Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Liga Mistrzów ma zmienić format! Jeszcze więcej drużyn i meczów

Jak może wyglądać nowa Liga Mistrzów? Dlaczego Ariel Borysiuk podał Lechię Gdańsk do sądu - i wygrał? MLS zgłasza się po piłkarza Zagłębia Lubin. Ile Jagiellonia mogła dostać za wypożyczenie Jesusa Imaza i dlaczego nie chciała skorzystać z oferty? Jak wygląda okienko transferowe we Włoszech i na czym polega jego wyjątkowość? - Tomasz Włodarczyk pisze w swojej cotygodniowej rubryce.

Tak może wyglądać nowa Liga Mistrzów

Brytyjski dziennik "The Times" twierdzi, że od 2024 roku rozgrywki Ligi Mistrzów mają się zmienić. ECA, czyli Europejskie Stowarzyszenie Klubów, osiągnęło porozumienie z UEFA w tej sprawie, na mocy którego Liga Mistrzów zyska kolejne cztery dni meczowe. Jak to miałoby to wyglądać w praktyce? Na razie nikt nie zdradził oficjalnie takich planów, ale z dobrego źródła usłyszałem, że od ponad pół roku dyskutowany był format, w którym Champions League zostanie powiększona do 36 zespołów. W takim wypadku w grupach grałoby aż po sześć drużyn. Każda z nich rozegrałaby zamiast sześciu po dziesięć spotkań w grupie. To propozycja złożona przez Francuzów, która nie została od razu odrzucona. Wręcz przeciwnie. Na wstępnym etapie spodobała się. Taki pomysł nakładałby się wtedy z tym, o czym pisze "The Times", ale na oficjalne informacje trzeba będzie poczekać do ogłoszenia formatów europejskich pucharów na lata 2024-2027. Jedną z ważniejszych zmian może być też ochrona klubów z mniejszych lig, które spisały się w LM ponadprzeciętnie – doszły do ćwierćfinału lub półfinału – a nie uzyskają przez rozgrywki w swoich krajach automatycznego awansu do kolejnej edycji. Takim przypadkiem był Ajax Amsterdam, który mimo świetnej postawy i otarcia się o finał w poprzednim sezonie, musiał grać w kwalifikacjach.

Ariel Borysiuk wygrał w sądzie z Lechią

Wielkie zmiany kadrowe w Gdańsku. Nowego pracodawcy mogą szukać sobie Sławomir Peszko (może znów trafić do Wisły Kraków), Artur Sobiech (wybrał tureckiego drugoligowca) i Rafał Wolski (podpisał umowę o reprezentowanie z Pinim Zahavim). Na liście skreślonych znaleźli się także Błażej Augustyn (na razie leczy kontuzję i nigdzie się nie wybiera) i Patryk Lipski (zainteresowanie m.in. z Piasta Gliwice). To wietrzenie szatni nie wynika jedynie z decyzji trenera Piotra Stokowca. Jak mówią nam piłkarze, Lechia znów zalega im pieniądze. Jeden z zawodników przyznał, że 10 stycznia znów minęły trzy miesiące, od kiedy widział ostatnią pensję. Do tego nie wypłacono jeszcze premii za zwycięstwo w Pucharze Polski, a także zaległości za jesienne punkty. – Tak źle jeszcze nie było – idzie przekaz z szatni.

Zobacz wideo

Dowodem może być fakt, że Ariel Borysiuk wygrał w sądzie sprawę o zaległe pieniądze. A kolejna zaczyna się już w lutym. 28-latek domagał się zaległych wynagrodzeń, a także premii za podpisanie kontraktu. Choć jest już zawodnikiem Sheriffa Tyraspol, Lechia (rozwiązał z nią umowę w czerwcu) miała mu wypłacać pieniądze do 10 grudnia. Nie zrobiła tego. Musi oddać Borysiukowi jeszcze trzy pensje. Nadzieja dla zawodników, którym Lechia zalega wypłaty? Taka jak w poprzednich sezonach: zbliża się proces licencyjny. Jeśli klub ma zamiar wystartować w następnych rozgrywkach Ekstraklasy z czystym kontem, w najbliższych tygodniach musi uregulować długi.

Komisja Licencyjna już SZEŚĆ razy karała w ostatnich latach gdański klub:

  1. W sezonie 2015/2016 sankcja wyniosła 40 tysięcy złotych.
  2. W styczniu 2016 roku kara dotyczyła opóźnień w płatnościach wymaganych do 30 listopada 2015 r.. Lechii odebrano wtedy punkt, ale zwrócono go tuż przed końcem sezonu zasadniczego, co wywołało poważną burzę. Podbeskidzie Bielsko-Biała znalazło się w grupie spadkowej i nie utrzymało w lidze.
  3. W maju 2017 r. w związku z naruszeniem kryterium F.03 – w postaci nieuregulowania zobowiązań wynikających z działalności transferowych - Lechia musiała zapłacić 100 tys. złotych.
  4. Kolejna nałożona kara miała miejsce w czerwcu 2017 r.. i dotyczyła m.in. zobowiązań wobec piłkarzy, których termin płatności upłynął przed 30 listopada 2016. Klubowi odjęto trzy punkty w nowym sezonie oraz ukarano grzywną w wysokości 250 tys. zło-tych. Po odwołaniu karę zamieniono na anulowanie sankcji punktowej i podwyższenie grzywny do 400 tys. zł.
  5. W grudniu 2017 Lechii z powodu przeterminowanych zaległości finansowych w grudniu 2017 roku odjęto punkt i wlepiono karę w wysokości 200 tysięcy.
  6. W listopadzie 2018, gdy nad klubem ciążył nadzór finansowy, kara była najmniejsza – zaledwie 25 tysięcy zł.

Lechia nie płaci na czas od lat – nie tylko swoim piłkarzom, bo długo też zalegała z wypłatą ekwiwalentu Zagłębiu Lubin za Jarosława Kubickiego. – To pośmiewisko – napisał nam jeden z zawodników. Mam wrażenie, że dotkliwiej niż kary finansowe od Komisji Licencyjnej podziałałyby na Lechię ujemne punkty, bez taryfy ulgowej. I nie kupuję zarzutu, że to jest ustalanie wyniku sportowego przy zielonym stoliku. Skoro klub bierze piłkarzy, na których go nie do końca stać, to sam podważa reguły sportowej rywalizacji.

Sasa Zivec ma propozycję z MLS

Amerykanie otworzyli w Polsce piłkarski Wallmart. Zainteresowanie zawodnikami z Ekstraklasy zdaje się gigantyczne i trudno nie dostrzec takiej zmiany – to wręcz już trend. Zimą do MLS wyjechali Adam Buksa (New England Revolution) i Jarosław Niezgoda (Portland Timbers), a kolejni zawodnicy mają ciekawe oferty lub wzbudzają duże zainteresowanie. Jednym z nich jest skrzydłowy Zagłębia Lubin, Saša Živec, którym interesuje się jeden ze średniaków MLS. Słoweniec ma za sobą solidną rundę jesienną – pięć goli i pięć asyst. Razem z Damjanem Boharem solidnie rozruszali skrzydła ekipy z Lubina.

W tym roku Živec skończy 29 lat. Pewnie już sam nie spodziewał się, że będzie mógł liczyć na tak ciekawy kierunek jak zimowa przeprowadzka za ocean. Pomocnik będzie mógł pakować walizki, jeśli „Miedziowi” będą chcieli skorzystać z oferty. Czytaj, całkiem nieźle zarobić. Według mojej wiedzy Amerykanie proponują ok. milion dolarów. To porządna kwota za doświadczonego już piłkarza, który przecież do klubu przyszedł za darmo. Zagłębie nie dokonuje raczej imponujących transakcji wychodzących – Živec puszczony za taką kwotę byłby w czołówce najdrożej sprzedanych po Jarosławie Jachu (2,75 mln dolarów) i Filipie Jagielle (1,25 mln dolarów).

Skąd takie zainteresowanie piłkarzami z Polski ze strony klubów MLS? Na pewno świetną reklamę piłkarzom ofensywnym zrobił Kacper Przybyłko, który w minionym sezonie strzelił w barwach Philadelphii Union aż 15 goli w 26 meczach. Dwa lata wcześniej królem strzelców został Nemaja Nikolić (Chicago Fire) pozyskany z Legii Warszawa. A i inni nie dawali plamy np. Przemysław Frankowski – klubowy kolega Nikolicia. Karuzela transferowa się rozkręciła i nic nie wskazuje, żeby miała zwolnić. Wręcz przeciwnie. Jeśli sprawdzą się prognozy, że do MLS wyjechać mogą Kamil Jóźwiak czy Przemysław Płacheta możemy przypuszczać, że w USA zrobi się polska, piłkarska kolonia.

Arabska oferta za Imaza odrzucona. Ma zostać w klubie

Sprzedając Patryka Klimalę do Celtiku Glasgow za 4 miliony euro, Jagiellonia Białystok ustanowiła swój rekord transferowy. Raz jeszcze dowodzi to, że inwestycja w młodych polskich piłkarzy się opłaca. Na liście rekordowych transferów Ekstraklasy wśród 20 najdrożej sprzedanych z ligi piłkarzy jest tylko czterech obcokrajowców. I nie ma w tej dwudziestce żadnego piłkarza, który odchodząc z Polski miał więcej niż 24 lata. – Zapłacili za potencjał – tłumaczy mi transfer Klimali (na tej liście najdrożej sprzedanych jest 11.) prezes Jagiellonii Cezary Kulesza. Zgoda, bo Patryk raczej nie zagrał jeszcze na tyle dobrze w lidze, żeby być  wycenianym na poziomie Adama Buksy czy Jarosława Niezgody. Ale jest od nich młodszy. Ma 21 lat i jeszcze jedną bardzo ważną cechę piłkarza, którą podkreślają eksperci, a której nie da się wyćwiczyć. Szybkość.

Dla Jagi odejście Klimali oznacza duży zastrzyk gotówki, ale też dużą stratę w ofensywie. Dlatego Kulesza nie chce pozbywać się zimą drugiego cennego zawodnika – Jesusa Imaza. Hiszpan zanotował w 20 meczach 11 goli i trzy asysty. Na stole pojawiła się oferta za 29-latka. Klub z Bliskiego Wschodu, walczący o utrzymanie w swojej lidze, wysłał na Podlasie ciekawą propozycję – półroczne wypożyczenie za 300 tysięcy euro, a w przypadku uniknięcia degradacji - wykup zawodnika. Jaga tę propozycję odrzuciła. Pytanie, czy zawodnika takie kierunek w ogóle by interesował. Do tak zaawansowanych rozmów w ogóle nie doszło. Na pewno pieniądze były niezłe, ale wyrwanie dwóch zębów trzonowych mogłoby zdecydowanie odbić się na postawie w lidze na wiosnę. Nowy trener, Iwajło Petew, miałby zdecydowanie utrudnione zadanie. Klimala zapewnił klubowi na tyle dużo gotówki, że nie trzeba było robić kolejnego skoku na kasę. Kulesza szuka teraz następcy młodego snajpera. Na skrzynkę mailową klubu przychodzą dziesiątki propozycji od agentów – mniej i bardziej poważnych. Na razie żadna nie odpowiada prezesowi Jagi.

Jeszcze w temacie ofensywy: klubowi został zaproponowany także Filip Starzyński, któremu kończyła się latem umowa z Zagłębiem Lubin. Jagiellonię odstraszyły jednak jego oczekiwania co do miesięcznego wynagrodzenia: sześciocyfrowego. Ostatecznie zawodnik został w ekipie "Miedziowych". Podpisał nowy, trzyletni kontrakt.

