Polska wraca na Stadion Śląski. "Jakby panu 100 tysięcy rodaków hymn tam odśpiewało, to by pan zrozumiał dlaczego on był wyjątkowy"

To tu ważyły się losy naszych awansów na Mistrzostwa Świata w 2002 roku, czy Euro w 2008. Tu odnieśliśmy niedawno piękne zwycięstwo z Portugalią, a w latach 80-tych gromiliśmy Holandię czy Anglię. Reprezentacja Polski wraca na Stadion Śląski, na razie tylko na spotkanie towarzyskie z Koreą. Czy zasłużony obiekt znów będzie choć trochę magiczny? - Jakby pan stanął na dole i by panu te 100 tysięcy rodaków hymn odśpiewało, to by pan zrozumiał dlaczego to był wyjątkowy stadion - słyszymy.

 Biało-czerwoni w Chorzowie ostatnio grali 9 lat temu. 14 października 2009 roku po samobójczym golu Seweryna Gancarczyka przegraliśmy tu ze Słowacją 0:1. Mecz rozgrywany w zimowej scenerii był właściwie o nic. Szans na awans do mundialu w RPA nie mieliśmy. Ponieważ trwał bojkot PZPN to na trybunach zasiadło niecałe 5 tys. widzów. Tysiąc z nich zza naszej południowej granicy. Garstkę obserwatorów bardziej interesowała wtedy zabawa w rzucanie śnieżkami niż doping. Stary Stadion Śląski pożegnanie z kadrą miął zatem smutne, a przecież przez 55 meczów i kolejne dekady dawał jej wiele pięknych chwil.  23 wygrane, 18 remisów i tylko 14 przegranych - tyle matematyka. Emocji i wspomnień w liczbach zawrzeć się nie da.

„Jakby pan tam stanął na dole...”

- Jakby pan tam stanął na dole i by panu te niemal 100 tysięcy rodaków „Jeszcze Polska nie zginęła” odśpiewało, to by pan zrozumiał dlaczego to był wyjątkowy stadion – mówi Sport.pl pytany o swe wspomnienia ze Śląskiego Grzegorz Lato.

- Przecież były w Polsce inne wielkie obiekty – drążę temat.

- Ale tam była atmosfera, tam zjeżdżali się kibice z całej Polski. Były naciski z centrali by grać też w stolicy. Kazio Górski jak to słyszał odpowiadał: „tylko nie Warszawa”. Tam na X-lecia wszystko było nijakie. Chorzów przynosił nam szczęście – wraca wspomnieniami król strzelców mistrzostw świata.

- Ja strzeliłem tam gola, w chyba najlepszym w historii meczu naszej kadry. Z Holandią wygraliśmy 4:1 -  przypomina Lato.

Historia Śląskiego rzeczywiście była pisana wielkimi meczami. Z tą genialną Holandią wygraliśmy tam w przeciągu dekady zresztą trzykrotnie. Oklaskiwać mógł nas sam Johan Cruyff. Polska wygrała tam też z ZSRR. W „Kotle Czarownic” przegrywał również RFN czy pewni siebie Anglicy (0:2).

- Moim chłopcom ugięły się nogi, kiedy ryknął tłum – mówił w 1973 roku selekcjoner Anglików Alf Ramsey. Zresztą to brytyjscy dziennikarze nadali mu baśniowy i nieco upiorny przydomek.

- Pamiętam te wielkie mecze, też miałem przyjemność tu występować. Jest tu duch tamtego stadionu. Mam nadzieję, że pomoże nam realizować także nasze cele – mówi jakby z lekkim sentymentem siedzący w nowej, konferencyjnej sali na Śląskim Adam Nawałka. On sam na boisku gromił tu Danię (4:1), czy wygrywał w 1979 ze wspomnianymi Holendrami. Teraz z ławki trenerskiej pisze kolejne karty śląskiej, piłkarskiej historii.

