Skandal w piłkarskiej federacji USA. Prezes podał się do dymisji. Kobieta przejmie rządy

Prezes piłkarskiej federacji USA, Carlos Cordeiro podał się do dymisji. Zawodniczki, które oskarżały go o dyskryminację płacową, mają nadzieję na zmianę. Pierwszy raz w historii amerykańskim futbolem będzie bowiem rządziła kobieta.

Kilka dni temu wyciekła linia obrony przyjęta przez federację w procesie, który wytoczyły jej piłkarki. W zeszłym roku oskarżyły ją o dyskryminację płacową oraz niesprawiedliwe traktowanie i domagają się 66 milionów dolarów odszkodowania. W dokumentach przesłanych przez federację do sądu federalnego w Los Angeles, gdzie 5 maja ma się odbyć rozprawa, można przeczytać, że różnice w wynagrodzeniach są zasadne, bo "piłkarki są słabsze fizycznie i mają mniej obowiązków niż piłkarze".

Zobacz wideo

Spotkało się to z olbrzymią krytyką i doprowadziło do dymisji prezesa. - Taki język jest obraźliwy i spowodował wiele bólu. Jest to nie do zaakceptowania i niewybaczalne. Nie miałem okazji w całości przeczytać wysłanych do sądu dokumentów i biorę pełną odpowiedzialność za to, że tego nie zrobiłem. Gdybym przeczytał, to sprzeciwiłbym się takim sformułowaniom - napisał Carlos Cordeiro w oświadczeniu, w którym poinformował o swoim odejściu i zmianie kancelarii prawnej. A piłkarki odpowiedziały: - To nie nas przepraszał. Mówił to do sponsorów i kibiców, by złagodzić sytuację. My podobne argumenty słyszmy podczas każdych negocjacji. I nikt po nich nie przeprasza.

Federację skrytykowali sponsorzy i kibice. Piłkarki protestowały na boisku

Na przyjętą przez federację linię obrony pierwsze zareagowały same zawodniczki, które kilka godzin po wycieku dokumentów grały z Japonią mecz finałowy turnieju SheBelieves Cup. Na rozgrzewkę wyszły w wywiniętych na lewą stronę koszulkach, by herb USA był niewidoczny, za to w oczy rzucały się wyhaftowane nad nim cztery gwiazdki za cztery zdobyte mistrzostwa świata. Tak zapozowały do pamiątkowego zdjęcia i wysłuchały hymnu. - Chciałyśmy zrobić coś zespołowego, żeby okazać solidarność nie tylko sobie, ale też wszystkim małym dziewczynkom, do których trafiły te słowa. Zawsze czułyśmy, że najważniejsze jest to, co robimy na boisku, ale chciałyśmy pokazać, że tego rodzaju retoryka ze strony federacji jest dla nas nie do przyjęcia. Po odwróceniu koszulek okazało się, że jedyną widoczną rzeczą są gwiazdki, czyli nasze osiągnięcia. To był trochę niezamierzony bonus - mówiła po meczu dla ESPN.com kapitanka Megan Rapinoe. Swoje zawodniczki poparł trener Vlatko Andonovski. - Wiedziałem, że coś planują i udzieliłem im pełnego wsparcia. Popieram ich walkę i to, w co wierzą. Są wyjątkowe, są prawdziwymi wojowniczkami - powiedział.  

- Gdy to przeczytałyśmy, byłyśmy oczywiście bardzo zdenerwowane. Od dawna mamy wrażenie, że takie właśnie są podświadome uczucia niektórych działaczy, ale teraz zobaczyłyśmy je zapisane jako argument w sprawie. Taki przykład mizogonii i seksizmu naprawdę bardzo nas rozczarowuje - przyznała Rapinoe. - Chcę jeszcze powiedzieć każdej dziewczynie i każdemu chłopakowi, który chce spełniać swoje marzenia, że to co pisze federacja jest nieprawdą. Nie jesteście słabsi tylko dlatego, że jesteście dziewczynami. Nie jesteście lepsi tylko dlatego, że jesteście chłopcami. Wszyscy jesteśmy równi i powinniśmy mieć taką samą możliwość realizacji naszych marzeń - dodała.

Później odezwali się sponsorzy: Coca-Cola, Visa, Deloitte, Budweiser, Procter & Gamble i Volkswagen. W specjalnych oświadczeniach uznali argumenty federacji za obraźliwe, niedopuszczalne, ofensywne i poniżające. Kilka firm podkreśliło, że kładzie duży nacisk na równość płci i wymaga, by ich partnerzy robili to samo. "New York Times" uznał te komunikaty za ostatnie ostrzeżenie. - Satysfakcjonuje nas tak ogłuszające oburzenie przeciwko rażącej mizoginii federacji - przyznała pomocniczka Carli Lloyd. 

Podczas wygranego 3:1 meczu z Japonią głos zabrali też kibice. Skandowali m.in. "równe płace!" i nawoływali prezesa federacji do dymisji. Po meczu kibice zmieniali swoje awatary w mediach społecznościowych właśnie na pusty herb i cztery gwiazdki nad nim. - Cieszymy się, że kibice wspierają to, co robimy na boisku i poza nim. Czasami nasze działania poza nim są nawet ważniejsze niż na nim. Dobrze jest wiedzieć, że mamy w tym poparcie - mówiła obrończyni Becky Sauerbrunn.

Co to zmieni?

Federacja od dawna była krytykowana przez zawodniczki i sporą część sponsorów, ale dopiero otwarte przyznanie, że postrzega kobiety jako mniej zdolne od mężczyzn, podkreślając przy tym, że żaden to "seksistowski stereotyp, a niepodważalna nauka", doprowadziło do tąpnięcia. "Federacja próbowała bronić się argumentami wykorzystywanymi przez twitterowe trolle. Ze wszystkich linii obrony wybrała najgorszą" - komentuje "The Guardian". - Musieli to pisać jacyś jaskiniowcy - stwierdziła rzecznika reprezentacji kobiet.

Rezygnacja Cordeiro przy tej skali krytyki była nieunikniona. Ale mimo że na stanowisku zastąpiła go dotychczasowa wiceprezeska Cindy Parlow Cone, była reprezentantka USA, to sytuacja jej koleżanek prawdopodobnie znacząco się nie zmieni, bo nie Cardeiro był winny ich sytuacji, tylko wielu ważnych urzędników federacji, którzy pozostali na swoich stanowiskach. On zapłacił posadą za to, że nie przeczytał tych dokumentów. Przeczytali je ludzie pod nim i zgodzili się z przyjętą linią obrony. "Guardian" pisze, że wielu z nich pracuje w federacji od wielu lat i są bardzo niechętni na jakiekolwiek zmiany w traktowaniu kobiet. Sam Cordeiro miał mieć w tej sprawie dobre intencje, ale często był przez nich blokowany. Z Cindy Parlow Cone, która będzie szefem federacji do lutego 2021 roku może być podobnie. Heather O’Reilly, była piłkarka i członkini rady sportowców stwierdziła, że jeśli traktowanie kobiet przez federację faktycznie ma się zmienić, najpierw musi dojść do długiego procesu jej reorganizacji. - Ale skoro dotychczas federacja tak bardzo opierała się zmianom, to dlaczego teraz miałoby się to zmienić? - pytała.

Ale większość byłych i obecnych zawodniczek i tak widzi w tej zmianie nadzieję. - Znam Cindy od ponad dwóch dekad jako koleżankę z boiska i przyjaciółkę. Zawsze była uczciwa wobec innych ludzi i zaangażowana w swoje działania. Nie mam wątpliwości, że poświęci się, by pomóc nam wszystkim - napisała w mediach społecznościowych Mia Hamm. - Grałam z Cindy przez wiele lat. Znam ją. Rozumie WSZYSTKICH zawodników i jest świetnym człowiekiem. Proszę, dajmy jej szansę - apelowała Julie Foudy, koleżanka z reprezentacji. - Gorzej i tak nie będzie - podsumował "Guardian".

Więcej o: