Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Marcin Zając na piłkarskiej emeryturze, czyli "sześciopak" i góra mięśni. "Odkryłem nową pasję"

Damian Bąbol
Kiedyś zdobywał mistrzostwo Polski, grał w Lidze Mistrzów i reprezentacji. Teraz wyciska kettle, ćwiczy z linami i ma swój klub fitness w Łodzi. Przed wami Marcin Zając - trener personalny.

W ekstraklasie rozegrał ponad 300 meczów, w których strzelił 55 goli. 11 razy wystąpił w reprezentacji Polski. Z Widzewem Łódź świętował mistrzostwo Polski. Na swoim koncie ma dwa mecze w Lidze Mistrzów w meczach z: Atletico Madryt i Steauą Bukareszt. W barwach Dyskobolii Grodzisk Wielkopolski wyrzucał z europejskich pucharów Herthę Berlin i Manchester City. Na boisku wyróżniał się wytrzymałością konia arabskiego, a brak efektownego dryblingu rekompensował turbodoładowaniem. Miał gen sprintera. 

I choć w piłkę przestał grać siedem lat temu, to patrząc na jego sylwetkę można pomyśleć, że ostatni mecz w ekstraklasie rozegrał dopiero wczoraj. Zamiast brzucha piwnego jest "sześciopak", a obwód w bicepsie przekracza 40 cm. 

W skrócie, 43-letni Zając totalnie nie wpisuje się w stereotypowy obraz polskiego piłkarza na emeryturze. - Dbam o siebie, staram się utrzymywać wysoką formę. 

Najczęściej po zakończonych karierach piłkarze zostają trenerami, menedżerami lub są zatrudniani jako telewizyjni eksperci. Zając to pierwszy z byłych reprezentantów Polski, który wybrał inną drogę i został trenerem personalnym. - Może karierą w moim przypadku tego nie nazywajmy. Mam za sobą całkiem ciekawą przygodę piłkarską i tego się trzymajmy - podkreśla Zając. 

- Grał pan w Lidze Mistrzów, reprezentacji Polski i rozegrał ponad 300 meczów w ekstraklasie. Nie jest pan zbyt skromny? - dopytuję.  

- Karierę robią teraz obecni reprezentanci Polski, którzy grają w topowych klubach, czyli Robert Lewandowski, Kamil Glik, Wojciech Szczęsny. W głównej mierze dzięki nim nasza reprezentacja osiąga coraz lepsze wyniki i na mundialu na pewno będzie walczyła o coś więcej niż wyjście z grupy. 

- To skąd pomysł na zostanie trenerem personalnym?

- Ostatnim moim klubem w ekstraklasie był Ruch Chorzów. Potem na prośbę kolegi Artura Szymczyka, byłego piłkarza, pograłem jeszcze kilka miesięcy w czwartoligowym Sorento Skierniewice. Niestety, zaczęły dawać o sobie znać drobne urazy. Do tego nie trenowałem regularnie i ostatecznie dałem sobie spokój. Szukałem jakiegoś nowego zajęcia. Do trenerki mnie nie ciągnęło. Tylko że sport to moje życie. Nie chciałem się zapuścić, potrzebowałem ruchu. Zacząłem regularnie ćwiczyć na siłowni. Wkręciłem się, nie odpuszczałem zajęć.Odkryłem w sobie nową pasję. Zrobiłem kursy na trenera personalnego. Poza tym lubię ludzi. Praca z podopiecznymi i obserwowanie ich postępów sprawia mi ogromną przyjemność - opowiada Zając. 

Były piłkarz m.in. Widzewa Łódź i Lecha Poznań ze swoimi podopiecznymi ćwiczy indywidualnie i ustala im plany treningowe. - Nie jestem katem. Staram się jak najlepiej motywować, ale też uważam, że wszystko jest dla ludzi, nawet fast food i alkohol, oczywiście w odpowiednich proporcjach i czasie - mówi Zając. 

Team Lewandowska vs. Team Chodakowska? 

Kogo 11-krotny reprezentant Polski ceni bardziej: Annę Lewandowską czy Ewę Chodakowską? - Obie panie są pionierkami fitnessowych trendów w Polsce. Wykonują kawał dobrej roboty. Bardzo je lubię, ale nie mam swojej faworytki. Obserwuję je w social mediach, podobnie jak innych trenerów, bo na pewno swoją postawą potrafią inspirować. Ja też zacząłem być bardziej aktywny na Facebooku i Instagramie, ale póki co zasięgi mam nieco mniejsze - śmieje się piłkarz. 

 

I dodaje: - Fitness i treningi personalne to moja nowa pasja, aktualna praca, ale piłka nożna nadal zajmuje w moim sercu pierwsze miejsce. Interesuję się i trzymam kciuki za reprezentację Polski. Czasami przyjeżdżam na Stadion Narodowy na mecze kadry. W Łodzi - jeśli czas pozwala - też z chęcią zaglądam na Widzew, w którym spędziłem sześć sezonów i odnosiłem największe sukcesy. Liczę, że jak najszybciej się odbuduje i wróci do ekstraklasy. Prywatnie jestem szczęśliwym człowiekiem. Mam wspaniałą rodzinę, kochającą żonę i dwie córki. Tworzymy zgrany team i razem cieszymy się życiem - kończy. 

Taras Romanczuk w "Wilkowicz Sam na Sam": Kończyłem studia z myślą o pracy w dyplomacji i nadal się tam widzę. Nie mówię, że od razu jako wysłannik Polski na Ukrainę. Ale może Białoruś?