Ze 130 na 650 milionów

Śląski służył nam przez 53 lata. Potem poszedł w odstawkę. W teorii na 36 miesięcy - tyle miało trwać jego zadaszenie. W planach po modernizacji było tu Euro 2012. Planowany koszt – 130 mln złotych nie wydawał się specjalnie duży. Jednak w miarę upływy lat skalę renowacji rozszerzano. Doszła przebudowa trybun, decyzja o lekkoatletycznej bieżni, poprawki po poprzednich pracach.

Skończyło się na 650 mln, rozciągniętych w czasie. Prace przeciągały się w nieskończoność. M.in przez problem z podwieszanym dachem. System mocowania trzeba było opracować od nowa. Wszystko przez pęknięte uchwyty lin utrzymujących poliwęglanową powierzchnię. Wydawało się, że „Kocioł Czarownic” rzeczywiście jest opętany przez jakieś nadprzyrodzone siły, które tym razem z zasłużonego dla Polski olbrzyma, stroją sobie żarty.

Wreszcie, pod koniec roku 2017, Śląski był gotowy na inaugurację. W piłkę grała tu jednak tylko młodzieżowa reprezentacja U19, odbył się piknik, finał maratonu biegowego i to był koniec atrakcji. Te futbolowe przez duże „F”, przychodzą teraz.

- Wspomnień z tego miejsca mam sporo. Jestem z Tychów, ale sporą cześć życia spędziłem w Katowicach – wspominał Arkadiusz Milik.

- Grałem tu często w piłkę. Nie mówię o samym Śląskim, ale też o boiskach wokół obiektu. Pamiętam, że już jako 10-latek występowałem na turnieju na samym stadionie. Zostało mi to w głowie do teraz. Byłem też na derbach Górnik – Ruch. Cieszę się, że znowu tu jestem, czuję się jak w domu. Mam nadzieję, ze we wtorek dostanę swoją szansę – powiedział napastnik Napoli, z uśmiechem patrząc na trenera.

Dodał też, że w telewizji mocno przeżywał starcie z Portugalią z 2006, kiedy Ebi Smolarek wbijał dwa gole rywalowi i cieszył się ze zwycięstwa 2:1.

Stadion awansów i niedalekich wspomnień

To na tym obiekcie wywalczyliśmy awans na Euro 2008, pokonując 2:0 Belgię. To tutaj podczas drogi do Korei i Japonii ogrywaliśmy Norwegów i remisowaliśmy z Ukrainą, co do długo wyczekiwanego triumfu w eliminacjach mundialu wystarczało. Ostatnie potyczki na Śląskim kończyły się jednak wspominaną przegraną ze Słowacją (0:1), remisem z Irlandią północną (1:1) i wygraną z Czechami (2:1). Tamte spotkania z obecnej kadry Nawałki pamiętają Jakub Błaszczykowski, Sławomir Peszko, Łukasz Fabiański i Robert Lewandowski. Zagrać we wtorek ma tylko ten ostatni.

Wtorkowy mecz, już z trybun obejrzą też ci, którzy niegdyś przeżywali na nim wielkie chwile.

- Z ciekawością zobaczę jak to teraz wygląda – mówi nam Lato. - Czy te niegdyś wysokie, spadziste trybuny, teraz znów zrobią swoje – dodaje były prezes PZPN.

Jest na to szansa, robi ja głód wielkiej piłki na Śląsku. Biletów na mecz nie ma już od tygodnia, będzie zatem komplet ponad 54 tys. kibiców. Po meczu z Koreą, pewnie szybko wyjaśni się też czy na Śląski ponownie zawita Portugalia. Zarządcy stadionu mają usiąść do rozmów z PZPN. Chcieliby zorganizować tu nawet dwa domowe mecze Polski w Lidze Narodów. Na celowniku, oprócz ekipy Ronaldo,  jest też spotkanie z Włochami.

Wiele wskazuje na to, że te życzenia mogą się spełnić. Najpierw trzeba zdać wtorkowy test z Azjatami. 

Więcej o: