Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

MŚ 2018. Francja pokazała jak grać i jak nie grać przeciwko Kolumbii

Chociaż to Polska trafiła do mundialowej grupy H z pierwszego koszyka, to zdaniem ekspertów i bukmacherów jej faworytem jest Kolumbia. Wygrany mecz "Los Cafeteros" z Francją w Paryżu te opinie potwierdził. Ale piątkowe spotkanie obnażyło też słabości drużyny Jose Nestora Pekermana.

W pierwszych 26 minutach towarzyskiego meczu w stolicy Francji Kolumbijczykom nie wychodziło nic. W bramce niepewny był David Ospina, za akcjami nie nadążali boczni obrońcy i wspomagający ich skrzydłowi, w roli stoperów nie rozumieli się Davinson Sanchez i Yerry Mina. W środku pola goście zostali stłamszeni, James Rodriguez był niewidoczny, przez co Radamel Falcao mógł tylko bezradnie machać rękami.

Ale chociaż Kolumbia przegrywała już 0:2, to mecz sensacyjnie wygrała 3:2. Zespół Pekermana podniósł się i wykorzystał francuskie słabości. Drużyna Didiera Deschampsa pokazała Polakom jak należy zagrać z Kolumbią 24 czerwca w Kazaniu, ale piątkowe starcie powinno być też dla kadry Adama Nawałki bardzo poważnym ostrzeżeniem.

Pokazali wielki charakter

- Pierwsza połowa była dla nas bardzo trudna, bo Francuzi zagrali tak jak na jednego z faworytów mundialu przystało. Wiedzieliśmy jednak, że musimy pokazać nasze najlepsze oblicze i tak było po przerwie. Lepiej się przesuwaliśmy i ustawialiśmy, pokazaliśmy wielki charakter. Wzmocniliśmy pewność siebie przed zbliżającym się turniejem w Rosji - powiedział po meczu w Paryżu Pekerman.

Rzeczywiście było to spotkanie, w którym Kolumbijczycy pokazali dwie twarze. Ta z pierwszej połowy jest drogowskazem dla Nawałki i jego sztabu. Zmotywowani, szybcy, agresywni Francuzi stłamsili „Los Cafeteros”, a wynik 2:1 do przerwy nie oddaje tego, co działo się na murawie.

Beznadziejny początek

Kolumbijczycy mieli bowiem problemy w każdym apekcie gry. W ofensywie byli zdezorganizowani i zbyt wolni. Agresywny odbiór Francuzów już na połowie gości spowodował, że ci kompletnie się gubili. W środku pola nie radzili sobie Carlos Sanchez i Abel Aguilar, niewidoczni byli skrzydłowi i James, przez co podań nie otrzymywał sfrustrowany Falcao.

W defensywie wyglądało to jeszcze gorzej. Środkowi pomocnicy przegrywali pojedynki, linia obrony nie nadążała za szybkimi atakami Francuzów, w asekuracji bezużyteczni byli skrzydłowi.

Właśnie przez jednego z nich i błąd bramkarza padł pierwszy gol dla "Trójkolorowych". Z głębi pola na lewą stronę piłkę zagrał Thomas Lemar, z asekuracją Santiago Ariasa nie zdążył Mateus Uribe. Z lewej strony płasko podał Lucas Digne, jednak prostą do złapania piłkę, pod nogi Oliviera Girouda odbił Ospina.

W początkowej fazie meczu Francuzi robili na boisku co chcieli. Byli szybsi i bardziej zorganizowani jako zespół, różnicę robiły też indywidualności. Frank Fabra momentami wyglądał na zawodnika, który wolałby usiąść już na ławce rezerowych niż wciąż przegrywać pojedynki z Kylianem Mbappe.

27-latek nie tylko nie radził sobie z gwiazdą PSG, ale też zawinił przy drugim golu. To po jego straci Francuzi wyprowadzili koronkowy kontratak, który na bramkę zamienił Lemar.

Agresja kluczem do wygranej

Jedynym pozytywem pierwszej połowy był dla Kolumbijczyków gol, którego strzelił Luis Muriel. Zawodnik Sevilli pozornie niegroźnie dośrodkował w pole karne Francuzów, jednak piłka minęła wszystkich obrońców i kompletnie zaskoczyła Hugo Llorisa.

- Zdarza nam się tracić koncentrację, przez co miewamy problemy. Zaczęliśmy bardzo dobrze, zdobyliśmy dwie bramki, a później się rozprężyliśmy. Nie możemy tak grać z rywalem z najwyższej półki - powiedział po spotkaniu Raphael Varane.

Po przerwie zobaczyliśmy zupełnie inną Francję. Drużyna Deschampsa bardziej przypominała w niej zespół, który stracił u siebie punkty z Luksemburgiem niż ten, który pokonywał Holandię (4:0), Anglię (3:2) czy remisował z Niemcami (2:2).

I francuskie słabości Kolumbijczycy bezlitośnie wykorzystali. Odmienie wyniku było spowodowane jednak nie tylko gorszą grą gospodarzy, ale też zdecydowanie lepszą dyspozycją „Los Cafeteros”. Goście zagrali zdecydowanie agresywniej, szybciej odzyskiwali piłkę, płynniej wyglądała też ich gra w ofensywie.

Więcej miejsca miał James, obudzili się też skrzydłowi. Kolumbijczycy do remisu mogli doprowadzić już w 56. minucie. Mogli, ale Muriel najpierw doskonale odebrał piłkę Varane'owi, a później uderzył wprost w Llorisa w sytuacji sam na sam.

Nigdy nie zostawiaj gwiazd

Co nie udało się Murielowi, sześć minut później udało się Falcao. Kolumbijczykom kolejny raz opłaciło się agresywniejsze atakowanie przeciwników. Piłkę na własnej połowie stracił N'Golo Kante, z głębi doskonale podał Carlos Sanchez, a asystę przy golu Falcao zaliczył James.

Ta akcja pokazała nie tylko doskonałe umiejętności „Los Cafeteros” w odbiorze i szybkim wyprowadzeniu piłki, ale też jest poważnym ostrzeżeniem dla naszych obrońców. Gwiazd - Jamesa i Falcao - nie można spuścić z oka choćby na chwilę. Pomocnik Bayernu, gdy tylko ma więcej miejsca wokół siebie, potrafi podawać z zegarmistrzowską precyzją. Napastnikowi AS Monaco wystarczy raptem jedna okazja, by przypomnieć o swojej obecności na boisku.

Pobudzeni, agresywni Kolumbijczycy wyczuli swoją szansę. Z dobrej strony pokazał się m.in. wprowadzony za Falcao Duvan Zapata. Błysnęli też inni zmiennicy - Jose Izquierdo i Juan Quintero. Pierwszy w 84. minucie wywalczył rzut karny, drugi pewnie zamienił go na zwycięskiego gola.

W akcji zakończonej faulem w polu karnym znów uwagę zwraca agresja i szybkość Kolumbijczyków. Wyższy pressing spowodował stratę piłki, a do przedarcia się od własnego pola karnego do "szesnastki" rywala „Los Cafeteros” potrzebowali raptem sześciu podań.

- Kolumbijczycy byli bardziej agresywni, zabrali nam piłkę i potrafili wrócić do gry. Rywale dali nam solidną lekcję, której nie możemy zlekceważyć. Nie będę szukał żadych wymówek - powiedział po meczu selekcjoner Francuzów.

Australia kolejnym testem

Kolejny test zespół Pekermana zagra już we wtorek w Londynie z Australią. Biorąc pod uwagę niższy poziom rywala i raptem pięć zmian, które selekcjoner Kolumbii przeprowadził w Paryżu, można wnioskować, że starcie z "Socceroos" będzie dla „Los Cafeteros” czasem szukania kolejnych rozwiązań i szans dla innych zawodników.

Nie znaczy to jednak, że spotkanie, które odbędzie się na stadionie Fulham, sztab Nawałki powinien potraktować mniej poważnie. Wręcz przeciwnie, na niespełna trzy miesiące przed meczem w Kazaniu wciąż musimy szukać słabych stron drużyny Pekermana. Jak pokazało piątkowe starcie w Paryżu jest ich kilka, jednak należy poważnie zastanowić się czy Polacy będą w stanie zagrać na takim poziomie intensywności jak Francuzi i być może znaleźć alternatywne rozwiązanie.

Początek meczu Kolumbia - Australia we wtorek o godz. 21.