Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Ojciec Adama Ledwonia, 18-krotnego reprezentanta Polski: Mój syn żyłby, gdyby nie był piłkarzem

W polskim sporcie depresja przestaje być tematem tabu, choć akurat w futbolu zmiany zachodzą wolniej. To wciąż sport dla macho. Jeszcze pięć lat temu w ekstraklasie był tylko jeden psycholog. Dzisiaj na stałe pracuje pięciu.

- Dlaczego uważa pan, że syn wciąż by żył, gdyby zamiast piłkarzem został nauczycielem? - Bo nie byłoby tych wszystkich sukcesów. Przyszły za szybko, przerosły go. Wie pan, on kruchy był, wrażliwy - mówi Ryszard Ledwoń, który dwanaście lat temu pochował syna Adama,18-krotnego reprezentanta Polski. 

On? Niemożliwe

W klubie nie wiedzieli. Koledzy nie podejrzewali. Kibice pytali: jak to? On? Taki walczak, twardziel, kolekcjoner żółtych kartek? - My widzieliśmy - mówią rodzice Adama Ledwonia. - Posypał się, gdy jego żona wróciła do Opola z dziećmi. Mieli problemy, jak to w małżeństwie, a on nie dał sobie rady. Dzień w dzień, po każdym treningu, jechał z Wiednia do Opola, żeby to ratować. Byłem na niego zły, że tyle jeździ. Ale później widział, że szanse są coraz mniejsze, pojawił się alkohol i w ogóle się posypał. Byłem zaskoczony, że tak szybko to poszło. Moja żona chciała do niego jechać, żeby wspierać, jakoś pomóc. Ja też chciałem wziąć nawet bezpłatny urlop i jechać. Adaś nie chciał. Mówił, że nie potrzebuje mamy, tylko żony - opisuje pan Ryszard.

To był czerwiec 2008 roku, trwało Euro w Austrii i Szwajcarii. Ledwoń był rozchwytywany przez media, bo w Austrii mieszkał od ośmiu lat, znał kraj, ligę, piłkarzy i zawsze powiedział coś ciekawego. Nie gryzł się w język, nie bał się wygłaszać odważnych opinii. 9 czerwca udzielił wywiadu portalowi Weszło. - Jak nie wygramy z Austrią, to się normalnie powieszę. Napiszcie, że będę dyndał na jakiejś latarni w Klagenfurcie - powiedział na koniec. Mecz był za trzy dni, Ledwoń miał być ekspertem w studiu Polsatu. Dzień wcześniej, 11 czerwca, powiesił się w swoim domu. - Przechodzą mnie ciarki, jak sobie przypomnę to zdanie o powieszeniu i to, co później zrobił. Ale nie można tego łączyć, brać na poważnie. On tak po prostu to rzucił. Wie pan, jak każdy czasami. Że jak coś mi nie pójdzie, to się zabiję. No, ale ciarki są - mówi ojciec. 

Adam nie współpracował z psychologiem. - Gdzie tam, wtedy to nie było tak powszechne. W klubie chyba nawet nie mieli. Nie wiem, wątpię, żeby chciał - dodaje ojciec.

Piłkarze wchodzą do gabinetów w kapturach

23 lutego obchodzimy Ogólnopolski Dzień Walki z Depresją - czwartą najpopularniejszą chorobą na świecie, która według prognoz Światowej Organizacji Zdrowia za osiem lat będzie już absolutnie najczęściej występującą. Choruje na nią od 13 do 17 proc. społeczeństwa. Sportowcy dobrze ją znają. Opowiadali o niej, w różnych stadiach, Andres Iniesta, Serena Williams, Justyna Kowalczyk i Tiger Woods. Cierpiący na depresję Robert Enke, bramkarz reprezentacji Niemiec, popełnił samobójstwo. Lista jest długa. Według Międzynarodowej Federacji Zawodowych Piłkarzy, aż 38 proc. aktywnych zawodników ma problemy psychiczne. Odsetek wzrasta po zakończeniu kariery. 65 proc. ankietowanych zawodników przyznało, że problemy psychologiczne miały wpływ na ich karierę. Dalej: w 2016 roku 160 piłkarzy zgłosiło się do angielskiego związku piłkarzy w sprawie problemów psychicznych. Najczęściej szukali kontaktu do sprawdzonego psychologa. Ale już w 2018 roku liczba pytających wzrosła do 403. Pokazuje to dwie rzeczy: rosnący problem, ale i coraz większe zaufanie piłkarzy do stworzonego przez Anglików systemu pomocy. Przed tym sezonem władze NBA i NFL, dwóch wielkich amerykańskich lig, nałożyły na kluby obowiązek włączenia do sztabów trenerskich co najmniej jednego licencjonowanego i doświadczonego specjalisty w zakresie zdrowia psychicznego. Ponadto, każda drużyna ma obowiązek współpracować z psychiatrą.

W Polsce takich wymogów nie ma. Zawód psychologa nadal jest nienormowany prawnie. Każdy po dwóch miesiącach kursów coachingowych może nazywać się trenerem mentalnym i leczyć ludzi. Nic nie szkodzi, że nie umie. Prawnie nic za to nie grozi. Może jakiś klub piłkarski takiej osobie zaufa? - Często nie mają wiedzy, kto jest specjalistą, a kto ma tylko kurs. Biorą takiego trenera po kursie, po jakimś czasie stwierdzają, że to bez sensu, bo nie widać efektów. Nic dziwnego. Żeby zostać psychologiem, potrzeba pięciu lat studiów. Ale jak kluby raz się zrażą przez taką niedokształconą osobę, to już potem psychologa nie szukają - mówi jeden z psychologów współpracujący z ekstraklasowym klubem. Ze względu na charakter pracy i prowadzenie badań społecznych chce pozostać anonimowy.

Ekstraklasa coraz słabsza? Ktokolwiek przyjdzie, nie odstaje. "Nie mogę tego zrozumieć"

Zobacz wideo

Do każdego klubu z ekstraklasy wysłaliśmy ankietę odnośnie do przeciwdziałania depresji i zatrudniania psychologów. Od dwóch usłyszeliśmy, że "trener sam sobie z tym radzi i nie ma takiej potrzeby, bo jest dla drużyny dobrym motywatorem, zna się na tym i mu ufamy". Kolejne dwa kluby w ogóle nie chciały odpowiedzieć na pytania, bo akurat na boisku nie idzie i jak kibice przeczytaliby, że piłkarze współpracują z psychologiem, to klub wystawi się na strzał. Pokutuje opinia, że psycholog nie jest dla prawdziwych facetów, a kto z nim współpracuje, ten mięczak.

- Nie zaskakuje mnie to. Bardzo wiele brakuje społeczeństwu, a więc i środowisku sportowemu, żeby odczarować psychologię. Nadal osoby współpracujące z psychologiem postrzegane są jako chore, wymagające pomocy, a czasami nawet jako wariaci. A tak nie jest. To stereotyp. Wcale nierzadki - uważa Daria Abramowicz, psycholog sportu.

- Długo w Polsce współpraca z psychologiem była tematem tabu. Dopiero gdy Adam Małysz powiedział, że on współpracuje, coś zaczęło się w tej kwestii zmieniać. To, że kilkanaście lat później o współpracy z trenerem mentalnym mówił były selekcjoner piłkarskiej kadry czy wielu reprezentantów Polski, oraz że wspomina o tym coraz więcej sportowców, pokazuje nam, że jest to coś normalnego. Żaden powód do wstydu. I tak jest już lepiej. 7-8 lat temu niemożliwe było, żeby zawodnik wymienił w wywiadzie imię i nazwisko trenera mentalnego czy psychologa, z którym współpracuje. Natomiast to zawsze pozostanie autonomiczną decyzją sportowca. Z wieloma pracuję w pełnej tajemnicy - dodaje Paweł Frelik, trener mentalny, od pięciu lat pracujący na poziomie ekstraklasy.

Rozmawiam z psychologiem sportowym z wieloletnim doświadczeniem:

- Jest wśród polskich piłkarzy obawa, że ktoś się dowie o ich współpracy z psychologiem? - Jest.

- Obrazowo: wchodzą do gabinetu w kapturach? - Tak.

- Ta ostrożność jest większa niż u innych sportowców? - Tak. Wiąże się to z większą rozpoznawalnością. Ale wynika to też z przekonań, jakie panują w środowisku piłkarskim.

- Żaden znany polski piłkarz nie przyznał się, że zmaga się lub zmagał z depresją. Wie pan o takich przypadkach, które, gdyby wyszły, wstrząsnęłyby środowiskiem? - Tak. 

Piłkarze czują presję? Niech do porządnej roboty za dwa i pół koła miesięcznie pójdą

Daria Abramowicz, psycholog sportu: - Sport jest takim wycinkiem społeczeństwa, w którym wszystko dzieje się trochę mocniej. Im wyższy poziom, tym jeszcze mocniej. Więcej bodźców, większa presja, więcej stresorów (bodźców, które wywołują stres - red.). Nie ma schematu, ale na pewno ważnym czynnikiem przyczyniającym się do zachorowań na depresję wśród sportowców jest wysoki poziom napięcia. To wiąże się z wysokim poziomem stresu i pobudzenia. Dochodzi do tego dążenie do perfekcji, które często prowadzi także do wypalenia. Zawodowe uprawianie sportu bardzo często wiąże się też z samotnością: na treningach, wyjazdach, zgrupowaniach, meczach. Wyzwaniem staje się tworzenie relacji na odległość, bycie daleko od rodziny. Przytrafiają się długie kontuzje. Trzeba pamiętać, że każdy jest inny: może mieć inne uwarunkowania środowiskowe i temperamentalne.

Paweł Frelik, trener mentalny: - W piłce nożnej jest największa konkurencja. Kto będzie bardziej zestresowany: potencjalny student, który walczy o miejsce na uczelni z dwiema osobami, czy taki, który walczy z tysiącem osób? Odpowiedź jest oczywista. W piłce konkurencja jest gigantyczna. A tam, gdzie jest bardzo duża konkurencja, pojawia się też ustawiczne porównywanie, które może doprowadzić do zerojedynkowego myślenia u piłkarzy: jestem gorszy, lepszy, nadaję się albo nie. Jest dwustu na moje miejsce. To są te niebezpieczeństwa. Ale proszę zwrócić uwagę, piłkarze się rozwijają. Uczą się, zgłębiają wiedzę, obserwują i wyciągają wnioski. To dobrze widać po gospodarowaniu pieniędzmi. Nauczyli się tego. Kiedyś było znacznie więcej bankructw. Dzisiaj rzadziej roztrwaniają pieniądze. Są tacy, co nie zarabiają gigantycznych kwot, a potrafią zabezpieczyć przyszłe pokolenia. Dlatego cieszę się, że jest coraz więcej psychologów i trenerów mentalnych w ekstraklasie, I lidze czy nawet II lidze, bo dzięki temu piłkarze mogą zyskać większą świadomość m.in. jak radzić sobie z taką presją. Od nich później zależy, co z tą wiedzą zrobią, ale rozsiewać tę wiedzę trzeba. Wtedy często uda się zadziałać profilaktycznie. 

Jan Urban, były piłkarz i trener: - W moich czasach krzyczenie na piłkarzy było na porządku dziennym. Ale my jeździliśmy dużymi fiatami, a dziś piłkarze jeżdżą mercedesami. Wszystko się zmieniło: wychowanie, normy społeczne, ale i tempo życia, oczekiwania. Piłkarze gorzej niż kiedyś znoszą niepowodzenia - mówił dla tygodnika "Polityka".

Frelik: - Zadaję piłkarzom takie pytanie: czym jest dla ciebie błąd lub porażka? 75 procent z nich odpowiada, że czymś bardzo złym, absolutnie najgorszym. Kiedyś odpowiadało tak 90 procent. A przecież nie da się grać w piłkę i nie popełniać błędów oraz tylko wygrywać. Na szczyt nie dochodzi się byciem bezbłędnym, tylko umiejętnym radzeniem sobie z błędami. Musimy wiedzieć, jak je skorygować, ale nie mogą nas paraliżować. 

Robert Lewandowski, kapitan reprezentacji Polski: - Możesz umieć podawać, dośrodkować, ale jeśli chcesz strzelać w niemal każdym meczu, musisz zmienić mentalność. I to nie jest jak zwykły przełącznik: cyk i już strzelam. Tutaj może nawet 70 procent siły bierze się z głowy, a nie z umiejętności - mówi dla "The Guardian" i przypomina o tym, jak ważne jest zapominanie o niewykorzystanych szansach.

Kamil Wódka, psycholog sportowy: - W mediach zwykle piłkę pokazuje się z tej jaśniejszej strony, trochę zapominając, co wiąże się z uprawianiem tej dyscypliny. W futbolu przewijają się ogromne pieniądze, piękne kobiety i wszelkie inne uciechy. Zapominamy, co się za tym kryje. Oczekiwania, presja, krytyka. Piłkarze to też ludzie! Dla mnie kompletnie zrozumiałym jest to, że część zawodników nie będzie sobie z tym radziła - komentował dla "Przeglądu Sportowego".

Abramowicz: - Sportowiec bardzo często, gdy pojawiają się problemy, szuka ukojenia w sporcie: w treningu i na arenie, bo tam czuje się mocny. Ale gdy jego samopoczucie jest obniżone, trening też jest na gorszym poziomie. I samopoczucie znów się obniża. Pojawia się pewna spirala. Tłumaczę to schematycznie, żeby pokazać, z czym mamy do czynienia i jaka jest specyfika sportu.

Ryszard Ledwoń, ojciec Adama: - Sukcesy przyszły za szybko. Musiał szybko dorosnąć, wszedł w środowisko piłkarskie ze starszymi zawodnikami. Szybko zmienił stan cywilny, szybko zarabiał duże pieniądze. Nie to, że mu odbiło. On nadal był taki sam, ale trudno mu było sobie z tym wszystkim poradzić. Poza boiskiem to był wrażliwy, kruchy chłopak.

Psycholog klubu z ekstraklasy: - To męski sport. Dla macho. Jeśli piłkarz potrzebuje pomocy, jest stygmatyzowany. Niestety, wciąż uważa się, że współpraca z psychologiem to coś wstydliwego. Sama nazwa działa odstraszająco. "Trener mentalny" brzmi łagodniej, wydaje się jednym z wielu trenerów w klubie. To Amerykanie w latach 60. wprowadzili do sportu psychologów, którzy mieli pracować w oparciu o trening mentalny. W biznesie sobie poradzili i zatrudniają coachów. Mają psychologów na różnych stanowiskach, które nazwy psychologa nie zawierają. W grupach rekrutacyjnych też zatrudniani są psychologowie, ale nikt ich tak nie nazywa.

Frelik: - My jako społeczeństwo, ze względu na wiele lat życia z różnymi kompleksami, poczuciem niedowartościowania, od jakiegoś czasu bardzo pracujemy nad rozwojem w wielu obszarach. Gdy rozmawiam z obcokrajowcami, którzy przychodzą grać do Polski, są zdziwieni jak jesteśmy zafiksowani na dążenie do doskonałości. Na rozwijanie się, na ciężką pracę. Ten profesjonalizm niekiedy jest skrajny. Są tego dobre strony, ale są też zagrożenia. Istnieje kult bycia profesjonalnym, dobrze zbudowanym, kompleksowo przygotowanym, więc słabości nie są mile widziane. To może być jedną z przyczyn, dlaczego piłkarze wolą się nie ujawniać.

Abramowicz: - Proszę zwrócić uwagę, że sportowcami, którzy najczęściej publicznie opowiadają o depresji  są zawodnicy uprawiający indywidualne dyscypliny.

Katarzyna Markowska, psycholog, specjalista w leczeniu dzieci i nastolatków: - Pracuję w Warszawie. Przyjeżdżają do mnie pacjenci po kilkadziesiąt kilometrów, choć w swoich małych miejscowościach mają psychologów pod nosem. Ale tutaj są anonimowi. Sąsiadka nie zobaczy, że Iksińska wchodzi do gabinetu psychologa czy psychiatry i nie powie innym sąsiadkom, że Iksińska to wariatka. A sportowców rozpoznają nie tylko ich sąsiedzi.

"Przyszedł do mnie piłkarz i powiedział wprost: po powrocie z treningu leżę wpatrzony w sufit, mam wstręt do jedzenia, nic mi się nie chce"

Jeszcze pięć lat temu w ekstraklasie na stałe pracował tylko jeden psycholog - Paweł Habrat, od dawna będący w sztabie Piotra Stokowca. Dziś jest pod tym względem o wiele lepiej: psychologa lub doświadczonego trenera mentalnego znajdziemy w sztabach trenerskich Legii Warszawa (od października 2019), Wisły Kraków (od lutego 2020), Rakowa Częstochowa, Górnika Zabrze i Lechii Gdańsk. - W świetle tego, w jakim kierunku rozwija się polski sport, to jest stan rzeczy, który naprawdę warto docenić - komentuje Daria Abramowicz. Ponadto, z psychologiem współpracują bez włączania ich do sztabów szkoleniowych jeszcze w Lechu Poznań, Śląsku Wrocław i Cracovii.

