Eliminacje LM. Astana - Legia 3-1. Inna liga

Słaby początek ligowy Legii rozciągnął się na rozgrywki pucharowe. W marnym stylu warszawianie przegrali pierwszy mecz z Astaną, a wynik 1-3 to najniższy wymiar kary.

Granica nie do przeskoczenia

Tuż po zaczynającym mecz gwizdku sędziego goście zostali zepchnięci do głębokiej defensywy. Mecz toczył się w tempie dla polskiej Ekstraklasy zupełnie nieosiągalnym, do którego Legia, uśpiona mało intensywnymi bojami z Górnikiem i Koroną, nie potrafiła przez dłuższy czas doszlusować. Wyższy pressing Astany powodował ogromne problemy z wyprowadzaniem akcji przez warszawian. Mączyński często schodził między dwóch obrońców, podczas gdy cały zespół rywali ustawiał się za linią piłki, skutecznie blokując opcje podania. W efekcie większość ataków Legii opierała się na dłuższych zagraniach, czasem celniejszych, czasem zupełnie do nikogo. Tylko momentami Legii udawało się dopasować do intensywności, którą zaproponowali gracze z Kazachstanu.

Wszystko ma swoje skutki

Największym problemem Legii był brak zawodnika, który byłby w stanie w środku nieco dłużej utrzymać się przy piłce. Ostrzejszy pressing przeciwnik zostawiałby wolne miejsce w innych strefach, w które można by dostarczyć podanie, inicjując atak. Wszyscy środkowi gości skupiali się jednak przede wszystkim na unikaniu strat, w efekcie piłka krążyła wolno i bezpiecznie, rzadko przenikając linie rywala. Dodatkowo pomoc była też pasywna w działaniach obronnych. Samo przesuwanie się nie prowadziło do odzyskania piłki, atak na rywala z piłką często był albo spóźniony albo za mało agresywny, co pozwalało Kazachom na przesuwanie się w kierunku bramki. Notorycznie zawodziły też indywidualności. Legia, pozbywając się gwiazd, nie znajduje na ich miejsce wartościowych zmienników, gotowych, by natychmiast załatać dziury. Zwłaszcza ta w środku powinna dawać sporo do myślenia. Być może i są to zawodnicy, którzy są w stanie zrobić różnicę w lidze (choć przeczy temu start sezonu), ale w pucharach - jak widać już nie. Trio Moulin-Mączyński-Hamalainen zagrało wczoraj ledwie trzy podania kluczowe. Tylko 14 ataków zostało przeprowadzonych przez Legię środkiem.

Gol spoza algorytmu

Astana popełniła błąd, cofając się za bardzo w okolice własnego pola karnego. Istnieje spore prawdopodobieństwo, że przy utrzymaniu wyższego pressingu uniemożliwiliby warszawianom skuteczne dostarczenie piłki w pole karne. Głębsza gra Kazachów w połączeniu z nieco większą aktywnością gości skutkowała łatwiejszym docieraniem w strefy bezpośredniego zagrożenia. Nadal jednak brakowało pomysłu na zagranie ostatniej piłki. Symptomatyczne jest, że dwie najgroźniejsze sytuacje Legii to akcje, które wymykały się spoza wąskiego algorytmu kreowania ataków warszawian. Jednakże i szaleńczy rajd Gilherme z pierwszej połowy i strzał Kucharczyka wzdłuż linii bramkowej (dobity przez Sadiku) wymagały do zaistnienia wystąpienia prostych błędów defensywy Astany. Problem Legii polegał na tym, że przez większość meczu do tych błędów rywali zmusić nawet nie próbowała.

Ciężki rewanż

Fakt, że Legia ma do odrobienia u siebie dwie bramki to tylko wierzchołek góry lodowej. Znacznie większym problemem jest to, że prezentując się w podobnym stylu co na wyjeździe, może mieć kłopot z ugraniem nawet remisu. Siłą rzeczy warszawianie zostaną zmuszeni do zaangażowania większej liczby graczy w kreowanie akcji, by móc w ogóle myśleć o sforsowaniu defensywy Astany. Rzecz jednak w tym, że na to Kazachowie będą tylko czekać. W pierwszym meczu ich napastnicy byli w stanie radzić sobie nawet przy znacznej przewadze liczebnej Legii. Przewagi, której Legia atakując większą liczbą zawodników nie będzie w stanie z tyłu sobie zapewnić. Przy takiej sytuacji wyjściowej nawet przy znacznie lepszym meczu odrobienie strat może się okazać zadaniem ponad siły.

Przewodnik Kibica EkstraStats możesz zamówić

TUTAJ

Przewodnik Kibica EkstraStatsPrzewodnik Kibica EkstraStats Przewodnik Kibica EkstraStats

Więcej o: