Kądzior dla Sport.pl: Ledwo mogę chodzić, o treningu nie było mowy. Widocznie tak miało być

W kolanie mam mały krwiak. Uniemożliwia chodzenie, więc tym bardziej nie było szans na bieganie. Selekcjoner i doktor uznali, że w ciągu pięciu dni nie wrócę do sprawności - mówi Sport.pl Damian Kądzior, który z powodu kontuzji opuścił zgrupowanie reprezentacji Polski.

Sebastian Staszewski: Dlaczego opuścił pan zgrupowanie reprezentacji Polski?

Damian Kądzior: W meczu z Koroną Kielce miałem zderzenie z Kenem Kallaste. Trafił mnie dość mocno kolanem w więzadło poboczne. Spotkanie co prawda dograłem do końca, ale już w szatni zauważyłem, że kolano puchnie. Później było coraz gorzej. Wiedziałem, że nie jest fajnie. W sobotę ledwo mogłem chodzić, nawet nie wyprowadziłem psa. Robiłem co mogłem, okładałem kolano lodem, ale opuchlizna nie chciała zejść. Rano wyruszyłem do Wrocławia i zaraz po przyjeździe do hotelu pojechałem z doktorem Jackiem Jaroszewski na USG.

Co wykazało badanie?

Na szczęście nie to, że więzadło jest uszkodzone. Po prostu w przestrzeni kolana znalazł się centymetrowy krwiak. Uniemożliwiał chodzenie, więc tym bardziej nie było szans na trening. Selekcjoner i doktor uznali, że w ciągu pięciu dni nie wrócę do sprawności, więc lepiej będzie jeśli pojadę na leczenie do klubu. Z Bartkiem Spałkiem ustaliłem już co mam robić i tyle.

Rozmowa z selekcjonerem Adamem Nawałką była trudna?

Szkoda mi było, ale co zrobić? Obejrzeliśmy tylko analizę wideo moich meczów, trener wskazał mi nad czym muszę popracować, co zrobić, aby wciąż być w sferze jego zainteresowania. To było fajne, bo podobne rzeczy mówił mi trener Marcin Brosz.

Głos ma pan smutny, ale słyszę, że podejście jest pozytywne.

Widocznie tak miało być. Coś jest nam zapisane, a mi było to. Tak jak nie była mi pisana Cracovia, tak teraz nie miałem zadebiutować w reprezentacji. Mam świadomość, że zamiast się załamywać muszę szybko wrócić do zdrowia, a później pokazać dobrą formę w Górniku. Jeśli będę strzelał i asystował, to wiem, że w końcu dostanę szansę. Wszystko zależy ode mnie.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.