Prezes Łódzkiego ZPN: Mam kaca

"Gazeta": To Pan zdecydował, by skierować sprawę do prokuratury?

Mirosław Wróblewski, prezes Łódzkiego Związku Piłki Nożnej: Nie byliśmy w stanie rozwiązać tego problemu. To jest bardzo poważne przestępstwo, powinna się nim zająć prokuratura i policja, a nie my.

To pierwsza taka sprawa u Pana w związku?

- Nie. Był mecz Górnik Łęczyca - Pogoń Zduńska Wola [czytaj wyżej - red.], a jeszcze wcześniej spotkanie Startu Łódź z rezerwami Widzewa, ale to stare sprawy, nieudowodnione. A dla mnie, kiedy nie ma dowodów, nie ma winy.

W sprawie Bzury dowód jest mocny.

- O jakości dowodów wypowiedzą się policja i prokuratura.

Co grozi Bzurze ze strony ŁZPN?

- Regulamin nie przewiduje żadnej kary dla trenera lub działacza. Ukarani mogą zostać piłkarze i klub. Trzeba zapytać prezesa Bzury, dlaczego jeszcze nie zwolnił z pracy trenera. Jeśli wina zostanie udowodniona, Wydział Dyscypliny ukarze klub. Za przekupstwo można dać karę finansową 100 tys. zł, zawiesić klub lub wykluczyć z PZPN.

Wydział Dyscypliny już raz zbierał się w tej sprawie.

- I zawiesił postępowanie do czasu decyzji prokuratora.

Pan Siejka mówi, że podczas zebrania Wydziału Dyscypliny trener Bzury twierdził, że chciał sprawdzić uczciwość sędziego.

- Nie byłem na posiedzeniu, ale z materiału wynika, że chcieli zastawić pułapkę na sędziego. Mam kaca po tej sprawie. Nie chcę zrobić nikomu krzywdy, ale w sprawę zamieszani są ci sami ludzie, co przy okazji meczu Górnik Łęczyca - Pogoń Zduńska Wola. Gdyby były to inne osoby, moje spojrzenie na sprawę uległoby zmianie.