Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Piątek w AC Milan. Bolisęga: On wchodzi w ich szeregi jak kozak. Dalszych transferów we Włoszech jednak mu zakazałem

- On wchodzi w szeregi Milanu jak kozak. Nie jest tam anonimem. Ma tą smykałkę do goli. Czy stoi na boisku w Genui czy w Mediolanie to włoskie murawy mu leżą - mówi Sport.pl Andrzej Bolisęga, pierwszy trener Krzysztofa Piątka. Choć przyznaje, że takiej kariery swemu wychowankowi nie wróżył, to z transferu do Milanu jest dumny. Do pełni szczęścia z jego perspektywy zabrakło jednego.

Andrzej Bolisęga jest obecnie zastępcą burmistrza Dzierżoniowa i członkiem zarządu Dolnośląskiego Związku Piłki Nożnej. Był pierwszym trenerem Krzysztofa Piątka i prezesem Lechii Dzierżoniów.

Kacper Sosnowski: Zacznę przewrotnie. Nie ma pan chyba pełnej radości z rekordowego transferu Piątka do Milanu (kwota 35 mln euro). Włochy zamienił na Włochy, więc Lechii Dzierżoniów przepadło niemal 2 mln euro opłaty solidarnościowej.

Andrzej Bolisęga: - Z Piątkiem bawiłem się w piłkę od dziecka. Trenowałem go trzy lata. Z perspektywy działacza piłkarskiego i człowieka, który ze swoją miejscowością jest związany i był niegdyś prezesem Lechii Dzierżoniów, to pewnie wolałbym, żeby poszedł poza Półwysep Apeniński, a myśmy dostali za to pieniądze. Dla klubów z trzeciej, czwartej ligi takie gratyfikacje za wyszkolenie to olbrzymi zastrzyk finansowy. Choć Dzierżoniów i tak nie narzeka, bo ma jeszcze pieniądze z opłaty solidarnościowej za Jarosława Jacha, który wylądował w Crystal Palace, a także należą nam się pieniądze za transfer Piątka do Genoi. Działam jak mogę w sprawie zmiany przepisów dotyczących dzielenia pieniędzy za wyszkolenie. Rozmawiam o tym z wiceprezesem PZPN Andrzejem Padewskim. Może uda się sprawą zainteresować prezesa Zbigniewa Bońka. Nie ukrywam, że szykujemy dużą kampanię na przykładzie transferu Krzyśka. Chcemy pokazać, że obecne przepisy są złe dla wszystkich małych klubów. Te pięć procent powinno być przekazywane od każdego transferu, a nie tylko jak piłkarz zmienia kraj.

Dodam jeszcze, że Krzysiek ma już ode mnie zakaz transferów we Włoszech (śmiech). Najlepszym kierunkiem potem ma być Hiszpania lub Anglia. Chociaż zdaje sobie sprawę że o następny transfer będzie teraz niezwykle ciężko. Przy kontrakcie na cztery i pół roku klauzula odstępnego będzie gigantyczna. Kolejny przenosiny za duże pieniądze będą chyba możliwe jak zdobędzie koronę króla strzelców. Może wtedy jakiś inny zagraniczny klub wyłoży za niego 60mln.

Ale zapominając na chwilę o tych „straconych” 8 milionach złotych to jest pan z niego dumny?

- Naturalnie. Od strony sportowej, to cieszę się, z tego Milanu. Sporo oglądam Serie A, wiem co tam się dzieje. On wchodzi przecież w szeregi Rossonerich jak kozak. Nie jest tam anonimową osobą, tylko strzelcem 13 goli w lidze. Dzięki temu ma zapewnioną pewną pozycję w drużynie. Wystarczy to potwierdzić kilkoma golami w pierwszych meczach i chłop jest ustawiony.

Tylko, żeby te gole szybko przyszły. Gonzalo Higuain, którego Polak zastępuje jakoś w Mediolanie nie błyszczał.

- Oczywiście martwi mnie to, że napastnicy w Milanie w ogóle nie strzelają wielu goli. Pewnie jest tego jakaś przyczyna. Krzysiek w Genui miał kolegów, którzy znakomicie podawali, a on to wykorzystywał. Wierzę jednak w niego. On ma tą smykałkę do goli. Czy stoi na boisku w Genui czy w Mediolanie to włoskie murawy mu leżą.

- Jak przy tym najdroższym w historii polskiej piłki transferze przypomnę, że kiedyś przyznał pan, iż nie spodziewał się tak dużej kariery Krzysztofa, to podpadnę?

- Myślę, że jak zapyta Pan trenerów 11-latków o karierę ich zawodników, to raczej trudno się spodziewać, że ktoś komuś coś wielkiego wywróży. Chyba, że jakiś wizjoner. W piłce trzeba mieć szczęście. Krzysiek je miał. Trzeba też trafić na fajnych ludzi, którzy na ciebie postawią. Przytoczę jeszcze jedną ciekawostkę. Z Krzyśkiem Piątkiem w jednej drużynie trenował Jasiu Czuwara obecnie... reprezentant Polski w piłce ręcznej. Mam taką satysfakcję, że mam dwóch wychowanków, którzy grają teraz w reprezentacji Polski w dwóch różnych dyscyplinach. Chociaż Janka uczyłem grać w piłkę nożną to po czasie okazało się, że ma jeszcze większy talent w rękach. No i jak ja mogłem wtedy przywitać że futbolista Czuwara będzie świetnym piłkarzem, ale ręcznym? Świat jest zwariowany. Jesteśmy tutaj w Dzierżoniowie z nich obu dumni. A przypomnę tylko, że 15 km od nas są Ząbkowice. Z Ząbkowic pochodzi natomiast Piotr Zieliński. Na tych naszych terenach musi być na pewno jakiś dobry klimat do sportu (śmiech).

Przyszłe gwiazdy trzeba wyszukiwać na Dolnym Śląsku.

- A żeby pan wiedział. Teraz menadżerowie i agenci dzwonią często. Mamy tutaj fajnego, utalentowanego chłopaka. Rozmawiałem o nim ze Śląskiem Wrocław i powiedziałem, że jak go puszczą poza Dolny Śląsk to będą bardzo żałować. Chyba posłuchali, bo dzisiaj na niego zrobili taką ofensywę, że pewnie zaraz do nich pójdzie.

Wracając jednak do tego rozpoznawania talentów u młodych. Coś pan w tym Piątku musiał jednak widzieć namawiając go by z Niemczanki przeniósł się do Dzierżoniowa.

- Byłem i jestem taką osobą, która chętnie jeździ rowerem po A-klasach B-klasach i obserwuje zawodników. Wtedy moje objazdy też służyły wypatrywaniu kogoś fajnego. Graliśmy mecz z Niemczanką i jeden ich zawodnik rzeczywiście zrobił kilka fajnych akcji. Wpadł mi w oko. Z tego co wiem on w tej drużynie nie był nawet zarejestrowany, to były jego początki. Zamieniłem więc dwa zdania z jego tatą. Ojciec jako były piłkarz poczuł klimat i Krzysiek był już u nas. Mieliśmy dobre warunki. Krzysiek poszedł do szkoły sportowej i dostał sporą dawkę piłki. Zaczynał dzień zajęciami o 7:00 rano, jadł śniadanie,szedł do szkoły. Myślę, że wyrobiliśmy u niego nawyk uprawiania sportu. Sport stał się dla niego ważny.

Skoro ojciec był piłkarzem, to pewnie u syna ten futbol było łatwiej zaszczepić.

-Myślę, że dzięki tacie Krzysiek jest tam gdzie jest. Gdyby nie tato to ani ja, ani inni nauczyciele i trenerzy nie pomogliby Krzyśkowi. Nawet ja miałem taki moment, że z Krzyśkiem zrobił się mały kłopot. Jak to nastolatkowie miał w głowie kilka innych rzeczy, a nie jakiś tam futbol. Po jednym telefonie do Władka, Krzysiek znów był ustawiony i funkcjonował jak powinien. Cały czas mam dobry kontakt z jego tatą, zresztą tak jak po transferze do Genui, tak i teraz spotkamy się by uczcić ten sukces.

Spokojnie to tam pewnie teraz w Dzierżoniowie nie macie.

-To prawda dziennikarze i kibice z Polski odzywają się cały czas. Powiem jednak szczerze, że jeszcze większy szał Jest na Piątka we Włoszech. Nawet ja udzieliłem już pięciu wywiadów do włoskich mediów. Oni są tak nakręceni na piłkę i kibicowanie, że u nich to niemal fanatyczne. Jak w jednej gazecie pojawiło się moje nazwisko, to w ciągu dwóch godzin dostałem na Facebooku sto zaproszeń od włoskich kibiców. Połowa była z Mediolanu.

Droga do Italii prowadziła nie tylko przez Dzierżoniów, ale i Lubin. Przyglądał się pan wtedy Piątkowi? Pomagał mu jakoś podczas kariery w Zagłębiu czy Cracovii?

- Lubin to taki klub, z którym od zawsze mamy dobre kontakty. Zresztą nawet teraz w różnych kategoriach wiekowych jest tam 7 naszych chłopaków. Po transferze Jacha i Piątka mam wrażenie chętniej przechwytują naszych zawodników. Na tej współpracy są o kilka milionów na plusie. Poza tym szefem akademii jest tam Krzysztof Paluszek. To jeden z najlepszych trenerów, bo... pochodzi z Dzierżoniowa (śmiech). Mówiłem już, że mamy dobry klimat dla futbolu. Zresztą jak Piątek poszedł do Zagłębia, to był tam przez chwilę pod wodzą Oresta Lenczyka. Znaliśmy tego szkoleniowca, bo często przyjeżdżał do nas na obozy. Piątek jednak poszedł do Lubina trochę jako osoba, która nie była do końca na ten transfer przygotowana. Słyszałem i wiem o jego tam kłopotach. Musiał dojrzeć. Trenerzy też mu sporo pomogli, uporządkował wszystkie rzeczy i jak poszedł do Krakowa był graczem poukładanym. Zresztą nie miał tam za dużo do gadania bo wiemy jaki jest Probierz. Tak swoją drogą to miał rację mówiąc kiedyś, że jak ktoś teraz nie weźmie Piątka za kilka milionów euro, to za parę lat, będzie musiał dać za niego kilkadziesiąt. Właśnie się to spełniło.

Szybka kariera. Pan nie zdążył ostatecznie zobaczyć go na żywo w barwach Genui.

- Miałem jechać na starcie z Napoli, ale ostatecznie się nie udało. Krzysiek jednak znów mnie zaprasza. Przejrzałem już kalendarz. Nastawiam się na derby Mediolanu, pewnie razem z Władkiem na ten mecz polecimy. Wciąż mam z Piątkiem dobry kontakt. Widzieliśmy się jak reprezentacja grała we Wrocławiu. Często do siebie piszemy. Nie jestem natrętny, nie męczę go godzinę po meczu. Ale już trzy godziny po nim zawsze napiszę, co mi się podobało, a co nie (śmiech). On na to zwykle odpowiada po swojemu: Trenerze, to jest piłka. Nie zawsze wszystko wychodzi. To rób tak dalej, żeby wychodziło – odpowiadam i tak się przek