Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Michał Probierz powinien zobaczyć, jak to robią w San Sebastian. Taktyczne podsumowanie weekendu

W meczu na szczycie Ekstraklasy mistrz dość niespodziewanie pokonał lidera i w tabeli znalazł się zaraz za jego plecami. Po raz kolejny recepty na obronę stałego fragmentu gry nie znalazła Cracovia. Być może Michał Probierz powinien zajrzeć do San Sebastian, którego gracze zaprezentowali w tej materii małą rewolucję.

Mecz weekendu: Legia – Piast 1:2

Na starciu z mistrzem Polski zakończyła się imponująca passa stołecznego zespołu, choć mimo gry przez cały mecz w osłabieniu Legioniści byli w stanie stworzyć sobie całkiem sporo sytuacji. Podopieczni Aleksandara Vukovicia musieli z konieczności zagrać w nieco inny sposób, bardziej nastawić się na kontry i oddać inicjatywę. Samo tempo konstruowania ataków przez Legię mogło się jednak podobać. Warszawiacy błyskawicznie przenosili się z akcją wyżej, starali się przedzierać na połowę Piasta jednym-dwoma podaniami, a mimo tej dość imponującej szybkości byli w stanie utrzymywać wysoką celność podań (przekraczającą 80 procent). Co jakiś czas zaskakiwali również wyższym pressingiem, starając się trzymać Piasta stosunkowo daleko od własnej bramki, a w końcówce całkiem efektywnie naciskając rywala na jego połowie. Bardzo aktywny był Martins, który wprawdzie rzadko skutecznie odbierał piłkę, ale pracowicie przemieszczał się za nią, skutecznie spowalniając ataki przeciwnika i pozwalając partnerom na dopasowanie ustawienia po stracie. Być może na słabszego rywala by to wystarczyło. Jednak Piast Waldemara Fornalika to ekipa cierpliwa, dzięki czemu bez zbędnego pośpiechu operowała piłką, raz po raz zmieniając strony ataku i zyskując teren. Po wyjściu na prowadzenie z kolei skupiła się przede wszystkim na skutecznej defensywie.

Podania Piasta Gliwice, rozprowadzanie piłki na skrzydła w poszukiwaniu wolnego miejsca.Podania Piasta Gliwice, rozprowadzanie piłki na skrzydła w poszukiwaniu wolnego miejsca. Andrzej Gomołysek

Zagranie weekendu: Real Sociedad broni rzut wolny Messiego

Skuteczność Messiego z rzutów wolnych według danych z ubiegłego roku wynosi 8,5 procenta. Innymi słowy, zamienia na bramkę co 12 rzut wolny, który wykonuje. Nic więc dziwnego, że praktykowane są kolejne sposoby, by zagrożenie z jego strony zniwelować. W weekendowym starciu, gdy Argentyńczyk podszedł do piłki, w zdobyciu bramki przeszkadzał mu cały zespół Realu Sociedad. Uczynił to jednak w niezbyt popularny jak do tej pory sposób. Otóż zamiast ustawić zwarty i liczny personalnie mur, gracze z Baskonii utworzyli kilka linii zasieków, całą jedenastką starając się zasłonić Messiemu światło bramki. W murze znalazły się ledwie trzy osoby (a i tak jeden z piłkarzy stał w pewnej odległości od kolegów), pozostali zawodnicy z kolei stali znacznie bliżej bramki, chroniąc dostępu do niej i mając więcej czasu na reakcję. Dwóch broniących stało przy tym tuż przed linią bramkową, wspierając bramkarza na wypadek, gdyby piłka została uderzona, przy którymś z słupków. Plan zadziałał bardzo skutecznie, mający sporo czasu na reakcję zawodnicy defensywni zdołali wybić strzał, choć pomogło im też z pewnością to, że nie należał on to najprecyzyjniejszych.

Strzał Messiego z rzutu wolnego. Wszyscy gracze Sociedad zasłaniają światło bramki.Strzał Messiego z rzutu wolnego. Wszyscy gracze Sociedad zasłaniają światło bramki. Andrzej Gomołysek

Zagranie weekendu – Cracovia broniąca rzuty rożne - suplement:

Tydzień temu Cracovia straciła bramkę w meczu z Legią za sprawą mało udanego ustawienia defensywy, kiedy niepilnowany Antlić wbiegł w pole karne i wykończył z najbliższej odległości. Zawiódł wtedy przede wszystkim brak dodatkowego zawodnika, zabezpieczającego wnętrze szesnastki. W spotkaniu z Górnikiem Michał Probierz nadrobił to niedopatrzenie. Nadal jednak zdecydował się pozostawić drugiego zawodnika w pobliżu wykonującego rzut rożny, na wypadek braku bezpośredniej wrzutki. Wykorzystał to Marcin Brosz, który również nakazał swoim podopiecznym zasymulować krótkie rozegranie, co wyciągnęło z pola karnego dwóch krakowian. W efekcie przedpole ubezpieczał tylko jeden zawodnik. Gdy piłka znalazła się po jej wybiciu na granicy szesnastki, przed Jirką nie znajdował się zupełnie nikt, by zablokować jego strzał. Owszem, w okolicy toru lotu uderzenia Czecha znalazło się kilku rywali, jednak czas i miejsce pozwoliły mu na nadanie piłce odpowiedniej siły i precyzji, co przyniosło kolejną straconą przez Cracovię bramkę po rogu.

Rzut wolny po którym Cracovia straciła bramkę w meczu z GórnikiemRzut wolny po którym Cracovia straciła bramkę w meczu z Górnikiem Andrzej Gomołysek

Więcej o: