Fabien Barthez powrócił triumfalnie

Fabien Barthez długie miesiące leżał na deskach. On, mistrz świata i Europy, mistrz Anglii z Manchesterem United, od sierpnia grzał tyłkiem ławkę rezerwowych. W sobotę wrócił. W innym klubie. Triumfalnie

W piątek oficjalnie zostało zatwierdzone jego wypożyczenie z Manchesteru United do Olympique Marsylia. Dzień później mógł zagrać w otwierającym rok w Marsylii meczu 1/32 Pucharu Francji ze Strasbourgiem.

- Nie można było sobie wymarzyć lepszego powrotu - powiedział trener OM Alain Perrin.

"Wystarczył jeden mecz, aby Fab kupił sobie publiczność na Stade Velodrome" - to fragment recenzji jednej ze stron internetowych Olympique Marsylia.

"Barthez, bohater" - lakoniczny tytuł niedzielnego wydania dziennika "L'Équipe" mówi wszystko.

Barthez popełnił w tym meczu kilka drobnych błędów. Przy bramce strzelonej przez Senegalczyka Mamadou Nianga - mecz w regulaminowym czasie zakończył się remisem 1:1 - nie miał szans.

A w serii rzutów karnych pokazał, że idealnie nadaje się do roli pozytywnego bohatera. Obronił dwie jedenastki wykonywane przez dwóch najlepszych graczy Strasbourga. Nie dość na tym. On sam przesądził o awansie OM, wykonując decydujący rzut karny. Publiczność na Stade Velodrome, na którym kilka tygodni temu pojawił się transparent "Nie chcemy Bartheza, chcemy Runje", skandowała nazwisko reprezentanta Francji. Koledzy z drużyny tylko jemu gratulowali zwycięstwa. - To "efekt Bartheza". Już zaczął działać - mówił trener Strasbourga Antoine Kombuare.

Showman

Wygląda na to, że 32-letni bramkarz reprezentacji Francji wrócił jeśli nie z piekieł, to przynajmniej z piłkarskiego czyśćca. Ostatnie trzy i pół roku spędził w Anglii i mimo że z Manchesterem United zdobył dwa tytuły mistrzowskie, to przez większość pobytu na Wyspach był obiektem kpin.

Początek fali krytyki nastąpił po rozegranym na Highbury meczu z Arsenalem Londyn w sezonie 2001/2002. Jego błędy (raz podał piłkę do Thierry'ego Henry'ego, drugi raz po strzale swojego rodaka przepuścił ją między nogami) zdecydowały o porażce "Czerwonych Diabłów". Kibice Arsenalu żegnali schodzącego z boiska Bartheza brawami i śpiewamy "Thank you Barthez".

- Niech wreszcie przestanie być showmanem, a stanie się zwykłym bramkarzem. Powinien bronić, a nie rozsyłać uśmiechy na prawo i lewo - mówił po meczu Alex Stepney, były golkiper MU. Kibice Manchesteru domagali się od menedżera Aleksa Fergusona posadzenia Bartheza na ławce rezerwowych. I Francuz, choć na razie na krótko, stał się rezerwowym. Wyjechał na przymusowe wakacje. Wrócił odmieniony, zrelaksowany, gotowy do walki i choć w tym jednym sezonie nie zdobył z MU mistrzostwa, jego miejsce w bramce zespołu z Old Trafford nie podlegało dyskusji.

Jednak Anglicy nie zapomnieli wpadek - debaty, czy w następnym sezonie Barthez powinien być numerem 1 w bramce "Czerwonych Diabłów", trwały. Ich temperatura wzrosła po nieudanych dla "Trójkolorowych" mistrzostwach świata w Korei - obrońcy tytułu odpadli już w fazie grupowej. Francuz pozostał na swoim miejscu, mimo że nie zrezygnował z image'u showmana ryzykancko wychodzącego z bramki, gestykulującego po każdej interwencji i wciąż popełniającego sporo dziwacznych błędów, zwłaszcza w meczach Ligi Mistrzów.

Upadek

Nieoficjalnie wiadomo, że to właśnie z tego powodu Alex Ferguson stracił w końcu cierpliwość do Francuza. Oficjalnie pretekstem była niesubordynacja. - Fabien pojechał z reprezentacją na Puchar Konfederacji. Do 7 sierpnia nie mieliśmy go w klubie. Źle wybrał moment tego wyjazdu - tłumaczył Ferguson.

W pierwszym meczu sezonu - o Tarczę Wspólnoty z Arsenalem Londyn - w bramce MU stanął sprowadzony latem nikomu wcześniej nieznany Amerykanin Tim Howard. Wypadł doskonale, obronił dwa karne i znacznie przyczynił się do zdobycia trofeum przez mistrzów Anglii.

- Sprowadzając Tima, myślałem o tym, że będzie numerem 1, ale nie sądziłem, że to tak świetny bramkarz - odpowiada Ferguson na pytanie, dlaczego odsunął Bartheza od bramki.

Dobrze, ale dlaczego Barthez spadł do roli drugiego rezerwowego?

- Na tournée w USA, podczas którego Fabiena nie było z nami, Tim wypadł doskonale, a Roy Caroll bardzo dobrze - krótko mówi Ferguson.

Howard, który jest obok Ruuda van Nistelrooya najlepszym piłkarzem MU, w tej rundzie z początku sam poczuł się nieswojo ze swoim niespodziewanym awansem i degradacją byłego mistrza świata i mistrza Europy. - To wszystko jest trudne. Ja chcę być numerem 1, Fabien też. Musimy rywalizować dla dobra klubu, choć łatwiej o tym mówić, niż to realizować - powiedział Amerykanin.

Barthez sprawę odsunięcia od bramki Manchesteru tłumaczył dyplomatycznie i profesjonalnie. - Strata miejsca w bramce jest wynikiem mojego błędu, a nie kogoś innego. Ja do tego doprowadziłem, a nie trener. Nie on ani nie dziennikarze strzelali mi bramki.

Dyplomacja była dla dziennikarzy. Sobie postawił ultimatum - musi grać, bo musi w Portugalii bronić mistrzostwa Europy, które wywalczyła Francja z nim w bramce.

Powrót

Jeszcze w sierpniu wydawało się, że przejdzie do Paris Saint Germain. Manchester United miałby w zamian za niego otrzymać pomocnika Ronaldinho. Sprawa upadła, gdy Brazylijczyk został kupiony przez Barcelonę. W październiku pojawiła się jednak kolejna i już bardziej konkretna oferta z Olympique Marsylia. Do wypożyczenia jednak nie doszło, transfer zablokowała FIFA, która nie wyraziła zgody na przejście bramkarza poza oknem transferowym. 2 stycznia, czyli na drugi dzień po otwarciu okna transferowego, Barthez wrócił do Marsylii.

To miasto - i klub - było dla niego wcześniej trampoliną do wielkiej kariery. 11 lat wcześniej anonimowy bramkarz Tuluzy - znany we Francji głównie z powodu ojca, reprezentanta w rugby - Fabien Barthez za 10 mln franków został kupiony przez właściciela OM Bernarda Tapie.

Jak później przyznał, Tapie chciał go mieć tylko dlatego, że dobrze wypadł w ligowym meczu OM - Tuluza. To, co wyglądało na drogą zachciankę milionera, dało niespodziewany efekt - triumf drużyny w Europie.

Barthez już wówczas nie potrafił unikać wpadek podobnych do tych, jakie przydarzały mu się w Manchesterze. W wyjazdowym meczu Ligi Mistrzów z Glasgow Rangers w 1992 roku przy stanie 2:0 dla Marsylii przepuścił w swoim stylu dwa gole. - Ale to był wstyd! - wspominał. Mimo to został podstawowym bramkarzem zespołu, który rok później sięgnął po największy sukces w historii klubu - zwycięstwo w Lidze Mistrzów.

W OM grał do 1995 roku, nawet wtedy, kiedy klub po aferze korupcyjnej został zdegradowany do II ligi. Odszedł - do AS Monaco - bo chciał grać w reprezentacji.

Historia lubi się powtarzać. Wypożyczenie z Manchesteru do OM też ma zapewnić grę w bramce "Trójkolorowych".

- Marsylia to wybór serca. Lubię to miasto, tych graczy, z którymi tu grałem dziesięć lat temu. Miło ich znowu zobaczyć i pracować z nimi. Ale przyjście tutaj to także wybór sportowy. Chcę grać i przygotowywać się do mistrzostw Europy.

Fabien Barthez

ur. 28.06.1971 r. w Lavanalet (pd.-zach. Francja). Kluby: Tuluza (1990-92), OM (1992-95), Monaco (1995-2000), MU (2000-03), OM (2004- ?). Sukcesy: mistrzostwo świata (1998), mistrzostwo Europy (2000), Puchar Konfederacji (2003), Liga Mistrzów (1993), mistrzostwo Francji (1997, 2000), mistrzostwo Anglii (2001, 2003). 63 mecze w reprezentacji Francji.

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.