Kto ma strzelać bramki Węgrom?

Bez Emmanuela Olisadebe będą musieli poradzić sobie polscy piłkarze z Węgrami, w meczu o baraże do Euro 2004. Jednak to nic nowego, bo gracz Panathinaikosu w tych eliminacjach gola nie zdobył. Niestety, nie jest wyjątkiem.

Polska zagra w barażach, jeśli 11 października pokona Węgry, a pewni pierwszego miejsca w grupie Szwedzi nie przegrają z Łotwą. W Budapeszcie piłkarze Pawła Janasa są więc skazani na strzelanie bramek. A od ich zdobywania są przede wszystkim napastnicy. Tyle że nie w tym zespole.

W siedmiu meczach eliminacji Euro 2004 gracze pierwszej linii tylko dwa razy trafili do siatki - Marcin Kuźba (obecnie kontuzjowany) zdobył dwa gole w meczu z San Marino w Ostrowcu. I to wszystko. Pozostałe siedem bramek to dzieło pomocników i obrońców.

Nie znaczy to jednak, że nie ma znaczenia, kto zagra w ataku w decydującym meczu z Węgrami, raczej pokazuje skalę problemu, z jakim zmaga się selekcjoner.

Olisadebe był ostatnio albo kontuzjowany, albo w słabej formie. Zagrał w eliminacjach trzy razy - bramki nie strzelił, ale sława, którą zdobył w kwalifikacjach do mundialu w Azji (osiem bramek i drugie miejsce po Andriju Szewczence na liście najskuteczniejszych w strefie europejskiej), sprawiała, że wciąż byli tacy, którzy oczekiwali na niego jak na zbawcę. Dziś wiadomo, że się nie doczekają, bo gracz Panathinaikosu musi się poddać operacji kolana i nie będzie grał dwa miesiące.

Najpoważniejszymi kandydatami do kadry będą więc: Żurawski, Kryszałowicz, Saganowski, Wichniarek i Rasiak, czyli ci, których Janas powołał na dwa ostatnie mecze z Łotwą i Szwecją i którzy do bramki nie trafili wtedy ani razu.

Największy talent wśród polskich napastników - Żurawski - został pochwalony za walkę w Rydze, ze Szwecją zawiódł zupełnie, marnując po strzale głową jedną z najlepszych sytuacji, jakie drużyna miała. I wciąż nie może przełamać opinii gracza, któremu stres gry w drużynie narodowej zupełnie blokuje instynkt strzelecki. Kryszałowicz strzela bramki w lidze, tyle że nie wiadomo czy to rekomendacja wystarczająca, bo przed meczem z Łotwą trafił dwa razy do siatki Wisły Kraków, a potem w Rydze grał kompromitująco.

Rasiak to specjalista od walki w powietrzu, umie przetrzymać piłkę, ale szybkościowcem nie jest. Na pewno przydałby się przy stałych fragmentach gry lub wtedy, gdyby Janas zdecydowanie postawił na atak.

Saganowski przeciwnie - musi mieć dużo miejsca, żeby wykorzystać szybkość i waleczność. W tłoku przy ataku pozycyjnym mniej z niego pożytku. Trudno jednak twierdzić, że zmuszeni do wygrania Polacy nie będą mogli grać z kontry, bo Węgrów też interesuje wyłącznie zwycięstwo.

Wichniarek nie grał w ostatnich meczach, miał kontuzję, wyjechał ze zgrupowania przed spotkaniem ze Szwecją. W meczu Herthy zagrał minutę. To też nie jest nadzwyczajna rekomendacja przed decydującą grą w Budapeszcie.

Selekcja napastników nie może być więc pozytywna - trudno dokonać wyboru najlepszych z najskuteczniejszych. Musi być negatywna, bo żaden z kandydatów na mecz z Węgrami jeszcze w tych eliminacjach niczego nie dokonał. Wszyscy są jak biała tablica.

Gdyby więc zastanawiać się, ilu napastników powinien wystawić Paweł Janas, by wygrać, można by zażartować gorzko, że najlepiej - ani jednego. Tak naprawdę jednak mniejsze znaczenie ma to, ilu piłkarzy pierwszej linii wybiegnie na boisko w Budapeszcie, ale czy zespół będzie ustawiony tak, by miał największą szansę na zwycięstwo. Jeśli na coś liczyć, to na grę zespołową, bo indywidualnego błysku napastników możemy nie doczekać.

Kto powinien zagrać w ataku reprezentacji w meczu z Węgrami?