Kowalczyk: "Kiełbasy" i "golenie frajerów" Wójcika zdejmowały z nas presję. Dziś to samo robią Guardiola i Mourinho

Zmarł trener Janusz Wójcik, zdobywca srebrnego medalu na igrzyskach olimpijskich w Barcelonie. - Janusz czekał na powtórkę i się nie doczekał. Ja drugiego takiego medalu dla Polski też nie dożyję - mówi w rozmowie ze Sport.pl Wojciech Kowalczyk, ulubieniec Wójcika, medalista olimpijski.

Sebastian Staszewski: W poniedziałek, dwa dni po 64 urodzinach, odszedł trener Janusz Wójcik. Jak go pan zapamięta?

Wojciech Kowalczyk: Zapamiętam wszystko to, co pozytywne, i wszystko to, co negatywne.

Czego było więcej?

Zdecydowanie dobrego. Złe przyszło dopiero później. Polityka, bo trener zawsze miał do niej ciągotki, często widywał się z ludźmi z SLD; jazda pod wpływem alkoholu po torach tramwajowych po Gali Mistrzów Sportu; korupcja w którą wpakował się tak samo, jak całe środowisko. Ale mojemu pokoleniu Wójcik dał medal olimpijski. 25 lat temu. Czekał ćwierć wieku, aż ktoś to powtórzy. Ale się nie doczekał. 25 lat później nie ma ani medalu, ani Wójcika.

Mówiono, że to słaby trener, ale dobry motywator.

Może i tak było. Ale jeżeli on był słaby - a wtedy był najlepszy - to na jakim poziomie byli pozostali szkoleniowcy? A w tamtych czasach wciąż pracowali Antek Piechniczek, Andrzej Strejlau. Gdyby Janusz był złym trenerem, nie zdobyłby z nami srebra w Barcelonie. Oczywiście, że jego praca opierała się na mowie. Motywatorem był genialnym. Stawiał na jaja, na moc, co drugie słowo to było „kur…”. Ale to nie były metody z jaskini. Miał w drużynie bandziorów, więc musiał do nich trafić. A taktycznie? Szału nie było. Ale umiał ustawić drużynę, prowadził fajne treningi. U żadnego innego trenera na zajęciach nie strzelałem tak dużo, jak u „Wuja”. Dzięki niemu narodził się „Kowal”.

Jego powiedzonka, „golenie frajerów” czy „biało-czerwona na maszt” przeszły do legendy. Działały na was?

Janusz wciąż napier… o kiełbasach, biało-czerwonej, kakale i tak dalej. Po latach zacząłem o tym myśleć. I doszedłem do wniosku, że to był jego plan. Dziś Pep Guardiola czy José Mourinho zdejmują z piłkarzy presję. I wszyscy się tym zachwycają. A Wójcik robił to samo, 25 lat temu! Taką miał strategię. Zamiast myśleć o rywalu, śmialiśmy się z jego powiedzonek. Presja znikała. Dla niego byliśmy mocarzami, a wszyscy inni to frajerzy do golenia. Wiadomo, że tak nie uważał, ale zaszczepiał w nas wiarę w siebie. Nigdy nie mieliśmy sraczki przed jakimś rywalem.

Czuł pan, że to pana drugi ojciec?

Tak. Jeden mnie spłodził, drugi stworzył Kowalczyka-piłkarza.

To był surowy ojciec?

Trudny. Polubił mnie bo byłem warszawiakiem, jedynym w tamtej reprezentacji. Drugim był Wójcik. To było nasze miasto. Poza tym lubił mój butny charakter. No i byłem dobry. Potrzebował mnie, potrzebował moich umiejętności. Ale już na początku mnie zglanował. Przyjechałem na zgrupowanie mając wydziergane na palcach imię mojej ukochanej, Ewy. Wójcik podszedł i od razu o to zapytał. Zrozumiałem. Musiałem to wydrapać. Strupy na paluchach miałem przez kilka miesięcy.

Przeszliście na „ty”?

Tak. Była w Legii grupa starszych, która mogła mu mówić po imieniu. Ja tak mówiłem, ale tylko na popijawach w jego domu. „Janusz” albo „Wujo”. Grubo było, jak wylatywał do Emiratów Arabskich. Ale tak naprawdę do końca życia zwracałem się do niego „panie trenerze”. Z szacunku do starszego.

Dla innych też był tak wyrozumiały?

„Wujo”, jak miał dobrego piłkarza, to go opier…, ale szanował. Przepraszam, że tak klnę, ale o Januszu nie można mówić inaczej. A jak ktoś był słaby, to trener był w stanie go zniszczyć. Bywał bezwzględny.

Do końca wisiała nad nim także korupcja…

Wpakował się w nią, tak samo, jak całe środowisko. Mecze sprzedawali nawet późniejsi selekcjonerzy reprezentacji. Takie były czasy. Nikt się nie ustrzegł. Świętych nie było. Ale Januszowi wciąż się to wypomina, a kilku trenerów cały czas z powodzeniem pracuje w Ekstraklasie i grzechy zostały im wybaczone. Ja dawno mu wybaczyłem. Z innym człowiekiem nie zdobyłbym medalu w Barcelonie.

Kiedy ktoś powtórzy jego olimpijski sukces?

Ja tego nie dożyję. A nie umrę zaraz. Nie wiem, czy ty tego dożyjesz.

Na pogrzebie Wójcika będą tłumy?

Ja będę na pewno. Wyjmę z szafy medal olimpijski i założę go na szyję. Uważam, że wszyscy kibice, którzy cieszyli się z tego medalu, powinni przyjść pożegnać Janusza. I to niezależnie od jego grzeszków.

Więcej o: