Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Wisła Kraków. Pobito pracownika klubu. Trafił do szpitala, z klubu został zwolniony. Sprawca nadal pracuje

Po tym, jak pracownik Wisły nazwał byłego dyrektora sportowego klubu Manuela Junco złodziejem, otrzymał cios w twarz i wylądował w szpitalu. Sprawca czynu nadal pracuje na Reymonta. Taką i kilka innych historii dotyczących m.in znikających pieniędzy z transferów przedstawił w artykule "Jak okradano i jak ratowano Wisłę Kraków" portal Weszło.
Zobacz wideo

Powiązania członków byłego zarządu Wisły Kraków ze środowiskami przestępczymi (opisane przez Szymona Jadczaka w reportażu "Superwizjera" TVN „Piłka nożna i bandyci”) to nie jedyne problemy, które w ostatnim czasie trapiły „Białą Gwiazdę”. Sport.pl informował niedawno o wysokich pensjach pobieranych przez Marzenę Sarapatę i Damiana Dukata, którzy po niecałym roku działalności w Wiśle dostali od Rady Nadzorczej klubu kilkukrotne podwyżki. Był to przeskok odpowiednio z 12 (Sarapata) i 9 tysięcy (Dukat) na 55 tysięcy złotych. Dodatkowo po transferach Petara Brleka do Genoi i Krzysztofa Mączyńskiego do Legii Warszawa, Sarapata i Dukat przyznali sobie premie. Wynosiły one po 50 tys. zł.

W przypadku sporych sum, które Wisła zarabiała (lub bardziej mogła zarobić) na transferach, problem był taki, że pieniądze w dużej części do klubowej kasy nie trafiły. W tekście „Jak okradano i jak ratowano Wisłę Kraków” Krzysztof Stanowski poinformował, że za Richarda Guzmicsa z możliwego miliona euro klub zyskał tylko 350 tys. Resztę pochłonęły liczne prowizje. Za opisywany przez nas transfer Brleka, finansowo zyskali nie tylko przedstawiciele dawnego zarządu. Stanowski podał, że „w transakcji pośredniczyła między innymi partnerka Zielaka, posiadająca gabinet kosmetyczny”. „Zielak” to Grzegorz Z., jeden z liderów Sharksów, grupy pseudokibiców Wisły. W maju 2018 roku aresztowany przez CBŚ i oskarżony o kierowanie gangiem przestępczym.

Cios za złodzieja

Stanowski w swoim artykule przytoczył też inne zastanawiające historie, które miały mieć miejsce na Reymonta. Jeden z młodszych pracowników klubu obserwujący mechanizm odbywających się tam transferów - z których korzyści mogło czerpać duże grono osób - miał nazwać Manuela Junco, byłego dyrektora sportowego Wisły złodziejem. Zarzut okradania klubu spotkał się ponoć z ostrą reakcją innego pracownika „Białej Gwiazdy”, który uderzył wypowiadającego te słowa w twarz. Cios spowodował u niego liczne złamania i zakończył jego pracę w klubie. Osoba, która dokonała ataku nadal znajduje się w jego strukturach.

Wisła w rękach pożyczkodawców

Z artykułu dowiadujemy się też kilku rzeczy mówiących o genezie niedawnej pożyczki dla Wisły, czy sytuacji w jakiej trafił do niej Sławomir Peszko.

Przelanie na konto “Białej Gwiazdy” 4 mln złotych było pomysłem biznesmena Jarosława Królewskiego. Ten w luźnej rozmowie z Jakubem Błaszczykowskim poinformował go, że pożyczyłby Wiśle 2 mln, gdyby piłkarz zrobił to samo. Chodziło, by klub przez zastrzyk gotówki zyskał na czasie i ułożył kilka kwestii. Były gracz BVB czy VfL Wolfsburg odpowiedział, że nie jest to zły pomysł. Kwotę ostatecznie rozbito na trzech, bo w przypadku gotowości tych dwóch panów w akcję zaangażował się też biznesmen Tomasz Jażdżyński. Błaszczykowski był ponoć bardzo zdenerwowany, że upubliczniono informację o tym, iż to on wsparł Wisłę. Nie chciał przy swej pożyczce rozgłosu.

Pożyczka przekazana klubowi została podparta umową przygotowaną przez kancelarię LSW. Zakłada ona pewne odcięcie się Wisły Kraków SA od TS i daje pewność, by TS nie ingerował w sprawy piłkarskiej spółki, przynajmniej do czasu oddania pożyczającym 4 milionów (czas na to jest do 31 grudnia 2019 roku). Chodzi o zabezpieczenie pożyczki zastawem rejestrowym na wszystkich akcjach Wisły Kraków SA, które skutkuje tym, że w przypadku braku spłaty pożyczek, pożyczkodawcy mają możliwość przejęcia na własność akcji. Powyższe, w połączeniu z zagwarantowanym w umowie prawem głosu z zastawionych akcji, a także bezwzględnym zakazem zbywania akcji Klubu, gwarantuje kontrolę pożyczkodawców nad strukturą właścicielską klubu.

Tekst opublikowany na Weszło przynosi też ciekawostkę dotyczącą pojawienia się w klubie Sławomira Peszki. Za przenosinami skrzydłowego optowali Maciej Stolarczyk, Arkadiusz Głowacki, Marcin Wasilewski i Jakub Błaszczykowski. Klub Peszce nie był w stanie zapewnić jednak pensji wyższej niż 10 tys. złotych miesięcznie, ale Wojciech Kwiecień, biznesmen i właściciel sieci aptek zaproponował, że dołoży też coś od siebie, tak by gracz Lechii Gdańsk pod Wawel trafił. Ponoć były reprezentant Polski podczas rozmów z Wisłą dostał też ofertę od Widzewa Łódź na 80 tys złotych miesięcznie. Zamiast do drugoligowego klubu, wolał za połowę tej stawki pójść do Krakowa.

Więcej o: