Zamachy we Francji. Francuskie media ustaliły wersję wydarzeń. Zamachowcy nie mieli biletów na mecz

"L'Equipe" ustaliła inną wersję wydarzeń na Stade de France niż "Wall Street Journal": żaden z zamachowców samobójców nie miał biletu na mecz, a próbę wejścia podjęło dwóch.

Akcję zaczęli o 21.05, pięć minut po rozpoczęciu meczu Francja - Niemcy, gdy ponad 70 tysięcy widzów zajęło już miejsca na trybunach. Wtedy dwóch zamachowców próbowało wejść na stadion. Dwiema z trzech bramek, które były jeszcze otwarte. Jeden napastnik pod trybuną wschodnią, drugi pod północną. Pozostałe bramki organizatorzy zamykają po rozpoczęciu meczu, a porządkowi, którzy pilnowali tych bramek, przechodzą pilnować porządku wewnątrz stadionu.

Obydwaj zamachowcy zostają "grzecznie, ale stanowczo" - jak pisze "L'Equipe" - zawróceni. Żaden z nich nie ma biletu. O tym, że mieli jeden bilet, napisał "Wall Street Journal". Dziennikarz "L'Equipe" przekonuje, że nawet gdyby mieli bilety, zapewne nie przedostaliby się przez drugi pierścień kontroli, ten, podczas którego przeszukuje się wchodzących. W ten sposób francuski dziennik dementuje inną pogłoskę: że porządkowy podczas przeszukania odkrył kamizelkę wyładowaną środkami wybuchowymi i śrubami, to wywołało panikę u zamachowców i zmienili swój plan.

A plan ataku podczas meczu Francja - Niemcy był taki: jeden z zamachowców wysadza się na trybunach, a dwaj pozostali czekają na zewnątrz na wybiegający w panice tłum, wybierając moment, gdy będzie można zaatakować najskuteczniej.

"Możemy tylko drżeć na myśl, co by się stało, gdyby się dostali na przeszukanie. Rewidujący ich stewardzi zapewne zginęliby podczas eksplozji. A co by było, gdyby przyszli pół godziny przed meczem, a nie pięć minut po rozpoczęciu? Wtedy zwykle w kolejkach do wejścia stoi jeszcze 25 tysięcy chętnych".

Zawróceni sprzed bramek zamachowcy zaczynają plan B: wywołania paniki wybuchami jak najbliżej stadionu, tak by zaatakować jak najwięcej osób przy stacji szybkiej kolejki RER B, gdzie czekał trzeci napastnik. Pierwszy wysadza się o 21.17 przy barze Events, niedaleko bramy D. Drugi o 21.20 przy restauracji Quix, przy bramie J. Po tej drugiej eksplozji służby na stadionie orientują się, że to zamach. Trzeci napastnik detonuje ładunki przy McDonaldzie na stacji kolejki, w przerwie meczu. Wszyscy napastnicy zginęli, udało im się zabić jeszcze jedną osobę, ranić ciężko 15, lżej 31.

Prasa po zamachach w Paryżu: "Europanika. Piłka we krwi"

Zobacz wideo