanżowe spotkanie zaplanowano na 21 listopada na Estadio Nacional w Santiago. Federacja chilijska sugerowała przeniesienie meczu do Visca el Mar, ale władza nie brała pod uwagę takiego rozwiązania. Na nic zdały się też protesty ZSRR. Do stolicy Chile udali się przedstawiciele FIFA, by sprawdzić, czy stadion nadaje się do rozegrania meczu. Niczego niepokojącego nie zauważyli, bo władza wcześniej wywiozła większość więźniów, a pozostałe siedem tysięcy zostało dobrze ukrytych.

- Trzymali nas na dole, byliśmy schowani w szatniach i tunelach stadionowych. Wtedy przyjechali ludzie z FIFA i dziennikarze. To było tak, jakbyśmy byli w dwóch różnych światach - mówił po latach Jorge Montealegre, chilijski poeta, który jako 19-latek był jednym z osadzonych na stadionie w Santiago.

Montealegre zdradził, że większość więźniów została wywieziona kilka dni wcześniej na północ Chile, do miasteczka wydobywającego sól na pustyni Atakama. - Oczy świata skierowane były na Chile. Stadion stał się symbolem dyktatury Pinocheta, to była najgorsza propaganda z możliwych - tłumaczy Montealegre. - Oficjele pospacerowali po boisku i wydali werdykt: można grać - wspomina Gregorio Mena Barrales, więziony wówczas polityk.

Bojkot Sowietów we względów moralnych

Nie było już żadnych formalnych przeciwwskazań - spotkanie mogło się odbyć. Mimo to Sowieci zbojkotowali je i nie przyjechali do Chile, zasłaniając się przyczynami politycznymi i humanitarnymi. Podkreślali, że stadion narodowy był więzieniem dla przeciwników politycznych Pinocheta i nie nadaje się już na miejsce do rozgrywania meczu piłkarskiego.

Kilka krajów sojuszniczych, w tym NRD, wsparło stanowisko Związku Radzieckiego. - Ze względów moralnych nie możemy grać na stadionie w Santiago, splamionym krwią chilijskich patriotów - to fragment listu, jaki władze ZSRR napisały do FIFA. Historycy futbolu zastanawiają się, na ile był to autentyczny powód, a na ile Sowieci obawiali się porażki, która uderzyłaby w mit niezwyciężonych radzieckich sportowców i woleli wyjść na ofiarę decyzji FIFA i Chilijczyków. Takie sygnały wysyłali też po latach zawodnicy ówczesnej reprezentacji ZSRR.

Spotkanie, które trwało 30 sekund

Choć goście nie przyjechali, spotkanie i tak się odbyło. Trwało dokładnie 30 sekund, a na trybunach pojawiło się tylko 15 tys. widzów (pojemność to 60 tys.). Piłkarze gospodarzy wyszli na murawę, odegrano oba hymny. Następnie Chilijczycy rozpoczęli grę i w pół minuty strzelili gola. Na pustą bramkę trafił Francisco Valdes. Sędzia wskazał na środek boiska i w tej samej chwili zakończył spotkanie. FIFA przyznała Chile zwycięstwo walkowerem 2:0.

 

Jednym z niewielu chilijskich piłkarzy, którzy odważyli się skrytykować Pinocheta, był Carlos Caszely. Napastnik węgierskiego pochodzenia po meczu z ZSRR powiedział, że był to "wstyd dla całego świata". Z kolei gdy dyktator spotkał się z reprezentacją przed jej wylotem na mistrzostwa do RFN, Caszely jako jedyny nie podał mu ręki. To był jeden z pierwszych publicznych gestów sprzeciwu wobec Pinocheta.

- Staliśmy w sali, gdy otworzyły się drzwi i wszedł mężczyzna ubrany w pelerynę, miał ciemne okulary i kapelusz. Wyglądał jak Hitler, zimny dreszcz przeszedł po moim ciele. Kiedy zaczął się zbliżać, schowałem dłoń za sobą i nie podałem mu jej - wspomina legenda chilijskiego zespołu Colo-Colo. Matka Caszely'ego była porwana i torturowana przez agentów Pinocheta.

Na mistrzostwach świata w 1974 roku Chilijczycy zajęli trzecie miejsce w grupie A. Przegrali z RFN 0:1, zremisowali 1:1 z NRD i 0:0 z Australią. Mundial wygrała wtedy drużyna RFN, druga była Holandia, a trzecia reprezentacja Polski pod wodzą Kazimierza Górskiego.

Przeczytaj też:

Pobierz aplikację Sport.pl LIVE na Androida i na iOS-a

Sport.pl LiveSport.pl Live .