Słowacja - Dania 3:0. Miała być dwucyfrówka, a wyszło całkiem fajnie

Zrobić drużynę w 24 godziny? Brzmi jak kolejna część "Mission Impossible". Tylko że tym razem za scenerię musiałby posłużyć duński krajobraz. John "Faxe" Jensen nie jest jednak cudotwórcą. W przeciwieństwie do Toma Cruise'a nie posiada również receptury na eliksir młodości. Mimo wszystko jego tymczasowi podopieczni dokonali czegoś praktycznie niemożliwego. A już na pewno nie mają się czego wstydzić.

Życiowa szansa

Chociaż szkoleniowiec poznał ich w samolocie, to oni już co nieco o sobie wiedzieli. Niektórzy nawet więcej niż mniej. Wszystko przez to, że aż dziewięciu zawodników z pierwszego składu gra w jednej lidze podzielonej na dwie grupy. Z tego czterech w jednym klubie. Trzecioligowe Vanlose (2. division) miało bowiem najsilniejszą reprezentację w wyjściowej jedenastce.

- Nie miałem żadnego wpływu na to, kto dostanie powołanie. Wszystko wydarzyło się w ostatnim możliwym momencie – mówił trener kilka godzin przed rozpoczęciem meczu ze Słowacją. Wygląda na to, że istniał całkiem konkretny wzór, którym kierowano się w czasie wyboru graczy. Co najciekawsze – okazał się strzałem w „dziesiątkę”. Duńczycy przegrali, ale zdecydowanie nie byli chłopcami do bicia. W obecnych okolicznościach należy to potraktować jako sukces.

- Na przygotowanie się mieliśmy zaledwie 24 godziny.  Dla tych zawodników to jest życiowa szansa, którą chcą wykorzystać. Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że dostaną dokładnie takie przeżycia, na jakie się pisali – kontynuował „Faxe”.

Nikt nawet nie zamierzał udawać, że jest dobrze, skoro wszystko posypało się jak sprawnie poukładane domino. Wysokość porażki nie miała żadnego znaczenia – sztab był świadomy, że piłkarze będą przy piłce maksymalnie przez 10 procent spotkania.

>> Kylian Mbappe zawieszony na trzy mecze za popchnięcie rywala

Jedyna taka okazja

Dwóch w linii obrony, jeden w rozegraniu i jeden na skrzydle. Trzon „nowej” reprezentacji Danii stanowili gracze wyżej wspomnianego Vanlose. Trudno powiedzieć na ile taki zabieg był celowy, bo lista zawodników, którzy chcą obecnie zagrać w kadrze nie jest zbyt długa, ale miał on bezpośredni wpływ na poczynania drużyny.

Dania-SłowacjaDania-Słowacja Screen

Przede wszystkim zwracał uwagę zaskakująco dobry poziom koncentracji w czasie przesuwania się formacji. Duńczykom zdarzały się proste błędy w przyjęciu, piłka odskakiwała im na kilka metrów, ale jeśli chodzi o samą stabilność ustawienia i podział obowiązków, to aż trudno uwierzyć, że ta ekipa nigdy wcześniej ze sobą nie grała. Johansson (Hillerod) i Bannis (Tarup-Paarup), obaj z 2. division, świetnie zabezpieczali przestrzeń przed stoperami. Nie tworzyli sztywnego duetu przywiązanego do pozycji, a faktycznie wyciągali wnioski z gry przeciwnika. Słowacja rozgrywała na tyle wolno, że zwykle zdążyli zapewnić wsparcie na flankach (do Vollesen-Hoybye/ Bertelsen-Kempel).

>> Maciej Makuszewski doznał kontuzji. Pomocnik opuszcza zgrupowanie reprezentacji

Raczej nie można zakładać, że szkoleniowiec w ciągu doby i zaledwie kilku godzin treningów zdołał im wpoić mechanizm powrotu do defensywy i wypełnienia powstałych luk. Poziom świadomości poszczególnych graczy był na tyle duży, że sami wiedzieli, że w tym momencie za wszelką cenę trzeba zagęścić pole gry, a w innym można spróbować wypchnąć przeciwnika (właśnie duet Johansson-Bannis ogranicza przestrzeń na grafice powyżej).

Było to dla nich bardziej naturalne niż czasami w klubach Ekstraklasy, gdzie po kilku tygodniach (miesiącach?) treningów bardzo często pojawia się problem z podziałem obowiązków w środku pola. Tymczasem Duńczycy przez długie momenty potrafili bardzo sprawnie przesuwać obie linie tak, że Słowacy mieli problem znaleźć w nich dziurę. Stracone bramki bardziej były wynikiem indywidualnych błędów.

Iskra zapalna

Niemniej jednak najistotniejszą rolę w zespole odgrywał Gaudin. 23-latek na co dzień studiuje w Kopenhadze, a naukę łączy z grą na trzecim poziomie rozgrywkowym (Vanlose). Można go uznać za punkt centralny reprezentacji –iskrę zapalną do działań ofensywnych.

>> Andre Martins piłkarzem Legii Warszawa

To właśnie on rozpoczął dwie bardzo dobre akcje, które dzieli zaledwie pięć minut. Duńczycy dwukrotnie wyszli z niezłym kontratakiem, dwukrotnie dzięki dobrej współpracy w bocznym sektorze boiska. W 20. minucie strzał Johanssona został zablokowany, później trudno stwierdzić, czy Kempel płasko dogrywał wzdłuż bramki do Offenberga, czy próbował pokonać bramkarza gospodarzy.

Dania-SłowacjaDania-Słowacja Screen

Gaudin był widoczny nie tylko w ataku, ale także stanowił bardzo istotny element przesuwania się formacji. Kilka kroków wystarczyło, żeby z chaotycznego ustawienia wykształciło się zwarte półkole, które bardzo mocno ograniczyło pole manewru przeciwnikowi. Kiedy on się wycofał, drużyna podążyła jego śladem. Wyglądało to bardzo płynnie.

Przykład 23-latka obrazuje coś jeszcze. Właśnie aktywną analizę gry i dynamiczną reakcję na wydarzenia meczowe. Coś, co nie zostało wpojone – bo nie było na to czasu – a do pewnego stopnia działało całkiem dobrze. W 68. minucie, kiedy Mak zabierał się do dośrodkowania w pole karne, Gaudin wrócił w pole karne i uzupełnił lukę w defensywie.

>> Benfica będzie walczyć z zarzutami o korupcję, które mogą doprowadzić do wykluczenia jej z rozgrywek

Samoświadomość

Duńczycy nie byli jedynie skoncentrowani na uporczywym wypychaniu rywala i lepieniu autobusu przed własną bramką. Poza kilkoma kontratakami były momenty, gdy faktycznie próbowali nieco dłużej utrzymać się przy piłce. Często w bardzo efektowny sposób.

Dania-SłowacjaDania-Słowacja Screen

Podopieczni „Faxe” nie czekali jak na ścięcie. Kilkakrotnie spróbowali pograć w trójkącie w bocznym sektorze boiska. W tym przypadku Bannis i Johansson przesunęli się bliżej flanki, co wymusiło wyjście wyżej Hoybye. W centrum wydarzeń znalazł się Gaudin, który był odpowiedzialny za przyspieszenie tempa akcji. Poza szybszym rozegraniem, Duńczycy próbowali przenoszenia ciężaru gry na przeciwległe skrzydło (najczęściej Vollesen do Bertelsena). Efekty były różne.

Ich gra wyglądała na zaskakująco wyważoną – był czas  na atak i (więcej) czasu na zaryglowanie dostępu do „szesnastki”. W okresie od 45. do 60. minuty zostali wystawieni na bardzo poważną próbę, kiedy przeciwnik bombardował pole karne dośrodkowaniami, ale zdołali przetrzymać tę nawałnicę. Pomógł bramkarz, który przez cały mecz utrzymywał bardzo wysoką formę. Christoffer Haagh (futsal, Jaegersborg) popisał się przynajmniej czterema bardzo dobrymi interwencjami.

>> Zbigniew Boniek: Nasi piłkarze będą sprzedawani za bezcen

Te wszystkie „małe rzeczy” świadczą o czymś jeszcze. Plan „Faxe” się powiódł. – To ważne, żeby walczyli do upadłego – mówił szkoleniowiec przed spotkaniem. Do wyrażenia swoich uczuć użył duńskiego zwrotu, który dosłownie oznacza „umrzeć w butach”. Faktycznie to zrobili. A może nawet coś więcej. Bo chociaż tymczasowej kadrze daleko do słynnego dynamitu, to iskra zapalna wcale nie przypominała krzyku rozpaczy. Wręcz przeciwnie – w cieniu wielkiego rozłamu kilkunastu chłopaków spełniło swoje marzenia. 

Więcej o: