MŚ w beach soccerze. Wielki sukces i jeszcze większe problemy reprezentacji Polski

W piątek, meczem z Japonią, reprezentacja Polski w piłce plażowej rozpocznie walkę na mistrzostwach świata. "Biało-czerwoni" na mundial zakwalifikowali się dopiero drugi raz w historii. - Bez całorocznego treningu na piasku nie będziemy regularnie grać na MŚ. Polska potrzebuje specjalnego boiska pod balonem - mówi Marcin Stanisławski, selekcjoner Polaków.

Obserwuj @dwardzich22

Po raz ostatni Polacy na mundialu zagrali 11 lat temu. W Brazylii "biało-czerwoni" nie wyszli z grupy, na turnieju wygrali tylko jeden mecz - z Japonią (8:5). Teraz lepszego wyniku nie należy się spodziewać. Drużyna Stanisławskiego grupowych rywali ma wymagających. Japonia, Thaiti i Brazylia - to rywale z najwyższej półki, a dla Polaków sam awans na turniej w Nassau to duży sukces.

Na MŚ zakwalifikowały się tylko cztery drużyny z Europy. Oprócz naszego zespołu: Portugalia, Włochy i Szwajcaria. W eliminacjach "biało-czerwoni" wygrali grupę, wyprzedzili w niej m.in. Rosję, która ma najsilniejszą ligę beach soccera na świecie. Powtórki jednak nie należy spodziewać się prędko.

- W kraju, z uwagi na klimat i brak odpowiedniej infrastruktury, nie mamy gdzie trenować, wciąż musimy walczyć z pogodą. Ostatnie zgrupowanie przed MŚ miało zacząć się w czwartek (20.04), ale z powodu złych warunków podjąłem decyzję, że spotkamy się dopiero w sobotę (22.04). Jesteśmy jedynym takim krajem na turnieju. Byłoby zdecydowanie łatwiej, gdyby w Polsce powstało całoroczne boisko pod balonem - mówi Stanisławski.

I dodaje: - Jeśli chcemy regularnie zbliżać się do poziomu najlepszych, to nie możemy bazować tylko na przygotowaniu fizycznym, zaangażowaniu i wierze, ale też regularnej grze. Drużyny, które mogą cały rok trenować na plaży, biją nas umiejętnościami i techniką. Moi zawodnicy grę w reprezentacji traktują bardzo poważnie. Na Bahamy lecimy po naukę, ale nie bez ambicji. Bez sensu byłoby myśleć tylko o trzech meczach. Chcemy powalczyć, ale awans z grupy byłby niewyobrażalnym sukcesem - mówi Stanisławski.

Odświętne zgrupowania zagraniczne

Skąd wziął się awans na mundial, który zaprzecza jakiejkolwiek logice? - Potrafimy szybko dostosować się do piłki plażowej i poznać jej specyfikę. Nie mamy warunków klimatycznych na szkolenie młodzieży w kierunku beach soccera. Ktoś powie, że Rosja też nie ma, ale tam funkcjonuje jedna z najlepszych lig świata. Zawodnicy, na specjalnie przygotowanych halach, mają całoroczny kontakt z piaskiem. W Polsce tego nie ma, od najlepszych dzieli nas przepaść - analizuje Stanisławski.

Przykład Rosji pokazuje, że nawet w trudnych warunkach, można zbudować silną ligę i reprezentację w piłce plażowej. Do tego potrzebne są jednak pieniądze. Oczywiście, nie dają one gwarancji sukcesu, ale pozwalają zbudować solidne podstawy do dalszego rozwoju dyscypliny.

Reprezentacją Polski w beach soccerze opiekuje się Polski Związek Piłki Nożnej, który przed mistrzostwami świata robił co mógł, by przygotowania wyglądały jak najlepiej. - Od niedawna jesteśmy traktowani z dużym szacunkiem. W lutym polecieliśmy do Iranu, w marcu trenowaliśmy w Barcelonie, a dwa tygodnie temu wróciliśmy z Portugalii, z dwumeczu z mistrzami świata - wylicza trener Polaków.

Problem w tym, że zagraniczne zgrupowania to dla naszych zawodników święto. Na co dzień reprezentacja nie ma gdzie trenować, a liga trwa raptem trzy miesiące, od czerwca do sierpnia. - Bez całorocznego treningu na piasku nie będziemy regularnie grać na MŚ. Polska potrzebuje specjalnego boiska pod balonem. Wierzę, że uda się je wybudować. Nie stać nas na comiesięczne wyjazdy zagraniczne. Potrzebujemy bazy treningowej na miejscu - apeluje Stanisławski.

Mistrzostwa i co dalej?

Piłka plażowa w Polsce to nie tylko seniorska reprezentacja. Ekstraklasa, 1. liga, Puchar Polski i mistrzostwa Polski do lat 21... rywalizacji nie brakuje. - To świetne imprezy, ale są one mocno uzależnione od klimatu. Sezon trwa raptem pięć-sześć tygodni - mówi Stanisławski.

Największym problemem jest z napływ nowych zawodników, a raczej ich brak. Brakuje młodych, zdolnych, na których można oprzeć przyszłość polskiego beach soccera. - Bez tego będziemy mogli zapomnieć o sukcesach reprezentacji. Proszę popatrzeć na moją kadrę. Wszystko opiera się na 40-letnim Bogusławie Saganowskim. On trwa i trwa, a następców nie widać - kręci głową 33-letni szkoleniowiec.

Przyszłość nie wygląda kolorowo. Poprawa sytuacji w polskiej piłce plażowej łatwa nie będzie, ale działać trzeba. Tylko jak? Od czego zacząć?

- Od hali z boiskiem - bez zastanowienia odpowiada Stanisławski. - Siatkarze plażowi? Mają. Widziałem, że nawet piłkarki ręczne trenują pod balonem. Nie wierzę, że nie można znaleźć i wygospodarować całorocznego boiska z bramkami. Beach soccer to piękna dyscyplina. Gra muzyka, są emocje, efektowne bramki, a w przerwach piękne kobiety. Nie ma czasu na nudę. Rozrywka dla całej rodziny. Nie pozwólmy zginąć tej pięknej dyscyplinie - kończy selekcjoner.

Zobacz wideo
Więcej o: