Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Ekstraklasa. Bez wyników, formy i kasy. Sztormowe fale w Gdańsku są coraz wyższe

Pięć bramek, które Lechia Gdańsk w poniedziałek straciła w meczu z Koroną Kielce, nie wzięło się z niczego. Nad morzem sztormowe fale są coraz wyższe. Niedoświadczony trener musi zmagać się z kryzysem, kilku piłkarzy leczy kontuzje lub szuka formy, a wszyscy czekają na zaległe pensje i premie.

0:1 Niedoświadczony trener

Lista drużyn z którymi pracował Adam Owen jest imponująca (Celtic Glasgow, Rangers, Sheffield United, reprezentacja Walii). Tak samo lista klubów w których był na stażu (Real Madryt, Manchester United, PSG, Sporting Lizbona). Mimo tak atrakcyjnego CV 37-latek z Wrexham nigdy jeszcze prowadził zespołu będąc jego pierwszy szkoleniowcem. Praca w Lechii to więc debiut. Wcześniej Owen odpowiadał za przygotowanie fizyczne piłkarzy, tworzył także bazy badawcze m.in. Servette Genewa i Benfiki Lizbona. Sam o sobie mówi pół-trener, pół-naukowiec. W rozmowie ze Sport.pl Owen zapewniał jednak, że jest gotowy na gdańskie wyzwanie. „Od 15 lat pracuję na najwyższym poziomie. Jestem gotowy by zrozumieć zespół; by przygotować go pod względem taktycznym, fizycznym, mentalnym; by wziąć za niego odpowiedzialność”. Teraz będzie miał okazję, aby udowodnić, że nie była to tylko mowa-trawa. Szczególnie, że po porażce z Koroną kryzys może rozprzestrzeniać się z szybkością Walijczyka Garetha Balea wraz z którym Owem awansował do półfinału mistrzostw Europy we Francji.

0:2 Mało czasu

Walijski szkoleniowiec zastąpił Piotra Nowaka 27 września, a więc zaledwie miesiąc temu. W tym czasie poprowadził drużynę w czterech meczach. Pokonał Zagłębie Lubin, zremisował z Lechem Poznań i przegrał z Legią Warszawa oraz Koroną. Nie jest to bilans dramatyczny, chociaż aż dziewięć straconych bramek musi niepokoić. Owen nie miał jednak dużo czasu, aby popracować nad grą w defensywie i w ogóle - nad funkcjonowaniem Lechii. Szczególnie, że w trakcie przerwy reprezentacyjnej (na początku października) poleciał do Walii, gdzie pomagał przygotować tamtejszą reprezentację do meczów z Gruzją i Irlandią. Zastanawia fakt, czy szkoleniowiec podobnie uczyni w listopadzie, bo lada dzień w Cardiff rozpocznie się kolejne zgrupowanie drużyny prowadzonej przez Chrisa Colemana… W takim wypadku argument braku czasu straci wartość, skoro trener będzie wolał przeznaczać go na inne zajęcia.

0:3 Przygotowanie fizyczne

7 na 10. Tak w rozmowie ze Sport.pl Owen ocenił przygotowanie fizyczne zawodników znad morza. Zapewniał jednocześnie, że w ciągu najbliższego miesiąca 7 powinno zamienić się nawet w 9. Na razie jednak efektów supertreningów nie widać. Piłkarze nie latają nad murawą a momentami niektórzy wydają się nawet ociężali. W tym przypadku Owen nie może zrzucić winy na Piotra Nowaka, bo to on odpowiadał za ten etap zgrupowania w Gniewinie, które odbyło się pod koniec czerwca.

0:4 Mocna osłabiona kadra

Grzęzawiskiem dla Owena okazuje się to, co wydaje się największym atutem klubu z Gdańska. Czyli szeroka i silna kadra. W poniedziałkowym spotkaniu w pasiastych koszulkach wybiegli na murawę aktualni reprezentanci Bułgarii, Polski i Słowacji, a także kilku tak uznanych ligowców, jak bracia Paixão, Jakub Wawrzyniak czy sprowadzony latem z włoskiego Ascoli Błażej Augustyn. Jedynym piłkarzem Korony, który mógłby stanąć w pojedynku na doświadczenie był Bartosz Rymaniak. A mimo to zawodnicy prowadzeni przez Gino Lettieriego rozjechali Lechię, jak zespół z okręgówki, którego piłkarze zbyt mocno zabalowali w sobotę. Spory wpływ miała na to nieobecność leczących kontuzje Sławomira Peszki i Lukáša Haraslína. Formy z poprzednich lat wciąż nie może odnaleźć Sebastian Mila, gotowi do gry nie byli natomiast dotychczasowi liderzy Grzegorz Wojtkowiak i Miloš Krasić, którzy nie usiedli nawet na ławce rezerwowych.

0:5 Nie ma sianka, nie ma granka

Wpływ na morale ma też sytuacja finansowa drużyny. Sport.pl jako pierwszy informował już w maju o sięgających ponad dwa miesiące zaległościach. Przez kolejne pół roku sytuacja niewiele się zmieniła. Dopiero niedawno, jak napisał na Twitterze Krzysztof Stanowski, władze Lechii wypłaciły pensje za sierpień. A właśnie rozpoczął się listopad... Trudno więc dziwić się, że piłkarze chodzą źli i rozczarowani. Szczególnie, że większość z nich musi przecież spłacać kredyty i raty leasingowe. A zaległości finansowe dotyczą nie tylko pensji, ale przede wszystkim – premii. Jeśli jednak kolejne wyniki będą wyglądały tak, jak te z Koroną, to premii nie będzie. Bo nie będzie ich za co wypłacać.