Emmanuel Olisadebe dla Gazety: Czeka mnie walka

Emmanuel Olisadebe dla ?Gazety": Reprezentacja Polski może wygrywać beze mnie. Nawet nie wiecie, jak bardzo ucieszyłem się z wygranych z Włochami i Serbią. Ale gdy wyzdrowieję, podejmę walkę o powrót do kadry.

Michał Pol: Co Pan robi w Polsce?

Emmanuel Olisadebe, napastnik Panathinaikosu Ateny i reprezentacji Polski: Przyleciałem z Aten na promocję książki Jerzego Engela "Prosta gra" spotkać się z trenerem i kolegami z drużyny. Powiedziałem kiedyś, że trener był dla mnie prawie jak ojciec i nadal tak uważam, nie mogło więc mnie zabraknąć na takiej uroczystości.

Książka Engela odsłania kulisy Waszego występu na mistrzostwach świata. Jak Pan z perspektywy czasu patrzy na mundial? Jak na wielkie osiągnięcie czy rozczarowanie?

- Występ na mistrzostwach świata to dla każdego zawodnika wielkie marzenie i wielkie przeżycie. Dla mnie to był wielki krok, przecież tylu wspaniałych zawodników nigdy nie miało szansy zagrać na takim turnieju. Dlatego w żadnym wypadku nie patrzę na mundial jak na rozczarowanie. To prawda, że nasz występ mógł być lepszy. Ale każdy z nas, piłkarzy reprezentacji Polski, zagrał tam najlepiej, jak umiał. Szkoda, że to nie wystarczyło na awans z grupy, na więcej wygranych niż tylko z USA, ale próbowaliśmy. Mundial będę więc zawsze wspominał pozytywnie, jako coś wielkiego.

W piątek losowanie mistrzostw świata w Niemczech w 2006 roku. Na kogo najlepiej byłoby trafić w grupie? Byle nie... kto?

- Sam nie wiem. Wolę po prostu spojrzeć na naszą grupę i wtedy będę wiedział, czy jest łatwa, czy trudna.

Chciałby Pan, żebyśmy trafili na Grecję?

- Grecja zagra na Euro 2004, wyszła pierwsza z grupy, w której była Hiszpania. Ale jak mówię, nie mam żadnych preferencji, pogadamy o losowaniu, jak się odbędzie.

Jak wygląda obecnie dzień Emmanuela Olisadebe?

- Przeraźliwie nudno, bo cały czas nie wolno mi nawet kopnąć piłki. Codziennie ta sama terapia. Ciągle te same urządzenia na siłowni - a ćwiczę dużo, żeby odzyskać siłę. Potem basen i jazda na rowerkach. Badania elektromagnetyczne. Klub bardzo dba o to, żebym wrócił do zdrowia.

Kiedy ostatni raz kopnął Pan piłkę?

- Przed operacją, czyli ponad dwa miesiące temu [operacja odbyła się 25 września - red].

A kiedy spodziewa się Pan, że kopnie Pan ją znowu?

- Liczę, że gdzieś w połowie stycznia. Wtedy kiedy znów będę mógł trenować z drużyną.

Pod Pana nieobecność reprezentacja Polski ostatecznie nie wywalczyła awansu do Euro 2004. Z naszej grupy w Portugalii zagrają Szwecja i Łotwa. Bardzo jest Pan rozczarowany, że nie dane będzie Panu zagrać w mistrzostwach Europy...

- Szczęśliwy nie jestem. Ale moje rozczarowanie nie wynika z tego, że ja tam nie zagram. Po tym jak Polska zakwalifikowała się na mistrzostwa świata, naturalne byłoby, gdybyśmy wzięli udział także w kolejnym turnieju. Wydawało się, że będziemy rywalizowali o awans do Euro 2004 ze Szwecją. Niestety, kilka spotkań nam nie wyszło. Kilka zagraliśmy dobrze, ale było już za późno. Sam właściwie nie wiem, dlaczego się nie udało. A teraz żałuję jak każdy piłkarz, którego ominie wielka impreza. Trzeba będzie spróbować i powalczyć w eliminacjach do mistrzostw świata w Niemczech.

Polska reprezentacja wygrała z Włochami oraz Serbią i Czarnogórą. Okazuje się, że jednak potrafi zwyciężać bez Olego...

- Tak i nawet nie wiecie, jak bardzo się ucieszyłem z tych zwycięstw. Nie chciałem już być amuletem i słyszeć, że reprezentacja Polski nie może wygrywać bez Olisadebe. Teraz z moich barków spada wreszcie olbrzymia presja. Cieszę się, że mamy taką świetną parę napastników jak Rasiak i Niedzielan.

Trener Paweł Janas zapowiada jednak, że gdy tylko Pan wyzdrowieje, nadal będzie jego numerem 1...

- Te słowa to dla mnie olbrzymi komplement. Dla piłkarza jest niezwykle ważne, że trener w niego wierzy. Mnie nadal bardzo zależy na grze w reprezentacji, więc gdy tylko wyzdrowieję, zostanę powołany i zagram, postaram się odpłacić trenerowi za zaufanie. Myślę, że dla niego i dla drużyny to dobra sytuacja, że jest kilku niezłych napastników. Niech w kadrze gra ten, który jest akurat w najlepszej formie. Dla mnie usiąść na ławce to nie problem, jeśli jest ktoś lepszy ode mnie. Najpierw muszę wyzdrowieć. Potem - zdaję sobie z tego sprawę - będę musiał wywalczyć sobie powrót do kadry. Nie dostanę miejsca w pierwszej drużynie za darmo, jeśli ci, co teraz grają dobrze, nadal będą grać dobrze. Ale na pewno będę walczył, żeby odzyskać swoją pozycję.

W Panathinaikosie też czeka Pana taka walka...

- Tak, w futbolu nic nie dzieje się automatycznie. Na szczęście Panathinaikos jak dotąd nie kupił nowego napastnika, a to znaczy, że czekają na mój powrót.

Od ostatniej kolejki Ligi Mistrzów zależy, czy po wyleczeniu kontuzji będzie miał Pan okazję grać na wiosnę w Pucharze UEFA. Panathinaikos musi jednak wygrać z Glasgow Rangers...

- Będzie bardzo ciężko, ponieważ mecz gramy na wyjeździe. Zdobyliśmy dotąd tylko jeden punkt. Ale wierzę w kolegów. Muszą wygrać, bo inaczej koniec z europejskimi pucharami na ten sezon, a nikt z nas nie ma jeszcze na to ochoty.

FIFA rozstrzygnęła właśnie spór między Kalu Uche i Wisłą Kraków na korzyść polskiego klubu. Nigeryjczyk waha się, co dalej począć, czy wracać do Polski. Obawia się kibiców, reakcji dawnych kolegów. Co by mu Pan doradził?

- Nie rozmawiałem z nim. Nie bardzo umiem postawić się w jego sytuacji, bo ja na samym początku w ogóle nie dopuściłbym do takiego konfliktu. Teraz radziłbym mu, żeby po prostu zastosował się do wyroku, wrócił i postępował zgodnie z przepisami, żeby do końca nie zrujnował sobie kariery. Niech gra, w końcu jest piłkarzem. Skoro jego kontrakt z Wisłą jest ważny, niech go wypełnia. Klub go potrzebuje, a on klubu. I wszystko się jakoś ułoży.