El. ME: Łotwa - Polska 0:2

Dwa dobrze wykonane stałe fragmenty gry, upór, walka, nieustępliwość i trochę szczęścia dały reprezentacji Polski zwycięstwo na Łotwie 2:0. Zespół Pawła Janasa znów liczy się w walce o awans do mistrzostw Europy.

Gdy Paweł Janas prowadził Legię, sporo czasu poświęcał na ćwiczenie stałych fragmentów gry. Później przynosiło to efekty na boisku. We Wronkach selekcjoner też mocno pracował z kadrowiczami nad rzutami rożnymi i wolnymi, ale chyba sam nie przypuszczał, że przyniesie to tak dobry efekt.

- O losach meczu czasem decyduje jeden dobrze wykonany rzut wolny - mówił po meczu załamany trener Łotyszy Aleksandrs Starkovs i miał rację. Przy wyrównanej grze i meczu walki ten, kto pierwszy strzela gola, zyskuje niebagatelny atut - spokój.

W 36. min Mirosław Szymkowiak pięknie uderzył z rzutu wolnego z ok. 25 metrów. Piłka odbiła się od wewnętrznej części słupka i wpadła do siatki. Paweł Janas pierwszy raz w tym meczu wyskoczył z ławki rezerwowych z uniesioną pięścią. Jeszcze nie opadły emocje, a trzy minuty później zaciśnięta pięść Janasa znów pojawiła się w górze. Tym razem Szymkowiak podawał z rzutu wolnego, a wbiegający w pole karne Tomasz Kłos głową zdobył drugiego gola. Ten wariant Polacy przećwiczyli we Wronkach kilkadziesiąt razy, a jego skuteczność polega na natychmiastowej zamianie miejsca w polu karnym przez kilku zawodników.

Janas natychmiast przekazał piłkarzom, by spróbowali dłużej utrzymać się przy piłce i zwalniać grę. To zadanie niezbyt się im udawało, bo co chwila robiło się bardzo gorąco pod naszą bramką.

W futbolu trzeba mieć trochę szczęścia. Bardzo potrzebne było Polakom pod koniec pierwszej połowy, ale przydało się także na początku spotkania. Gdyby w 6. min po strzale Blagonadezdinsa piłka nie trafiła w słupek, byłoby 1:0 dla Łotyszy i zapewne mecz potoczyłby się zupełnie inaczej. Nie wiadomo, czy po utracie gola Polacy mieliby na tyle silne nerwy, żeby nie ulec panice i odrobić straty. Co prawda przed meczem Tomasz Hajto zapowiadał, ze nawet w przypadku straty bramki nie możemy sobie pozwolić na chaos w grze, ale słowa kapitana swoje, a życie swoje.

Przez pierwsze 20 minut biało-czerwoni dali się kompletnie zdominować przez rywala. Kilka niezbyt udanych interwencji miał Tomasz Kłos, a Krzysztof Ratajczyk zupełnie uległ emocjom. Jego niecelne zagrania potwierdzają, że musi jeszcze popracować nad grą prawą nogą. Ratajczyk na pewno nie zaliczy tego meczu do udanych. To właśnie po tym, jak uciekła mu piłka, a później bezskutecznie próbował wymusić na arbitrze podyktowanie rzutu wolnego, Łotysze strzelili w słupek. Zresztą gospodarze szybko zorientowali się, że właśnie prawym swoim skrzydłem najłatwiej im będzie przedostać się pod polską bramkę. Właśnie tam zainicjowali kolejną swoją akcję. Po szybkiej wymianie kilku podań ograli obrońców, ale Imants Bleidelis, który znalazł się kilka metrów przed bramką, fatalnie spudłował.

Na szczęście Polakom trafiła się seria czterech rzutów rożnych z rzędu i to trochę wytrąciło Łotyszy z rytmu ataków. Para środkowych obrońców Jacek Bąk i Tomasz Hajto wprowadzała spokój do zespołu, a gdy trzeba było, obaj podpowiadali kolegom, jak się mają zachować. - Rataj! Miał być wyjazd, a ty zaspałeś - krzyczał do lewego obrońcy Jacek Bąk, widząc, że ten spóźnia łapanie rywali na spalonym.

Kompletnie bezproduktywny był Paweł Kryszałowicz, który na treningach prezentował się dobrze, a w Rydze wyglądał tak, jakby skończyły mu się baterie.

Dużo więcej pożytku było z Macieja Żurawskiego, który co prawda znów nie popisał się skutecznością, ale chwalili go po meczu piłkarze i selekcjoner. - Maciek strasznie się dzisiaj napracował. Biegał, atakował, absorbował obrońców - mówił Janas.

W 60. minucie sędzia wyrzucił z boiska zawodnika Jurijsa Laizansa, który w Warszawie strzelił bramkę na wagę trzech punktów. Laizans, któremu z bezradności puściły nerwy, zaatakował Lewandowskiego barkiem w twarz. Po tej akcji gra się trochę zaostrzyła, ale Łotysze mimo ciągłych ataków nie mogli przeciwstawić Polakom niczego więcej poza podrażnioną ambicją. Po ostatnim gwizdku sędziego zaciśnięta w geście triumfu pięść Pawła Janasa znów powędrowała w górę. Schodzących do szatni piłkarzy pożegnał przebój grupy Queen "The show must go on" ("Przedstawienie musi trwać"). Oby trwało dłużej niż tylko do środy.

Łotwa - Polska 0:2 (0:2)

Bramki: Mirosław Szymkowiak (35.), Tomasz Kłos (38.)

Żółte kartki: Valentin Lobanovs, Andrejs Rubins, Olegs Blagonadeżdins (Łotwa); Mariusz Lewandowski, Maciej Żurawski, Tomasz Hajto (Polska)

Czerwona kartka: Jurijs Laizans (60, Łotwa)

Sędziował: Kyros Vassaras (Grecja). Widzów: 9 000.

Polska: Jerzy Dudek - Tomasz Kłos, Tomasz Hajto, Jacek Bąk, Krzysztof Ratajczyk - Mariusz Lewandowski (68., Kamil Kosowski), Mirosław Szymkowiak (89., Tomsz Zdebel), Radosław Sobolewski, Jacek Krzynówek - Maciej Żurawski, Paweł Kryszałowicz (46., Marek Saganowski)

Łotwa: Aleksnadr Kolinko - Igor Stepanovs, Valentin Lobanovs, Mihails Zemlinskis, Jurijs Laizans, Olegs Blagonadeżdins, Aleksandrs Isakovs, Imans Bleidelis, Marin Verpakovskis (82., Andrejs Stolcers), Andrejs Rubins (77., Igors Semjonovs), Andrejs Prohorenkovs (80., Vits Rimkus).

Tabela grupy 4.

Najlepszym polskim piłkarzem w meczu z Łotwą był...