Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Legia - Astana. Kowalczyk: Legia zagrała z sercem, ale bez głowy. Ktoś rozbroił tę drużynę

To zabawne, że w Legii z milionami na koncie najbardziej wyróżnia się 18-latek z Białej Podlaskiej. Nie Sadiku czy inny Pasquato, tylko nasz Sebastian Szymański. To sygnał, że problem, który nawarstwiał się od dawna, zaczyna wypływać na powierzchnię - mówi w rozmowie ze Sport.pl były reprezentant Polski Wojciech Kowalczyk.

Sebastian Staszewski: - Jaką Legię Warszawa oglądaliśmy w meczu z Astaną?

Wojciech Kowalczyk: - Widziałem zespół z sercem, ale bez głowy. Było dużo szarpaniny wynikającej z chęci odrobienia strat, ale zabrakło jakości, odwagi, pojedynków sam na sam i sytuacji bramkowych. Legioniści wiedzieli, że muszą zagrać z maksymalnym zaangażowaniem i to się udało. Nie udało się natomiast strzelenie dwóch bramek, a to była przepustka do dalszej gry. Kazachowie natomiast zrobili to, co musieli, czyli awansowali dalej.

- Zauważył pan poprawę gry w stosunku do meczu w Kazachstanie?

- Warto pochwalić obronę i spokój, jaki prezentowała. To duża zasługa Jacka Magiery. W Astanie oglądaliśmy dramat. Przy każdej straconej bramce zawinił coś obrońca Legii. W Warszawie wszyscy zdali egzamin. Arek Malarz miał niewiele roboty. I na moją ocenę nie wpływa fakt, że Kazachowie od ataków woleli grę w defensywie.

- Co z linią pomocy? To właśnie ta formacja, z Vadisem Odjidją-Ofoe i Miroslavem Radoviciem, potrafiła rok temu postraszyć nawet Real Madryt. Tym razem nie wystarczyło na Astanę.

- Thibault Moulin znów zagrał słabo i nie dał jakości w ataku. Takiej jakości nie daje też Michał Kopczyński. Michał Kucharczyk natomiast nie okazał się zbawicielem. Trochę szarpali Guilherme i Dominik Nagy. To byłoby na tyle.

- Legia zawiodła? Przed meczem mówił pan „Super Expressowi", że stołeczni mają 20 proc. szans na awans do czwartej rundy eliminacji Ligi Mistrzów.

- Rewanż był potwierdzeniem tego wszystko, co w Warszawie wydarzyło się przez ostatnie pół roku. Okazuje się, że w Polsce nawet udział w Lidze Mistrzów i 20 milionów euro nie wystarcza, aby stworzyć mocny, równy zespół. Z Legii wyjechali najlepsi: Odjidja-Ofoe, Aleksandar Prijović, Nemanja Nikolić. Na ich miejsce przyszli piłkarze dużo słabsi. Kasa się gdzieś rozeszła, drużyna nie została doinwestowana. Naprawdę dziwię się, że mając do dyspozycji taką fortunę nie udało się odpowiednio wzmocnić zespołu.

- Na Łazienkowską przyszli Polacy: Krzysztof Mączyński i Łukasz Moneta a także Włoch Cristian Pasquato i Albańczyk Armando Sadiku. W środę tylko ten ostatni wyszedł w podstawowym składzie mistrzów Polski…

- I nie pokazał niczego wielkiego. Tym bardziej, że nie wykorzystał sytuacji po której musiała paść bramka! Myślę, że Nikolić spokojnie spożytkowałby świetne dośrodkowanie Adama Hlouška. Poza tym widać, że facet nie ma jeszcze sił na 90 minut. Jeśli chodzi o Mączyńskiego to jego brak mnie zaskoczył, tak samo jak brak Macieja Dąbrowskiego, którego zastąpił Kuba Czerwiński. Ta zmiana akurat wyszła świetnie, bo dwaj łysi skutecznie wyłączyli z gry Juniora Kabanangę. Mocy zabrakło za to w ataku. Teoretycznie mógłby pomóc Jarek Niezgoda, Vamara Sanogo czy Daniel Chima Chukwu. Praktycznie jednak żaden z nich nie nadaje się do użytku.

- Dobrą zmianę dał za to Sebastian Szymański. Podoba się panu ten piłkarz?

- To zabawne, że w Legii z milionami na koncie najbardziej wyróżnia się 18-latek z Białej Podlaskiej. Nie Saidiku czy inny Pasquato, tylko nasz Seba, który na dodatek mecz zaczął na ławce. To sygnał, że problem, który nawarstwiał się od dawna, zaczyna wypływać na powierzchnię.

- Jaki problem?

- Zespół został rozbrojony. Nikt go nie wzmocnił. To czyja to wina? Magiery? Sam miał sobie kupić lepszych piłkarzy?

- Winę zrzuca pan na Dariusza Mioduskiego?

- Nie on sam jest winny. Coś z czegoś wynika. Jacek Magiera dostał takich zawodników a nie innych. Przed meczem mówił, że ten zespół odpali. Wierzę mu, ale termin odpalenia właśnie minął.

- Legia wciąż walczy jednak o awans do fazy grupowej Ligi Europy.

- W czwartej rundzie eliminacji Ligi Mistrzów Legia miałaby zagwarantowany udział w fazie grupowej LE. Teraz tej gwarancji nie ma. A to już dodatkowy stres. Chłopaki zapewne mieli w pamięci remis z Realem czy wygraną ze Sportingiem Lizbona. Okazało się jednak, że to tylko wspomnienia. Trzeba się z tego snu szybko obudzić, bo za chwilę może okazać się, że ucieknie nie tylko Liga Mistrzów.