Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Dramat dwóch angielskich klubów. "RIP. 1885-2019". Kolejna trumna już jest zbijana

Przy wejściu do budynku dyrektorów kibice Bury postawili trumnę. Przybrali ją klubową flagą i napisali: "RIP Bury FC 1885-?". Kilka dni później można było dopisać 2019 rok jako datę śmierci. Jeden z najstarszych angielskich klubów upadł, bo nie znalazł inwestora gotowego spłacić zobowiązań. Kolejną trumnę zbijają już dla Boltonu.

Bankructwo Bury stwierdzono we wtorek wieczorem w siedzibie władz ligi angielskiej. Bolton ma jeszcze czas, bo dostał od władz kolejne dwa tygodnie na ratunek. Podobnie jak Bury ma olbrzymie problemy finansowe, musi pilnie szukać nowego inwestora gotowego spłacić zobowiązania. I podobnie jak w przypadku Bury, niemal na pewno się to nie uda.

Kibice Bury FC przed wejściem do budynku dyrektorów składali kwiaty i wieszali szaliki:

Zobacz wideo

Bury to pierwszy angielski klub, który upadł od 27 lat

Akcja ratowania Bury emocjonowała jak dobry serial: kibice mogli śledzić kolejne odcinki w wielu relacjach na żywo spod stadionu Gigg Lane, emocjonować się każdym zwrotem akcji, albo nawet samym przypuszczeniem, że ten zwrot za chwilę nastąpi. Pod koniec tygodnia wydawało się, że poszukiwania inwestora zakończą się sukcesem, bo lokalne media poinformowały, że obecny zarząd Bury doszedł do porozumienia z C&N Sporting Risk. Wszystko było gotowe – dokumenty, prawnicy, ale mimo to w weekend nie doszło do podpisania umowy. Na początku tygodnia trzeba było spłacić zobowiązania. Czas uciekał. Szczęśliwego zakończenia nie było, bo we wtorek wieczorem władze ligi angielskiej oficjalnie poinformowały o upadku klubu. Chwilę po tym, jak telewizje pokazały grupę ponad trzystu kibiców, którzy skrzyknęli się w internecie i chcieli pożegnać się z klubem, robiąc mu przysługę. Poszli posprzątać stadion: pozamiatali, umyli krzesełka i pozbierali śmieci.

ALASTAIR GRANT/AP

Sytuacja może wydawać się o tyle dziwna, że jeszcze pod koniec kwietnia Bury świętowało awans do League One, czyli na trzeci poziom rozgrywkowy. Sukces udało się wywalczyć w warunkach katastrofalnych lub – jak określił to Phil Neville, którego matka Jill była sekretarką w klubie – w warunkach "absolutnej hańby". Piłkarze i pozostali pracownicy klubu od kilku miesięcy, jeśli w ogóle dostawali wypłaty, to ze sporym opóźnieniem. Wyszło to na jaw w kwietniu i zainteresowało władze ligi, które szybko wiedziały już, że na koniec poprzedniego sezonu Bury zalegało urzędowi skarbowemu 277 tys. funtów. Za karę odjęto im 12 punktów, co dodatkowo utrudniło walkę o utrzymanie. Władze ligi domagały się przedstawienia pomysłu na wyciągnięcie klubu z finansowej zapaści. Termin na oddanie raportu pokazującego "przejrzystość działań klubu" był wielokrotnie przekładany i ostatecznie nigdy nie powstał. Angielskie media sugerują, że sytuacja musiała być naprawdę beznadziejna, skoro zdecydowano o rozwiązaniu klubu. A więc na ostateczność, której w Anglii żaden profesjonalny klub nie zaznał od 27 lat i likwidacji Maidstone. W poprzednich latach, w podobnych sytuacjach w Bournemouth, Crystal Palace czy Portsmouth do klubu wprowadzano przymusowy zarząd, skrupulatnie kontrolowano finanse, stosowano rozmaite kary i obostrzenia, ale żadnego z tych klubów nie rozwiązano. W Bury, zdobywcy Pucharu Anglii w 1900 i 1903 roku, pracę straciło około 150 osób.

Nie wiadomo jeszcze, co stanie się z nimi i klubem w ogóle. Mogą zostać kolejnym „Phoenix Clubem” odrodzonym w miejsce znanego klubu. Jak AFC Wimbledon utworzony w miejsce uśmierconego Wimbledonu FC. Wspinaczkę na obecny poziom będzie trzeba zacząć niemal od samego dołu. Władze, które zdecydowały o rozwiązaniu klubu, mogą mu jednak pomóc i zamiast w najniższej lidze, umieścić go na np. ósmym poziomie rozgrywkowym. Podobnie postąpiono wobec Chester FC, „feniksie” po Chester City FC, które początkowo umieszczono w North West Counties Football League Premier Division, czyli na dziewiątym poziomie rozgrywkowym, ale już po jednym odwołaniu od razu przeniesiono zespół poziom wyżej. Ukłon w stronę Bury może być jeszcze głębszy. W stronę Boltonu zresztą też.

Kolejną trumnę można szybować dla Boltonu

Bolton chylić się ku upadkowi zaczął już w 2011 roku. Był wtedy w Premier League, w marcu – na siódmym miejscu. W Boltonie marzono o europejskich pucharach, snuto dalekosiężne wizje. Kibice pamiętali jeszcze czarodzieja Jay-Jaya Okochę. Ale rok później byli już w Championship. W innej finansowej rzeczywistości, za to z wydatkami jeszcze z tej poprzedniej. Zadłużenie rosło w zawrotnym tempie, co zdolniejsi szybko odeszli z klubu. Zamiast szybko wrócić do Premier League, jak przewidywali eksperci, znaleźli się jeszcze niżej. Zrobili więc "Leeds", jak piszą Anglicy, o kolejnych klubach, które idą śladem "The Peacocks" i krótko po wielkich sukcesach (w przypadku Leeds były to występy w Lidze Mistrzów) grają na trzecim poziomie rozgrywkowym. Boltonu nie uratował nawet "spadochron płacowy", który otrzymują kluby spadające z Premier League. Władze ligi, wiedząc jak ważną częścią budżetu klubów są zyski z praw telewizyjnych, przez dwa sezony wypłacają im połowę podstawowej kwoty z tytułu tych praw.

Dzisiaj w rozmowach o ich upadku często pojawia się słowo "modelowy". Jako taki właśnie przykład złego zarządzania po spadku. Ale też ulotności chwili. Bolton spadł niespodziewanie: kilku piłkarzy za łatwo sprzedał, przy ocenie kilku sprowadzonych dość poważnie się pomylił, kolejnych kilku zdolnych wypadło przez kontuzję. Codzienność. Ale w ich przypadku okazało się to przyczyną spektakularnego upadku. W tym roku z klubu wycofało się konsorcjum The Football Ventures, klubowi wytaczano kolejne sprawy sądowe, udowodniono, że od półtora roku klub nie odprowadzał podatków. We wrześniu 2018, klub poprosił o pożyczkę swojego byłego właściciela - Eddiego Daviesa, który udzielił jej tuż przed śmiercią. Wystarczyło na spłacenie długów firmie BluMarble Capital Ltd i uniknięcia zarządu przymusowego. Ale na nic więcej, więc w tym zamieszaniu, właściciele wciąż szukali inwestora gotowego im pomóc. Okazło się to trudne z wielu powodów, gdzie najbardziej prozaicznym jest położenie klubu. Bolton ma cierpieć przez to, że zagraniczni inwestorzy, w których "celowały" władze, wolą wspierać kluby z Londynu, ewentualnie kluby z innych dużych miast. Zarządu przymusowego i tak nie dało się uniknąć. 13 maja 2019 oddelegowani przez władze administratorzy wkroczyli do klubu i zaraz po tym, jak wystawili go na sprzedaż, wypłacili zaległe pensje pracownikom. Dowiedziono, że poprzedni właściciel Ken Anderson ponad pół miliona funtów przelał jako wynagrodzenie, ale na swoje konto! Kolejne 125 tysięcy funtów trafiło na konto firmy prowadzonej przez członka jego rodziny. Oszukani piłkarze - w tym Polak Paweł Olkowski - zaczęli rozwiązywać swoje umowy. W połowie czerwca w kadrze było ich zaledwie ośmiu, a resztę uzupełniono juniorami.

Brytyjscy dziennikarze są więc zgodni – Bolton jest nie do uratowania i najpóźniej za dwa tygodnie podzieli los Bury. Kibice mogą już przygotowywać kolejną trumnę i tabliczkę: „RIP Bolton 1874-2019, czterokrotny zdobywca Pucharu Anglii".

Pobierz aplikację Football LIVE na Androida

25127248

Aplikacja Football LIVEAplikacja Football LIVE Sport.pl