Transferowe włoskie eldorado

Zegar w mediolańskim hotelu. w którym przebiegają niemal wszystkie negocjacje transferoweZegar w mediolańskim hotelu. w którym przebiegają niemal wszystkie negocjacje transferowe Archiwum prywatne

We Włoszech trwa zimowe mercato, a to okazja by przypomnieć, jak kręci się ten codzienny biznes i showbiznes transferowych prawd i plotek. Zapotrzebowanie na nie w mediach jest ogromne, a każdy kto lubi wiedzieć co w trawie piszczy zna takich włoskich dziennikarzy jak Gianluca DiMarzio i Fabrizio Romano. W kraju są traktowani jak gwiazdy. W mediach społecznościowych podają dziesiątki informacji na temat zakupów największych klubów na Półwyspie Apenińskim i w Europie – w większości informacji trafnych. Jak to robią? Czy wykonują mnóstwo telefonów dziennie? Oczywiście. DiMarzio zna wszystkich. Wszyscyma nawet sztab współpracowników. Ich pracę w trakcie mercato ułatwia jednak organizacja pracy klubów Serie A.

Niemal wszystkie negocjacje przebiegają w Mediolanie. W jednym hotelu. Kilku polskich agentów brało udział w tym show kilkukrotnie – to menadżerowie, którzy mają swoich zawodników we Włoszech jak BMG-Sport (Piotr Zieliński), Fabryka Futbolu (m.in. Krzysztof Piątek) czy INNfootball (Paweł Dawidowicz). Co dwa tygodnie, a im bliżej zamknięcia okna znacznie częściej, dyrektorzy klubów i agenci spotykają się w hotelu Melia, w którym każdy z wynajmuje pokój. W nich przeprowadzają wszystkie negocjacje. Można więc przechodzić z pokoju do pokoju i równocześnie negocjować transfer z kilkoma zespołami – licytować się na oferty niemal "na żywo". Jeśli chce się załatwić coś naprawdę poufnie – trzeba szukać innego hotelu w Mediolanie. Najlepiej blisko, żeby móc wrócić szybko na ewentualne negocjacje z innymi przedstawicielami lub w innej sprawie.

Na to wydarzenie trzeba się jednak akredytować, co ponoć nie jest prostą sprawą. Do lobby, gdzie wisi wielki zegar (zdjęcia od zaprzyjaźnionego, włoskiego dziennikarza) odliczający czas do godziny zamknięcia okienka transferowego, nie mają wstępu postronne osoby – menadżerowie czy dziennikarze muszą być umówieni. Reporterzy tego kalibru co DiMarzio i Romano załatwiają sobie przepustki i tym samym są blisko wydarzeń. Mają wszystko w jednym miejscu, na wyciągnięcie ręki. Obserwują tylko, kto przyjeżdża do hotelu. Muszą świetnie znać rynek. Potem dzwonią, piszą sms-y, i potwierdzają przypuszczenia w swoich źródłach. Telewizja Sky Sports, która wokół ostatniego dnia transferowego szału robi wielkie show, stara się jak najbardziej zmonopolizować wydarzenia w hotelu. Dlatego już pewnie sami domyślacie się, z kim współpracują dwa największe newsowe pistolety w branży.

Jakby tego było mało, w hotelu jest także przedstawiciel Serie A i FIGC – włoskiej federacji piłkarskiej. W Italii wszystkie kontrakty są numerowane. Jeśli negocjacje zakończyły się pomyślnie, na miejscu można zamknąć sprawę. Urzędnik wprowadza dane w jednakowym dla wszystkich formularzu kontraktowym. I to tyle – piłkarz zmienił klub. Dziennikarze mogą od razu zareagować, przeprowadzać rozmowy, informować swoich widzów i czytelników. Transferowo-newsowe eldorado!