Ekwador rozbił najlepszą w ostatnich latach drużynę Ameryki Południowej 3:0, ale to nie bramki z tego meczu robią teraz furorę, tylko ta ucieczka: Valencia w 82. minucie nagle zaczął symulować problem ze zdrowiem tak poważny, że na noszach założono mu maskę tlenową. Meleks z noszami po bieżni wokół stadionu odjechał do otwartej już karetki, coraz mocniej przyspieszając, bo dwaj policjanci, którzy zorientowali się że piłkarz oszukuje - przed rzekomym urazem nie miał żadnego kontaktu z rywalem - ruszyli sprintem po tej bieżni, by dogonić odjeżdżającego pacjenta. Bezskutecznie.
W ten sposób Valencia już czwarty raz podczas obecnego zgrupowania reprezentacji Ekwadoru uniknął zatrzymania. Adwokat reprezentujący matkę córki Valencii pojawił się w asyście policji z nakazem aresztowania już na lotnisku, a potem przed treningiem Ekwadorczyków na stadionie Atahualpa. Policjantom zabrakło jednak zdecydowania. W dniu meczu spróbowali kolejny raz, gdy autobus reprezentacji podjechał pod stadion, ale Valencia znów się wymknął. Autobus podjechał pod same drzwi, a koledzy z reprezentacji osłonili wchodzącego na stadion Valencię przed policjantami. Czwarta próba miała nastąpić po meczu, ale piłkarz znów uciekł, tym razem z pomocą sztabu medycznego i działaczy. Odjechał w nieznane miejsce. I dopiero wtedy się dowiedział, że cała ta szopka była niepotrzebna, ponieważ podczas meczu sędzia zajmująca się tą sprawą zmieniła decyzję i uchyliła nakaz aresztowania.
Valencia, wypożyczony z West Ham United do Evertonu, nie płaci alimentów na córkę od czterech miesięcy, zaległości przekroczyły już 17 tysięcy dolarów. Sędzia nakazała początkowo aby piłkarz został zatrzymany do czasu aż nie zapłaci długu. Jeśli nie zapłaci, gro mu dwa miesiące więzienia. Podczas meczu sędzia zdecydowała, że sprawę trzeba rozwiązać inaczej i dała piłkarzowi 72-godziny aby doszedł do porozumienia z matką dziecka.