Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Są dwa sposoby, żeby Robert Lewandowski zdobył Złotą Piłkę. Za rok ostatnia szansa

Robert Lewandowski zajął dopiero ósme miejsce w plebiscycie Złotej Piłki. Polak wciąż jest niedoceniany na świecie. Byłoby o to łatwiej, gdyby miał w CV zwycięstwo w Lidze Mistrzów lub sukces z reprezentacją. Na to drugie w przyszłym roku może mieć ostatnią szansę w karierze.

Niespełniony w kadrze

Robert Lewandowski bije kolejne rekordy w naszej reprezentacji. Ma już najwięcej występów w drużynie narodowej (112) i najwięcej bramek (61). W kolejnych statystykach wyprzedza takie sławy polskiej piłki, jak Zbigniew Boniek, Kazimierz Deyna czy Grzegorz Lato. W porównaniu z nimi nie może jednak pochwalić się dużymi sukcesami z reprezentacją. Lato ma dwa trzecie miejsca mistrzostw świata (1974 i 1982), Deyna i Boniek po jednym (pierwszy w 1974, drugi w 1982). Lewandowski w kadrze wciąż jest niespełniony. Jego największe osiągnięcie to ćwierćfinał mistrzostw Europy sprzed trzech lat.

Nieprawdopodobna akcja Lewandowskiego! Geniusz [WIDEO]

Zobacz wideo

Nie strzela na turniejach

Napastnik Bayernu Monachium z 61 bramek reprezentacyjnych, tylko dwie zdobył na wielkich turniejach: z Grecją na Euro 2012 i z Portugalią na Euro 2016. Jest za to królem spotkań eliminacyjnych. W kwalifikacjach do Euro trafiał już 19 razy, a do MŚ 21 razy. Po zakończeniu kariery każdy piłkarz patrzy głównie na półkę z wyróżnieniami, a u Lewandowskiego ta reprezentacyjna jest pusta. Na Euro 2020 kapitan naszej kadry może mieć ostatnią szansę na osiągnięcie sukcesu z drużyną narodową. Dlaczego?

Euro 2020 ostatnią szansą

Aktualny format mistrzostw Europy sprawia, że dużo łatwiej tam o dobry wynik niż podczas mistrzostw świata. Udowodniła to Portugalia, która podczas Euro 2016 nie wygrała meczu w grupie (trzy remisy), a i tak wyszła z trzeciego miejsca do 1/8 finału. Potem pokonała Chorwację 1:0, Polskę po karnych, Walię 2:0 i w finale Francję 1:0. Minimalizm? W skrajnym scenariuszu Portugalczycy mogli nie wygrać w regulaminowym czasie gry nawet jednego meczu podczas ostatnich mistrzostw Starego Kontynentu, a i tak by zostali mistrzami Europy. Wystarczyło, że nie tylko nas, ale i Chorwację, Walię oraz Francję pokonaliby po rzutach karnych.

Euro łatwiejsze niż mundial

Na przyszłorocznych mistrzostwach Europy zasady będą takie same, jak trzy lata temu we Francji. Do 1/8 finału awansują zwycięzcy sześciu grup, drugie drużyny z każdej z grup i cztery z sześciu ekip, które zajmują trzecie miejsca. Nawet jeśli będziemy w grupie za Hiszpanią i Szwecją, to i tak możemy zagrać w fazie play-off. Wystarczy, że w pierwszym spotkaniu pokonamy rywala z baraży Ligi Narodów B, a z Hiszpanami i Szwedami nie przegramy zbyt wysoko. Proste? Oczywiście, że nie, ale na mundialu jeszcze trudniej jest wyjść z grupy. Na ostatnich mistrzostwach świata w Rosji nie było drużyny, która awansowała do 1/8 finału i nie wygrała choćby jednego spotkania grupowego. Taka Portugalia z samymi remisami wracałaby do domu.

O sukces łatwiej dziś na Euro niż na mundialu. Gdybyśmy po karnych pokonali trzy lata temu Portugalię, mielibyśmy co najmniej trzecie miejsce (razem z Niemcami), a może nawet finał, bo Walia była w naszym zasięgu. Tymczasem w złotych czasach polskiej piłki lat 70-80 na mistrzostwach Europy grało tylko osiem zespołów. Sam awans na turniej był wtedy sporym osiągnięciem. Pierwszy raz na Euro graliśmy dopiero w 2008 roku za kadencji Leo Beenhakkera.

Czy Lewandowski doczeka się sukcesu w kadrze?

Euro 2020 może być ostatnią szansą na sukces Lewandowskiego w kadrze także dlatego, że w przyszłym roku nasz kapitan będzie miał już 32 lata (skończy 21. sierpnia). Podczas mundialu w Katarze będzie miał 34 lata, podczas Euro 2024 prawie 36 lat, a na mistrzostwach świata w 2026 roku prawie 38 lat. Lewandowski słynie ze znakomitego przygotowania fizycznego, nad jego dietą czuwa żona Anna, ale trudno uwierzyć, by do 40-stki mógł kopać piłkę w stroju narodowym. Od lat gra na najwyższym poziomie i jego zmęczenie o będzie narastać.

Lewandowski od początku tego sezonu jest w życiowej formie. W meczu eliminacyjnym ze Słowenią w Warszawie minął kilku rywali i strzelił gola niczym Maradona lub Messi. Zaprzeczył w ten sposób własnym słowom sprzed półtora roku. - Nie wyszkolono mnie tak, że kiwnę pięciu, na końcu bramkarza i strzelę bramkę - mówił rozżalony podczas mistrzostw świata w Rosji na konferencji po spotkaniu z Kolumbią (0:3). Tylko, że na wielkim turnieju żaden rywal nie zostawi mu tyle miejsca, co słoweńscy obrońcy na murawie Stadionu Narodowego. Nasz napastnik potrzebuje wsparcia kolegów, by nie pozostać niespełnionym na gruncie reprezentacyjnym. Czy będzie mógł na nie liczyć w przyszłym roku?

Więcej o: