Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Wstrząsające kulisy korupcji w polskiej piłce. Prowokacja, tajna technologia i prokurator - bohater

Po siedmiu latach procesu zapadł wyrok w sprawie, która zmieniła polski futbol. Za ustawianie meczów skazanych zostało 30 osób, czyli tzw. gang Fryzjera.
Zobacz wideo

Do początku rozprawy w Sądzie Okręgowym we Wrocławiu zostawało jeszcze półtorej godziny, gdy przed salą numer 126 zaczęła się zbierać grupa chętnych do wejścia.

- Przepraszam, a co tu się będzie działo, że aż telewizję sprowadzili? - spytał przechodzący obok sali mężczyzna.
- Wyrok w sprawie korupcji w polskiej piłce.
- A, "Fryzjer" - uciął mężczyzna.

"Fryzjer”, czyli Ryszard F., były działacz Amiki Wronki. Najważniejsza postać afery korupcyjnej w polskiej piłce. To była afera "Fryzjera", a cała grupa ludzi która pomagała i współpracowała z F. przy ustawianiu meczów piłkarskich w latach 2003-2005 została nazwana gangiem "Fryzjera". W poniedziałek, po siedmiu latach procesu, zapadł wyrok w tej sprawie ."Fryzjera" oraz 29 pomagających mu osób, m.in. byłych sędziów, obserwatorów i piłkarzy, skazano na kary więzienia. Tylko Ryszard F. nie otrzymał jej w zawieszeniu.

4,5 roku więzienia dla "Fryzjera"

Sędzia Mariusz Wiązek odczytał w poniedziałek wyrok w sprawie 31 osób, którym łącznie postawiono ponad 300 zarzutów. Sam "Fryzjer" miał ich ponad 100. Ryszard F. został uznany winnym niemal wszystkich postawionych mu zarzutów. Niemal, bo sąd umorzył zarzut założenia i kierowania grupą przestępczą, uniewinnił go też od zarzutu ustawiania meczów Odry Opole. Natomiast zarzut kierowania gróźb karalnych przedawnił się w marcu tego roku.

W pierwszym przypadku sąd uznał, że za kierowanie grupą przestępczą "Fryzjer" odpowiedział już 10 lat temu, gdy w oddzielnej sprawie skazano go na 3,5 roku więzienia za ustawianie meczów Arki Gdynia. W sprawie Odry Opole "Fryzjera" oczyszczono z zarzutów paserstwa. Oskarżenie dotyczyło meczów sprzed 1 lipca 2003 roku, czyli czasów, kiedy ich ustawianie nie było w Polsce karalne, ale prokuratorzy uważali, że pieniądze mogły pochodzić z przestępstwa. Na to sąd nie znalazł jednak wystarczających dowodów.

Przed innymi zarzutami "Fryzjer" obronić się nie mógł. Jako mózg całego procederu, osoba odpowiedzialna za korumpowanie sędziów, delegatów i piłkarzy został skazany na 4,5 roku więzienia, otrzymał 10-letni zakaz działania w profesjonalnym futbolu oraz nakaz oddania 25 tysięcy złotych przyjętych korzyści majątkowych. Jako jedyny otrzymał karę bez zawieszenia. "Fryzjer", podobnie jak 29 innych osób, w poniedziałek we Wrocławiu się nie pojawił.

Wyroki dla sędziów, obserwatorów, piłkarzy

Jedyną osobą, która w poniedziałkowe przedpołudnie została oczyszczona z zarzutów, jest Robert D. - były masażysta Lecha Poznań. Był on oskarżony o pośredniczenie w przekazaniu łapówki dla "Kolejorza" od Świtu Nowy Dwór Mazowiecki. Klub z Mazowsza, by utrzymać się w ekstraklasie, wiosną 2004 roku zaproponował poznaniakom blisko 130 tysięcy złotych za wygraną z Górnikiem Polkowice.

Tamto spotkanie, w 25. kolejce ekstraklasy, lechici wygrali 2:0. Dwa tygodnie wcześniej zespół prowadzony wówczas przez Czesława Michniewicza grał na wyjeździe ze Świtem i przegrał 0:1. Jak się okazało, i tamten mecz był ustawiony. Kwotę nie mniejszą niż 100 tysięcy złotych przyjęli wtedy m.in. dwaj byli piłkarze Lecha - Piotr R. oraz Waldemar K. W poniedziałek obaj zostali skazani na rok i dwa miesiące więzienia w zawieszeniu. Piotr R. był jedną z twarzy polskiej piłki w latach 90. i następnej dekadzie. W barwach Lecha rozegrał 327 meczów i strzelił 109 goli. Były napastnik ma też na koncie jedną bramkę w czterech występach w reprezentacji Polski. Dziś prowadzi własną szkółkę piłkarską.

W poniedziałek kary więzienia, grzywny oraz kilkuletnie zakazy uczestniczenia w zawodowym sporcie otrzymali również m.in. byli znani sędziowie Antoni F., Jacek G., Piotr S. i Krzysztof S. oraz byli obserwatorzy PZPN Zygmunt Z., Edward H., Jerzy G. czy Wit Ż., który przez lata był popularnym ekspertem telewizyjnym. Kary otrzymali też zawodnicy i działacze klubów piłkarskich.

Odczytanie wyroku w sprawie zajęło sędziemu Wiązkowi blisko dwie godziny. Cztery razy krócej trwało jego uzasadnienie. Na sali sędzia podjął się tylko ogólnej argumentacji, gdyż jak sam podkreślił, trudno odnosić się do każdego ze skazanych i ponad 300 zarzutów. A warto dodać, że akt oskarżenia liczył rekordowe 1700 stron. Szczegółowe uzasadnienie wyroku zainteresowane strony otrzymają dopiero na piśmie.

- To ogromny sukces organów ścigania w walce z mafią piłkarską. Poniedziałkowy wyrok spina nam ten temat i pokazuje, z jak wielką patologią mieliśmy do czynienia. Każdy z wyroków skazujących jest wielkim osiągnięciem prokuratury. Jako prokurator i prawnik jestem bardzo zadowolony, jako kibic futbolu bardzo smutny - zaraz po zakończeniu sprawy powiedział prokurator Marcin Kucharski.

Prowokacja i "czarna owca"

W maju 2004 roku wrocławska "Gazeta Wyborcza" opisała "sprawę Polaru", czyli ustawienia przez zawodników obu drużyn wyniku meczu Polar Wrocław - Zagłębie Lubin (0:4) w drugiej lidze. Rok później, dzięki współpracy policji z byłym prezesem GKS-u Katowice Piotrem Dziurowiczem, aresztowano pierwszoligowego sędziego Antoniego F. oraz szefa kolegium sędziów przy Śląskim Związku Piłki Nożnej, Mariana D. Do zatrzymań doszło podczas policyjnej prowokacji, polegającej na wręczeniu 100 tysięcy złotych "kontrolowanej" łapówki.

- Wśród dziesięciu tysięcy arbitrów niestety znalazła się jedna tzw. czarna owca - komentował sprawę ówczesny prezes PZPN, Michał Listkiewicz. Dzięki zeznaniom Dziurowicza prokuratorzy zajmujący się sprawą już wtedy wiedzieli, że na pewno nie jest to jednostkowy przypadek.

Śledczy wiedzieli o istnieniu "Fryzjera" i tym, że jest on bardzo ważną osobą w sprawie. Brakowało jednak przełomu, bo Antoni F. i Marian D. nie przyznawali się do winy i konsekwentnie odmawiali zeznań.

Tajna technologia nieużywana w Polsce

Przełom nastąpił dopiero po analizie billingów, czyli historii połączeń telefonicznych. W tym przypadku z telefonu konkubiny "Fryzjera". Przed jednym z meczów analizowanych w śledztwie, do sędziego spotkania zadzwonił ktoś z numeru zarejestrowanego na tę kobietę. Połączenie trwało sekundę. Chwilę po nim, z tym telefonem połączył się prepaid, czyli niezarejestrowany telefon na kartę.

Po sprawdzeniu miejsca, z którego prepaid łączył się z siecią, okazało się, że połączenie zostało wykonane z Opola, czyli z miasta, w którym mieszka sędzia meczu i do którego wykonano sekundowe połączenie. "Oficjalny" telefon arbitra nigdy nie rozstawał się z jego prepaidem. Trop został złapany.

Kwestią do rozstrzygnięcia pozostawało to, jak zdobyć dowody obciążające "Fryzjera". Potrzebne były nagrania rozmów, a zakładanie podsłuchu nie mogło być brane pod uwagę. Wszystko przez to, że karty prepaid były bardzo często zmieniane i raz ustalony numer mógł być dawno nieaktualny.

Z pomocą przyszedł policjant z Komendy Wojewódzkiej w Opolu. To on zasugerował, że w podsłuchaniu "Fryzjera" posłużyć może nieużywana dotąd w Polsce technologia. Później użyto jej np. przy ratowaniu córki jednego z wrocławskich biznesmenów, która została porwana.

Ryszard F. został zatrzymany w czerwcu 2006 roku. Nagrane rozmowy, analiza billingów oraz zeznania świadków były najważniejszymi dowodami w sprawie.

Prokurator, znaczy bohater

Śledztwo w sprawie korupcji w ligowej piłce i ustawiania meczów zaczęło się wiosną 2005 roku, kiedy do prokuratury zgłosił się Dziurowicz. Od początku prowadził je prokurator Krzysztof Grzeszczak, w lipcu dołączył do niego prokurator Robert Tomankiewicz. To ich uznaje się za najważniejsze osoby rozbijające "gang Fryzjera".

- Przyjeżdżają do nas ludzie i dziękują. Dziękują za to, że mogą spokojnie jechać na mecz wyjazdowy i nie muszą analizować kto sędziuje, skąd jest obserwator... Mogą skupić się tylko na grze w piłkę. Z perspektywy tej dekady, to zdecydowanie najcenniejsze, co możemy usłyszeć – mówił Grzeszczak ponad cztery lata temu w wywiadzie Jerzego Chromika dla Sport.TVP.pl.

Grzeszczak ma dziś 48 lat, a Tomankiewicz 45. "Są przyjaciółmi. Pierwszy zaczynał pracę w prokuraturze na Śródmieściu, drugi na Psim Polu. Później trafili do Wydziału VI zajmującego się zwalczaniem przestępczości zorganizowanej. Ścigali morderców, handlarzy bronią i narkotykami, prowadzili śledztwa przeciwko mafii paliwowej" - tak 12 lat temu pisała o nich "Gazeta Wyborcza".

W czasie śledztwa pracowali w XI Wydziale Prokuratury Krajowej. Dziś obaj wciąż są zatrudnieni w Prokuraturze Regionalnej we Wrocławiu. Tomankiewicz delegowany jest do Dolnośląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej. To m.in. on składał do Sądu Najwyższego wniosek o uniewinnienie niesłusznie skazanego za gwałt i morderstwo Tomasza Komendy.

Obaj prokuratorzy są kibicami piłkarskimi. Chociaż nie mają ulubionych klubów, to zdarzało im się bywać na meczach reprezentacji Polski. Nawet wyjazdowych i na turniejach mistrzowskich. Nie udało się ich namówić z okazji zakończenia procesu na wspomnienia z czasów tamtego postępowania. Grzeszczak nie miał ochoty wracać do tamtych czasów. Tomankiewicz nie miał nic przeciw, jednak nie otrzymał od Prokuratury Krajowej zgody na rozmowę.

- Mam nadzieję, że nasza praca przyczyniła się do pewnej zmiany. Że po tych dziesięciu latach możemy powiedzieć, że zwalczyliśmy – albo przynajmniej przystopowaliśmy – korupcję środowiskową, i że stworzyliśmy fundamenty pod nowe, lepsze "jutro" w polskim futbolu. Chcę w to wierzyć. Chcę wierzyć, że tego do krzty zdeprawowanego środowiska nie da się już odtworzyć... - dodał Grzeszczak w rozmowie Jerzego Chromika dla Sport.TVP.pl.

Sprawa "gangu Fryzjera" po latach została rozstrzygnięta. Nie znaczy to jednak, że w poniedziałek zakończyła się na dobre. Prokurator Kucharski zapowiedział, że prokuratura przyjrzy się niektórym z wyroków w zawieszeniu i zastanowi się nad apelacją. Tej należy też spodziewać się ze strony skazanych.

Pobierz aplikację Football LIVE na Androida

Aplikacja Football LIVEAplikacja Football LIVE Sport.pl