Polska - Serbia. Reprezentacja bez ligowców, czyli co z "fusami"?

Po raz pierwszy od października 2014 roku Adam Nawałka nie wystawił żadnego piłkarza z ekstraklasy. Mecz z Serbią był wodą na młyn tych, którzy nie cenią poziomu polskiej ligi.

"Footbolove emocje" z Serbią! Aż przechodzą ciarki

O tym, że w kadrze nie ma jeszcze zamkniętej selekcji, kibice zorientowali się, gdy coraz głośniej było o nadchodzącym powołaniu dla Damiana Dąbrowskiego z Cracovii. Pomocnik miał zostać 39. piłkarzem z polskiej ligi zaproszonym na zgrupowanie przez Adama Nawałkę, ale ma kontuzję barku i nie zagra już do końca sezonu.

Debiutanta więc nie było, ale w kadrze na marcowe sparingi znaleźli się ekstraklasowcy, którym Nawałka dał kolejną szansę - pomocnik Filip Starzyński z Zagłębia Lubin i Igor Lewczuk z Legii Warszawa. Pierwszy to wypożyczony do beniaminka ekstraklasy piłkarz belgijskiego Lokeren. Tam nie miał miejsca w składzie, ale w ekstraklasie błyszczy. Być może jest najlepszym ligowym transferem tej zimy. Zagrał w siedmiu meczach, a ma już dwie bramki i cztery asysty. I wygryzł talizman tej reprezentacji - Sebastiana Milę.

Drugi jest filarem defensywy Legii Warszawa. Trener Stanisław Czerczesow mu ufa - Lewczuk zagrał we wszystkich siedmiu spotkaniach ligowych tej wiosny, a tym ostatnim - z Lechem Poznań - był bodaj najlepszym piłkarzem zespołu. Do spółki z Michałem Pazdanem powstrzymał ofensywę mistrza Polski.

Ale w meczu z Serbią obaj usiedli obok sześciu innych ligowców na ławce rezerwowych.

Trener kadry, po raz pierwszy od meczu ze Szkocją w październiku 2014 roku, nie wystawił w pierwszej jedenastce ani jednego "fusa", czyli piłkarza z polskiej ekstraklasy. Po części wynikało to z kontuzji - z ostatniego meczu eliminacji z Irlandią urazy leczą Karol Linetty i Krzysztof Mączyński.

Mecz kontrolny, z definicji dający odpowiedzi niż stawiający kolejne pytania, to idealna okazja do sprawdzenia nowych możliwości. Tymi we środę byli grający we Włoszech Piotr Zieliński i Bartosz Salamon. Sprawdzili się całkiem nieźle, posłuchali Grzegorza Krychowiaka, który przed meczem podkreślał, że nowi piłkarze powinni grać tak, by później niczego nie żałować.

Pierwszy ligowiec na boisku pojawił się dopiero na kwadrans przed końcem spotkania. Wtedy weszli Tomasz Jodłowiec i Bartosz Kapustka - w zasadzie stali już bywalcy reprezentacji. Później dołączył do nich Ariel Borysiuk, a na koniec też Michał Pazdan. Na sprawdzenie wracającego duetu Lewczuk - Starzyński oraz Artura Jędrzejczyka i Jakuba Wawrzyniaka przyjdzie czas dopiero w sobotę - w meczu z Finlandią.

Spotkanie z Serbią było wodą na młyn tych, którzy polskiej ligi nie cenią. Tym bardziej, że pierwsza jedenastka na inaugurujący Euro 2016 mecz z Irlandią Północną, może być do drużyny ze środowego sparingu bardzo zbliżona. Miłośnicy polskiej piłki ligowej, a także marketingowcy ekstraklasy, którzy prowadzą kampanię o tym, że można trafić do reprezentacji z polskiej ligi, optymizm muszą opierać na innych spotkaniach. Ewentualnie wierze w zmienność i nieprzewidywalność futbolu.

Niewykluczone jednak, że na zgrupowaniu tuż przed mistrzostwami Europy pojawią się kolejni nowi piłkarze, być może jako sprawdzian przed eliminacjami do rosyjskiego mundialu. W kontakcie z trenerem Nawałką jest bowiem Rafał Wolski, który kroczy ścieżką Starzyńskiego - też wrócił z Belgii do Polski i obecnie dyryguje grą Wisły Kraków. Jeśli piłkarz Zagłębia nie sprawdzi się z Finlandią albo do połowy maja straci formę, wówczas wiślak może zająć jego miejsce.

Zobacz wideo

Marek Mostowiak zagrał z Serbią! Szczęsny, Szpakowski i Błaszczykowski bohaterami internautów [MEMY]

Więcej o: