Bzura: Siejka nie jest święty

- Pan Siejka nie jest święty. Jak się to wszystko zakończy, powiem całą prawdę - mówi trener Bzury Ozorków Sławomir W. To jego korupcyjną propozycję nagrał sędzia Radosław Siejka przed czwartoligowym meczem z Włókniarzem Konstantynów.

Wczoraj napisaliśmy, że Siejka nagrał trzy rozmowy, w których Sławomir W. i Marek P. z Bzury Ozorków proponują mu łapówkę w zamian za "pomoc" w meczu z Włókniarzem Konstantynów - 2,5 tys. zł za zwycięstwo, 1,5 tys. zł za remis. Łódzki Związek Piłki Nożnej złożył doniesienie do prokuratury. Ta postawiła zarzuty trenerowi oraz osobie związanej ze sportem, ale niezatrudnionej w klubie. Grozi im od trzech miesięcy do pięciu lat pozbawienia wolności.

Wczoraj sędzia i trener składali zeznania w ozorkowskiej policji. Żaden z nich nie chciał opowiedzieć o przebiegu przesłuchania. - Potwierdziłem to, co mówiłem wcześniej - twierdzi Siejka. Trener Bzury: - Jak się to wszystko zakończy, powiem całą prawdę. Pan Siejka ma poparcie w kolegium sędziowskim, bo jest arbitrem międzynarodowym. A nie jest święty i sam o tym wie.

Potrzeba czasu

"Gazeta": Wiedział Pan o propozycji łapówkarskiej?

Władysław Bielawski, prezes Bzury Ozorków: Dowiedziałem się dopiero, kiedy sprawa została upubliczniona. To są jakieś porachunki. Sędzia Siejka już dużo wcześniej nie był w porządku. To jest związane z meczem w Łęczycy [w marcu ubiegłego roku działacze Górnika Łęczyca zarzucali mu nieuczciwość w meczu z Pogonią Zduńska Wola i ŁZPN zawiesił sędziego - red.]. W czwartej lidze niektórzy sędziowie są nie w porządku, tak samo jak niektóre kluby. To zmora polskiej piłki.

Rozmawiał Pan z trenerem Sławomirem W.?

- Tak, mówił, że inni go w to wciągnęli. Po to, żeby zadzwonił do sędziego. Arbiter zorientował się, że zamieszani w to [propozycję - red.] są ludzie z Łęczycy. Wyglądało to dla sędziego podejrzanie i wiemy, jak zareagował.

Pan coś wiedział o tej propozycji?

- Absolutnie nie. To ja Bzurę doprowadziłem do porządku. Wcześniej inne kluby podchodziły i pod nas, i pod samych zawodników. A ja to wyeliminowałem. By nie było podejrzeń, wyrzuciłem nawet jednego trenera. To było kilka lat temu i chyba nie warto do tego wracać. Potrzeba czasu, by takie zdarzenia znikły z polskiej piłki.

Otwarcie Pan mówi o tym, czego większość działaczy nie chce zauważyć.

- Nikt mnie o to wcześniej nie pytał, a ja nie miałem zamiaru na nikogo donosić. Takie sprawy powinno się załatwiać we własnym gronie, ale skoro wyszły na jaw, to trzeba o nich mówić.