Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

MŚ 2022. Mundial w Katarze, czyli przepych kosztem wyzysku siły roboczej

Pięć funtów dziennie - tyle zarabiają imigranci budujący stadiony na mundial w Katarze. Równo cztery lata przed rozpoczęciem najnowocześniejszych mistrzostw w historii, oszustwa firm i agentów opisali dziennikarze "Guardiana."

Organizatorzy mistrzostw świata w Katarze reklamują turniej jako najnowocześniejszy w historii. Stadiony mają być budowane z materiałów przyjaznych środowisku, większość z nich miała być klimatyzowana. Po turnieju ich wyższe poziomy mają zostać zdemontowane i przekazane krajom o mniej rozwiniętej infrastrukturze sportowej. Kibiców czekają też udogodnienia m.in. w postaci metra łączącego stadiony ze stolicą kraju oraz lotniskiem. Droga między obiektami ma trwać nie dłużej niż półtorej godziny. To sprawi, że po raz pierwszy w historii fani i dziennikarze jednego dnia będą mogli obejrzeć na żywo więcej niż jeden mecz.

W tle mundialowego przepychu (Katar wydaje na niego 500 mln dolarów tygodniowo!) znajdują się jednak korupcja i wyzysk pracowników. Już w 2013 roku "France Football" ujawniło, że katarscy szejkowie "kupili" prawa do organizacji turnieju m.in. za obietnice zainwestowania w PSG. W środę - równo cztery lata przed pierwszym meczem MŚ - "Guardian" opublikował reportaż, w którym opisuje warunki, w jakich imigranci z biednych krajów pracują przy budowie stadionów na mundial w Katarze.

Raporty kontra pokazówka

O zagrożeniach dla życia i zdrowia importowanej siły roboczej budującej Katarczykom ich bajeczny dobrobyt obrońcy praw człowieka donoszą od lat. W raportach krytykowane były m.in. nieodpowiednie zabezpieczenia przy pracy na wysokościach czy praca w nieludzko wysokiej temperaturze. Eksperci z Human Rights Watch ujawnili też, że władze Kataru przekazują nieprawdziwe liczby dotyczące zgonów przy budowie stadionów.

Tylko w 2012 r. Katarczycy ujawnili, że w ich kraju zmarło 520 pracowników z Bangladeszu, Indii i Nepalu. Z tego aż 385 zgonów, czyli blisko trzy czwarte przypadków, nie zostało wyjaśnionych, nie przeprowadzono nawet w ich sprawie śledztwa.

Przedstawiciele komitetu organizacyjnego MŚ, oprowadzający dziennikarzy "Guardiana" po budowie 40-tysięcznego stadionu al-Rayyan, wycieczkę rozpoczęli od "udowodnienia", że robotnicy pracują w zgodzie z najwyższymi standardami FIFA. Abdulla Ahmad al-Bishri, czyli kierownik ds. zdrowia i bezpieczeństwa, pokazał dziennikarzom dokumentację, która zawierała raporty wzorcowych standardów bezpieczeństwa panujących na budowie.

Mundial 2022. Mistrzostwa świata w Katarze w listopadzie i grudniu

Częstotliwość wypadków ma wynosić zaledwie 0,005 proc. Gdy upał staje się nie do zniesienia, pracownikom zarządzana jest obligatoryjna przerwa. Wszyscy robotnicy mają dostęp do wody z elektrolitami, na terenie budowy znajdują się znaki ostrzegawcze w trzech językach oraz poufna infolinia służąca do składania skarg.

Na dziennikarzach spore wrażenie wywarł ośrodek, w których na co dzień, z dala od rodzin, przebywają imigranci. Na jego terenie znajduje się centrum medyczne, siłownia, boisko piłkarskie oraz sala komputerowa z bezpłatnym dostępem do internetu. To wszystko mogłoby działać uspokajająco. Mogłoby, gdyby nie rozmowa z samymi robotnikami.

Co nam zostało, mamy się zabić?

- Agent powiedział mi: "Katar jest najbogatszym krajem świata. Możesz to sprawdzić w internecie. Zarobisz tam wielkie pieniądze." Kiedy przybyliśmy na miejsce okazało się, że rzeczywistość nie jest tak kolorowa - opowiedział brytyjskiemu dziennikarzowi Ghańczyk pracujący przy budowie stadionu al-Rayyan.

Ogłoszenia o możliwości podjęcia pracy w cudownym kraju, przy tworzeniu cudownego mundialu, były w Ghanie bardzo popularne. Reklamy emitowały nawet stacje radiowe. Według różnych szacunków pracę na Bliskim Wschodzie podjęło około 300 ludzi z tego kraju.

Mundial 2022. Kolejne mistrzostwa zmienią cały sezon rozgrywek. Jak może wyglądać sezon 2022/23?

Jak się okazuje, każdy z nich został oszukany. Katar, czyli najbogatsze państwo na świecie, które przygotowuje oszałamiający mundial, płaci robotnikom około pięciu funtów dziennie. - Mieliśmy zarobić na coś wielkiego, a tymczasem zdarza się, że nie mamy czego wysłać do rodziny w kraju. Nie mam pieniędzy, by wykarmić żonę i dwójkę dzieci. Wynagrodzenie nie jest takie, jakie miało być - mówi jeden z ghańskich pracowników.

- Chociaż mamy tu zakwaterowanie i wyżywienie, to mamy też inne wydatki. To wykańcza. Nikt nam nie pomaga, jesteśmy zdani sami na siebie, musimy się wzajemnie wspierać. No bo co nam zostało, mamy się zabić?

Co więc trzyma tych ludzi przy pracy w Katarze? - Odporność pracowników związana jest z trudnymi warunkami, od których uciekli. W ich krajach nie ma miejsc pracy, infrastruktury, wody pitnej. Chociaż życie na budowie nie jest takie, jak im obiecano, to możliwość pracy w Katarze i wysyłania pieniędzy do domu jest dla nich ogromną nadzieją - mówi jeden z ekspertów z Dohy.

Tylko czapati przez osiem miesięcy

Nie wszyscy robotnicy pracujący w Katarze mieszkają jednak w higienicznych i wygodnych warunkach. Nie wszyscy w ogóle zarabiają jakiekolwiek pieniądze. Dziennikarze "Guardiana" dotarli do człowieka, który zabrał ich do dzielnicy Msheireb w centrum Dohy. To tam znajduje się ulica, która wygląda jak przeszczepiona z Bangladeszu. Na niej Brytyjczycy spotkali oszukanych ludzi, którzy poświęcili wiele, by przyjechać do Kataru.

- Od agentów słyszałem, że w Katarze zarobię doskonałe pieniądze. Okazało się, że moja firma nie płaciła wcale. Część z mieszkających tutaj ludzi w ogóle nie miało żadnego zajęcia - powiedział jeden z mężczyzn z Bangladeszu.

Ci ludzie jechali do Kataru, by pracować jako elektrycy, hydraulicy, strażacy czy wykonywać proste prace na budowach. Na miejscu okazało się jednak, że wszystko było oszustwem. Ci, którzy pracę jednak dostawali, zarabiali tak mało, że nieporównywalnie bardziej opłacałoby im się pozostać w domach, gdzie większe pieniądze oferowane są kierowcy rikszy.

- Od ośmiu miesięcy nie jadłem ryżu, warzyw czy kurczaka. Tylko czapati - tak swoje warunki życiowe skomentował jeden z imigrantów z Bangladeszu.

Wszystko w mieście z imponującymi wieżowcami, hotelami i restauracjami, w których kibice cieszyć się będą mundialowym przepychem, który ma "dostarczyć niesamowitego".