Inaczej wygląda to w Piaście Gliwice, gdzie zawodnicy współpracują ze specjalistami indywidualnie. - Pozostawiamy zawodnikowi wybór psychologa, jeśli uzna, że potrzebuje pomocy w tym zakresie. Mamy informacje na temat współpracy poszczególnych zawodników z psychologami. Jesteśmy również w stanie pomóc zawodnikowi w skontaktowaniu go z jednym z psychologów, z którymi pozostajemy w kontakcie. Mieliśmy taki przypadek, że piłkarz miał problem i zwrócił się do nas o pomoc. Pomogliśmy mu skontaktować się z psychologiem i wiemy, że skorzystał z tej pomocy. Nie był to jednak drastyczny przypadek. Nie wykluczamy, że w przyszłości zatrudnimy psychologa na stałe, ale na ten moment pozostaniemy przy wypracowanym modelu współpracy - podaje rzecznik prasowy Piasta.

Osoba ze środowiska mówi nam, że w przypadku klubów, które nie włączają psychologów do sztabów szkoleniowych, ich zatrudnianie to często pic na wodę. Tacy psychologowie lub trenerzy mentalni nie mają realnego wpływu na zespół, są odizolowani od szatni, przez co zdecydowanie trudniej im dostrzec problemy piłkarzy. Psycholog współpracujący z jednym z polskim klubów to potwierdza: - W klubie jestem rzadko. Raz w miesiącu, więc dużego przełożenia nie mam. Przegrywam z taktyką - śmieje się. 

Paweł Frelik od czterech sezonów pracuje w Rakowie Częstochowa. Wcześniej współpracował z reprezentacją Polski, Lechem Poznań, Wisłą Płock i krótko z Pogonią Szczecin. - W Rakowie jestem członkiem sztabu szkoleniowego. Spotykam się z zespołem raz w tygodniu na góra dwa-trzy dni przed meczem, bo z treningiem mentalnym też nie można przesadzić. Sesje są dla ochotników, chyba że przychodzi nowy zawodnik, to wtedy jedna-dwie sesje są obowiązkowe. Jeżeli w trakcie sezonu widzimy, że jakiś zawodnik ma rezerwy, mógłby wydobyć z siebie więcej, to zapraszamy go na takie spotkanie. Ale jeśli uzna, że nie chce w tym dalej uczestniczyć, to nie zmuszamy. W Rakowie w obecnym sezonie liczba piłkarzy korzystających z takich spotkań oscyluje od sześciu do dwunastu. Sztab szkoleniowy też korzysta z takich sesji - opisuje zasady współpracy.

- Kilkukrotnie przekierowywałem zawodników do psychologów specjalizujących się w pracy z depresją czy w obszarze uzależnień. Od wielu lat współpracuję z Fundacją Wemenders, która zajmuję się edukacją i wsparciem w zakresie profilaktyki, diagnozy i leczenia chorób cywilizacyjnych. Nie da się konkretnie powiedzieć, jak wielu piłkarzy zmaga się lub zmagało z depresją. Mam doświadczenia, że przyszedł do mnie zawodnik, który na tyle zaufał, że powiedział wprost: po powrocie z treningu leżę wpatrzony w sufit, mam wstręt do jedzenia, nic mi się nie chce, a zebranie się na trening i doklejenie sobie uśmiechu bardzo dużo mnie kosztuje. Proszę mi uwierzyć, że osoby pracujące w klubie miałyby wielki problem, żeby wpaść na to, że ta osoba zmaga się z depresją - uważa Frelik. - Chodzi o obserwowanie zawodników na treningach czy meczach i wychwytywanie różnych szczegółów, do których później można wrócić w rozmowie. Dlatego tak ważne, by być na stałe i mieć czas, żeby to wychwycić. Ktoś powie, że jaki to etat, skoro jestem raz w tygodniu. No nie, jestem członkiem sztabu, członkiem drużyny, mam podpisany profesjonalny kontrakt. Pierwszy trener chce, żeby tak to wyglądało. Jest regularność. Zawodnicy wiedzą, że będę, że nie wpadam raz na miesiąc. Poza tym, mając dostęp do szatni, można zaobserwować rozwój trenera czy role i relacje w grupie - dodaje. 

Kto kupi piłkarza z problemami psychicznymi?

- Najważniejsze, żeby na ten temat rozmawiać i być bardziej otwartym na ludzi. Osoby zajmujące się takimi problemami mają bardzo wiele sposobów, żeby je rozwiązać. Mają klucze do drzwi, przed którymi piłkarz bardzo często stoi i nawet ich nie widzi. Uderza głową w ścianę, boli go, zamiast skierować się do kogoś po te klucze. Dobrze, że są takie dni jak Ogólnopolski Dzień Walki z Depresją, że różni znani ludzie coraz bardziej otwarcie mówią na ten temat, opowiadają w jak trudnej sytuacji byli i sobie poradzili. Są żywymi przykładami, że da się z tym wygrać. To ważne - mówi Frelik.

Piłkarzy od psychologów pracujących w klubach często odciąga strach. Bo co, jeśli później pójdzie i porozmawia z trenerem? Albo o problemach dowie się prezes? Środowisko jest małe. Plotki błyskawicznie się rozchodzą, a kontrakty szybko wygasają. Jeśli do innych klubów dojdzie informacja, że dany piłkarz ma problemy psychiczne, to kto go kupi? Wciąż mniej przerażają kontuzje kolana czy kostki.

- Taka sytuacja byłaby kardynalnym naruszeniem etyki pracy psychologa. Ale znów wracamy do ustawy: gdyby istniała, dałoby się wyciągać konsekwencje wobec nieetycznych zachowań psychologów - zauważa Abramowicz. - Obowiązuje nas tajemnica zawodowa, dlatego czasami podczas sesji pytamy: czy tą informacją mogę podzielić się z twoim trenerem albo twoją rodziną? Ale musi być zgoda zawodnika. On jest zawsze najważniejszy. Niektórzy są na tyle otwarci, że na początku zastrzegają: jeżeli będę chciał, żeby coś zostało między nami, to to zaznaczę. O reszcie można powiedzieć trenerowi. Ale są też tacy, którzy zanim cokolwiek powiedzą, upewniają się kilka razy, że to na pewno nigdzie nie wyjdzie. Zapewnienie zawodnikowi bezpieczeństwa i poczucia pewności jest absolutnie najważniejsze - twierdzi.

W ankiecie zapytaliśmy kluby, czy w ostatnich latach wiedziały, że któryś z ich piłkarzy lub członków sztabu trenerskiego zmaga się z problemami psychicznymi. Przyznał to tylko Piast. Pozostałe kluby albo w ogóle nie udzielały odpowiedzi, albo zaprzeczały. - To trudna sytuacja. Zawodnik ma pełne prawo, żeby nie dzielić się tym z innymi osobami, bo to sytuacja intymna, bardzo osobista. Z drugiej strony, dlatego tak bardzo doceniamy osoby, które publicznie zabierają w tej sprawie głos i opowiadają z jak trudnymi sytuacjami musieli sobie poradzić. Wymaga to wielkiej odwagi i siły. Ale może dać wiele dobrego. Słyszę w gabinecie, że zawodnicy decydują się na współpracę z psychologiem, zachęceni wypowiedzią innego sportowca. Są to oddolne inicjatywy. Największą rezerwę widzę na poziomie osób zarządzających sportem. Tutaj mamy wiele do nadrobienia - mówi Abramowicz.

Więcej o:
Komentarze (38)
Ojciec Adama Ledwonia, 18-krotnego reprezentanta Polski: Mój syn żyłby, gdyby nie był piłkarzem
Zaloguj się
  • hejter-skejter

    Oceniono 10 razy 10

    "Dzień Walki z Depresją - czwartą najpopularniejszą chorobą na świecie". Nie "najpopularniejszą", tylko najczęstszą.

  • zlosliwyskrzat

    Oceniono 5 razy 5

    Gdyby nie był piłkarzem?
    Co za brednie. W samym artykule jest wyraźnie napisane z czego wynikały jego problemy. Były to problemy rodzinne, które są powodem większości samobójstw, w tym samobójstw rozszerzonych, w przypadku mężczyzn.
    Ostatnio w USA jakiś były zawodnik - chyba futbolu - wpadł w kłopoty finansowe w biznesie prowadzonym z żoną, żona znalazła sobie w międzyczasie nowego, zażądała rozwodu, zaczęła utrudniać widywanie się z dziećmi. Skutek. Gość zabił ją, dzieci i siebie.

    Najgorzej jak facet trafi na "toksyczną kobietę", bo w takim przypadku został już odcięty od przyjaciół. Ma tylko znajomych z biznesu, pracy, baru, którzy mają go w dupie. Kontakt z rodzicami - jeśli facet ich jeszcze ma - jest zaburzony lub facet się wstydzi prosić ich o pomoc. Jednocześnie rodzina - czytaj dzieci - jest dla niego wszystkim, bo nic innego nie ma, a od niej jest odcinany przez ową kobietę. Pojawiają się stany depresyjne - żadna depresja, a raczej "jesienna deprecha" - a jeśli spirala się nakręca to facet ze sobą kończy. Akurat mężczyźni są skuteczni nawet w próbach samobójczych.

  • az555

    Oceniono 15 razy 5

    najpierw są pieniądze.Potem kobieta(która ,,żeni się" z pieniędzmi), potem problemy,potem alkohol,potem piłkarza gonią białe myszki....Nie mówię o Ledwoniu,bo Go nie znam-ale tak często bywa :(

  • prawdziwy_ananas

    Oceniono 4 razy 4

    Nie wiem czemu wasze komentarze idą w jednym kierunku. Dopaść, do.je.bać, wywalić frustrację. A tu naprawdę ukazał się fajny bardzo artykuł, który powoduje, że nad pewnymi rzeczami trzeba się choć przez chwilę się pochylić i zastanowić. Dziękuję autorowi bo znalazłem odpowiedź w temacie, który mnie dręczył.

  • oloros11

    Oceniono 3 razy 3

    sport w tej formie jak dziś to czysta patologia która rodzi następne patologie
    to w ogóle nie jest sport - to widowisko w najgorszym stylu dla motłochu i prostaków
    czyli jakies 90 procent społeczeństwa

  • qudaq

    Oceniono 2 razy 2

    Święta prawda. Sport ma kształtować charaktery. Sport amatorski. Dziś prawie nie ma żadnej różnicy. Zawodowy to gra na granicy ryzyka. Podziwiam mistrzów i cieszę się, jeśli zdołali zakończyć sportową karierę, zachowując równowagę psychiczną. Podobnie, wbrew pozorom, jak aktorzy, muzycy i modelki. To niesamowita różnica w napięciu psychicznym i presji fizycznej. Tu nie ma zmiłuj się dla słabszego. Przecież tego oczekuje widownia. Bij słabego do końca. Czym to sie różni od widowisk w Rzymie i walk gladiatorów? Nowocześni psychopaci na trybunach, a menedżerowi liczący kasę.

  • antropoid

    Oceniono 3 razy 1

    To jakaś bzdura. Niby piłkarstwo przeszkadza w leczeniu się?
    Terapia to prywatna sprawa człowieka - no i tajemnica lekarska.

    Bardzo wątpię, by samobójstwa wśród piłkarzy były częstsze, niż wśród innych grup zawodowych.
    Tyranie na produkcji, od 6 rano, za pieniądze, na które zawodowy piłkarz nawet by nie spojrzał - to jest dopiero depresjogenne...

  • bigosmiszcz

    Oceniono 1 raz 1

    Sport to zdrowie !!!

    Nie oglądam remisowych meczów.

  • eurotram

    Oceniono 1 raz 1

    @boo-boo
    G... rozumiesz. Chory na depresję bardzo często właśnie najbardziej chce tego,żeby ktoś dostrzegł jego problem i wyciągnął rękę; jednak jeśli za depresją stoi kobieta, to rodzice są ostatnimi osobami,od których chory na depresję będzie chciał pomocy (tym bardziej,że - jeśli do tego doszły konflikty na linii jego rodzice - jego kobieta, to ma do rodziców żal za to,że nie zrobili więcej by je zażegnać; żal nieraz słuszny...). Jeśli ktoś nie ma przyjaciół (i to blisko), to jest w podwójnie kijowej sytuacji (jeśli nie jest bardzo silny psychicznie, to ma wręcz prze...ne). Gdyby był psycholog klubowy, to powinien depresję zauważyć i powinna zostać podjęta terapia. No,ale tutaj dochodzi jeszcze to samo ryzyko co z każdym pracodawcą: zbyt duża pokusa (po stronie pracodawcy) do pozbycia się problemu i (po zauważeniu depresji) po prostu pozbycia się chorego z firmy (nawet jeśli firmą jest klub).

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX