Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Marek Koźmiński przyszłym prezesem PZPN? Swój start ogłosi w środę na Narodowym!

Marek Koźmiński ogłosi start w wyborach na prezesa PZPN w środę na PGE Narodowym. Lech chce przedłużyć kontrakty Roberta Gumnego i Kamila Jóźwiaka. Karolina Woźniacka z mężem inwestuje w klub MLS - o tym informuję w swojej cotygodniowej rubryce na Sport.pl.

Koźmiński ogłosi swój start na prezesa PZPN w środę

Ta informacja nie mogła nikogo zaskoczyć w środowisku piłkarskim. Od dawna wskazywany na jednego z kandydatów na nowego prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej, Marek Koźmiński, ma ogłosić swój start w wyborach w przyszłym tygodniu. Według mojej wiedzy zrobi to na briefingu prasowym w środę na PGE Narodowym. Jesienią, zgodnie z obowiązującym prawem, ze stanowiska ustąpi po dwóch kadencjach Zbigniew Boniek.

Zobacz wideo Czy Polska jest gotowa na Euro 2020? [SEKCJA PIŁKARSKA]

Koźmiński, srebrny medalista olimpijski z Barcelony i uczestnik MŚ 2002, to jeden z najbliższych współpracowników Bońka. W obecnym zarządzie jest wiceprezesem ds. szkoleniowych. Postać wyrazista, prężny biznesmen, który nie boi się wyrażać swoich poglądów – uważany za naturalnego następcę swojego obecnego szefa. Do tej pory dystansował się jednak od bezpośredniego łączenia go ze startem w jesiennych wyborach. Nawet w czwartek, gdy Sebastian Staszewski, dziennikarz Polsatu Sport, poinformował, że oficjalne ogłoszenie jego kandydatury jest blisko (w sobotę), nie chciał potwierdzać tych informacji na łamach „Przeglądu Sportowego”. To jednak nieuniknione i stanie się w środę. Nie mam wiedzy, co oprócz tej informacji przekaże jeszcze mediom Koźmiński.

Czy przedstawi zarys swojego planu na dalsze działanie w PZPN? A może jedynie wygłosi krótkie oświadczenie i poda powody wyjawienia swojej politycznej deklaracji. Na takie szczegóły trzeba będzie poczekać do spotkania na PGE Narodowym. Ciekawe jak na taką strategię Koźmińskiego zareagują kontrkandydaci, którzy na razie tez pozostają jedynie w sferze spekulacji. Na posadę prezesa ma ostrzyć sobie zęby prezes Jagiellonii Białystok i wiceprezes PZPN, Cezary Kulesza, ale do tej pory jak ognia unikał oficjalnych deklaracji. Czy w związku z coming outem Koźmińskiego teraz także się ujawni?

Briefing będzie być może połączony z inną palącą informacją – rozstrzygnięciem przetargu na murawę Narodowego, która po ostatnim meczu ze Słowenią pozostawiała wiele do życzenia. Przetarg miał rozstrzygnąć się 12 lutego, ale został wydłużony z powodu kontrowersyjnego zapisu w dokumencie konkursowym. W wymogach przetargu jest punkt, według którego firma starająca się o kontrakt musi mieć w historii działalności montaż i demontaż murawy na co najmniej dwóch stadionach powyżej 16 tysięcy widzów. Problem w tym, że większość polskich firm nie spełnia tego kryterium. Z reguły murawa kładziona na innych obiektach niż PGE Narodowy (tu od lat działała firma Trawnik Producent), zostaje na nich na długi czas. Producenci zwrócili się z uwagami do operatora stadionu, spółki PL. 2012+, a ta przyjęła argumentację.

Gorący tydzień w kuluarach

Być może moment do działania wydaje się dla Koźmińskiego dobry, bo najbliższy tydzień w polskiej piłce zapowiada się ciekawie i intensywnie. W najbliższą sobotę i niedzielę zostanie rozegrany halowy turniej dla dzieci o Puchar Prezesa. Brzmi niewinnie, ale w przeszłości do Warszawy zjeżdżali wtedy niemal wszyscy wojewódzcy baronowie. A to za ich plecami stoi lwia część głosów poparcia. Można więc zacząć otwarte rozmowy. Przedstawić swój punkt widzenia. Lobbować.

W środę odbędzie się opisywana wyżej konferencja. Z kolei w czwartek spotkanie Zbigniewa Bońka z szefami klubów ekstraklasy. Dyskusja o kształcie rozgrywek ekstraklasy. Prezes chce żywej wymiany opinii przed piątkowym posiedzeniem zarządu, na którym mogą zostać przegłosowane zmiany – przejście z ESA-37 na ESA-34. Część z klubów sądzi jednak, że rozmowy nie mają sensu, bo sprawa jest przesądzona.

PZPN na pewno nie ugnie się przed jednym – wycofaniem zasady trzech spadkowiczów, na którą kluby niedawno przystały, a już chciałyby się z niej wycofywać, bo nie wiedzieć czemu, dopiero teraz zobaczyły w niej wielkie zagrożenie. Ale wprowadzenie przepisu wiązało się z reformą I ligi, dostosowaniem formatu rozgrywek, a także obowiązkiem podwyższenia standardów na zapleczu. Skoro więc federacja nie zamierza odpuścić, najprawdopodobniej zrobią to prezesi i zgodzą się na ligę osiemnastozespołową. Dla własnego dobra – zmniejszenia ryzyka spadku i groźby odstawienia od telewizyjnej dotacji.

Kilka dni temu Boniek wystosował zaproszenie do prezesów. Najprawdopodobniej w PZPN stawi się komplet, choć jak słyszę, na razie przyjazd potwierdziło dziesięć klubów. Polityczny savoir vivre nakazywałby odesłać oficjalną odpowiedź, bez względu na intencje, ale chyba dopasował się do poziomu z ligowych boisk. Wcześniej, gdy poproszono kluby o zabranie głosu w sprawie reformy, na prośbę odpowiedziały jedynie trzy. Większość złożenie takiej deklaracji odebrała jako odsłonięcie kart w politycznej rozgrywce. A przecież można było odpisać grzecznie, ale neutralnie – np. „jeszcze nie mam zdania”.

Marchwiński? Nie ruszać do 2021 roku. Kolejne podpisy w drodze.

Kibice Lecha Poznań odetchnęli z ulgą. Filip Marchwiński podpisał nowy kontrakt z klubem, który będzie obowiązywał do 2023 roku. Wcześniejsza umowa była o dwa lata krótsza zatem stawiała „Kolejorza” pod ścianą. Latem odejście jednego z najzdolniejszych zawodników młodego pokolenia było prawdopodobne ze względu na ostatni dzwonek, by godnie na nim zarobić. Obawy fanów wzrosły tym bardziej, że 18-latek związał się ze znanym włoskim agentem, Giovannim Branchinim (m.in. odpowiada za interesy Douglasa Costy z Juventusu), co automatycznie łączyło go z przenosinami do Serie A.

Zapytałem o kulisy negocjacji. Włoch nie naciskał na szybkie wywiezienie "Marchewy" z Polski. Okazał się bardzo sensownym negocjatorem. Nie spieszy mu się. Uważa pomocnika za swój klejnot na pozycji rozgrywającego. Zawodnika, który w przyszłości może być bohaterem dużego transferu. Do tego jednak potrzebny jest spokojny rozwój. Regularna gra. Nieformalnie ustalono więc, że Marchwiński będzie dostawał coraz więcej szans przy Bułgarskiej, jeśli oczywiście wywalczy sobie miejsce na boisku, a sprawy transferowe zostaną odłożone o minimum półtora roku. Według planu w tym czasie piłkarz ma zyskać doświadczenie, jego cena automatycznie rosnąć, co jest korzystne dla wszystkich stron. Jeśli latem nie przyjdzie więc zwariowana oferta na poziomie 10 milionów euro, piłkarz zostanie w klubie co najmniej do 2021 roku lub dłużej. Potencjalna wartość Marchwińskego jest duża. Może kiedyś pobije transferowy rekord ligi? Diamencik trzeba jednak najpierw oszlifować. Nie ma nacisku na połowicznie satysfakcjonujący zysk.

W klubie usłyszałem także, że kolejnymi w kolejce do podpisania nowych umów mają być Robert Gumny i Kamil Jóźwiak – obaj związani z Lechem do 2021 roku. „Kolejorz” bardzo chciałby obu wręczyć nowe umowy. Czy to się uda? Zawodnicy znajdują się na przeciwległych biegunach. Jóźwiak jest jednym z najlepszych piłkarzy ligi. Świetnie zaczął rundę wiosenną. Ma spore szanse na wyjazd na EURO 2020. Zimą otrzymał kilka konkretnych propozycji m.in. z Chicago Fire. Ten kierunek go jednak nie interesował. Jeśli skrzydłowy utrzyma wysoką formę, może dostać naprawdę korzystną propozycję z Europy. Dlatego nawet jeśli podpisałby nową umowę, w przypadku ciekawej oferty nikt nie robiłby mu problemów z odejściem. Wydaje się, że to już czas na zrobienie kolejnego kroku.

Inaczej ma się sprawa z Gumnym, który rehabilituje się po ciężkiej kontuzji kolana. Prawy obrońca będzie potrzebował czasu, aby się odbudować. Znów złapać rytm. Gdzie robić to najlepiej jak nie w rodzinnych stronach? Informacje o jego zimowym transferze do Bolonii (mimo urazu) były plotkami. Na przeprowadzkę (ta kilka razy była już blisko) przyjdzie jeszcze czas, a nowa umowa zabezpieczałaby interesy jego i klubu.

Woźniaccy wchodzą do futbolu

Na koniec zagraniczny hit. Styczniowym występem w Australian Open Karolina Woźniacka pożegnała się z zawodowym tenisem i tym samym poszła w ślady swojej przyjaciółki, Agnieszki Radwańskiej. 29-letnia Dunka polskiego pochodzenia, jedna z największych gwiazd tego sportu, miała fantastyczne pożegnanie. Dziękowali jej najwięksi na światowych kortach – m.in. Roger Federer, Rafael Nadal, Novak Djoković. Wśród oklaskujących znalazł się także Steven Gerrard. Legenda Liverpoolu, dziś trener Glasgow Rangers, wysłał sportsmence sympatyczny film na Instagramie. Nagranie, które dla Woźniackiej wiele znaczyło. Nie jest tajemnicą, że to od lat wielka fanka The Reds. Zresztą związków z futbolem w rodzinie Woźniackich jest i będzie więcej. Ojciec Piotr to były zawodnik Miedzi Legnica czy Śląska Wrocław. Brat Patrik był zawodowym piłkarzem w Danii, ale nie zrobił kariery. Dziś jest agentem piłkarskim. Jednak okazuje się, że sama Karolina jest kimś więcej niż biernym kibicem. Jak usłyszałem z dobrych zagranicznych źródeł wraz ze świeżo upieczonym mężem, Davidem Lee, po cichu inwestuje w klub MLS.

Były koszykarz m.in. New York Knicks i Golden State Warriors, z którymi wygrał mistrzostwo NBA w 2015 roku, pochodzi z Saint Louis. Jego rodzina jest jedną z najbardziej szanowanych i wpływowych w stanie Missouri. Dziadek Desmond był wielkim filantropem. Przeznaczył dziesiątki milionów dolarów na rozwój lokalnej społeczności. Wspierał wiele instytucji – od uniwersytetów, przez orkiestrę symfoniczną po zoo. Wnuczek odziedziczył smykałkę do interesów i świetnie porusza się w świecie biznesu. Nie potrzebuje kapitału rodziny, bo sam zarobił godnie podczas koszykarskiej kariery (np. Knicks podpisali z nim sześcioletni kontrakt wart 80 milionów dolarów). Działa m.in. w funduszach inwestycyjnych oraz na rynku nieruchomości. Jak ustaliłem, bez rozgłosu (tak działa najczęściej) interesuje się wsparciem klubu piłkarskiego z St. Louis, który zainauguruje swoje występy w MLS w 2022 roku – jako 28. franczyza przyjęta do rozgrywek. Byłaby to logiczna zagrywka. Oficjalnym właścicielem klubu jest Enterprise Holdings Foundation należąca do bliskiej rodziny Davida. Fotel prezesa objęła Carolyn Kindle – wnuczka żony jego dziadka. Co ciekawe klub będzie pierwszym w MLS zarządzanym głownie przez kobiety.

Kto wie, czy St. Louis nie odniesie szybko sukcesu właśnie dzięki Woźniackim. Ci mają świetne kontakty w świecie dużego futbolu. Ich nazwisko w Danii otwiera wiele drzwi. Są niezwykle popularni. Piotr, który przez lata udowodnił, że jest świetnym menedżerem, nawiązał wiele kontaktów z największymi duńskimi piłkarzami. Jak usłyszałem, pomaga w prowadzeniu kariery Pierre-Emile Hojbjerga, który latem ma trafić z Southampton do Tottenhamu. Jest też blisko z zawodnikami RB Leipzig – Yussufem Poulsenem i Noahem Emmanuelem Holmem. Wszystkich spina osoba znanego superagenta – Piniego Zahaviego. I to on może pomóc Davidowi, Karolinie i ekipie z St. Louis pozyskać w szybkim czasie wartościowych zawodników. Trzeba uważnie obserwować poczynania w kolejnych oknach transferowych. Być może kiedyś posadę trenera obejmie Gerrard?