Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Barcelona, Monachium, Londyn... Futbolem rządzi kultura nieustannych zmian

Przed laty węgierski szkoleniowiec Bela Guttmann stwierdził, że trzy lata to maksymalny czas pracy w jednym klubie. Obecnie trenerzy rzadko dostają nawet kilkanaście miesięcy, a określenia takie jak "stabilizacja" czy "ciągłość" w ich fachu są coraz bardziej przereklamowane. Czy w futbolu najważniejsze jest dążenie do zmiany?

Gdy ponad trzydzieści lat temu Aston Villa zdobyła tytuł mistrzów Anglii menedżer Ron Saunders w całym sezonie wykorzystał jedynie czternastu zawodników. W ostatnim sezonie sir Aleksa Fergusona w Manchesterze United, który "Czerwone Diabły" zakończyły na szczycie, Szkot posłał na boisko 29 piłkarzy - a i tak zabrakło mu "kilku", by pobić własny rekord.

Oczywiście to porównanie działa na wyobraźnię, ale w sporej mierze jest naturalnym efektem rozwoju piłki nożnej - zarówno jako dyscypliny, ale też biznesu. Obecnie nie ma możliwości, by klub posiadający kilkunastu zawodników w ogóle mógł przetrwać. Znów należy odnieść się do Anglii - ledwo wiążące koniec z końcem Blackpool dopiero na dwa tygodnie przed startem ligi potrafiło zebrać jedenastkę zakontraktowanych piłkarzy. W nadchodzących rozgrywkach nikt nie daje im żadnych szans na utrzymanie się w Championship.

Nawet na Wyspach nieustanna rotacja menedżerów i piłkarzy nikogo nie dziwi, choć do niedawna chwalono tamtejszą kulturę stabilizacji i ciągłości pracy w klubach. Latem 2013 roku oglądaliśmy wiele zmian na najważniejszych stanowiskach trenerskich w Europie. Jednak po dwunastu miesiącach Guardiolę, Mourinho i Ancelottiego czekają dalsze zmiany, niekoniecznie wynikające z osiągniętych wyników. To raczej kwestia wymagań stawianych przez włodarzy klubów oraz jeszcze bardziej ambitnych i niecierpliwych kibiców.

Presja zmian dokonanych

Chociaż głosów o konieczności utrzymania składu, który Realowi zagwarantował decimę, raczej brakowało, nikt nie spodziewał się, że latem może dojść aż do takiej rewolucji. Tymczasem transfery zapowiadają zmiany w bramce (Keylor Navas), w środku pola (Toni Kroos i James Rodriguez), a może nawet w ataku, jeśli potwierdzą się starania "Królewskich" o Falcao. Kibice już nawet nie zastanawiają się, czy tyle zmian było koniecznych, prędzej odgadując możliwe zestawienie personalne "nowego" Realu Ancelottiego.

Z kolei Mourinho w zeszłym roku zapowiadał wieloletni pobyt w Chelsea, ale już zimą zaczął wymuszać transferową, pokoleniową rewolucję. Odeszli Frank Lampard i Ashley Cole, a ściągnięto Ceska Fabregasa, Filipe Luisa i Diego Costę. Biorąc pod uwagę możliwe odejście Petra Cecha, tylko John Terry ostanie się z tej drużyny, którą Portugalczyk opuszczał w 2007 roku. Chociaż Mourinho sam podkreśla, jak ważne jest cierpliwe i długofalowe podejście do budowy zespołu, w tym sezonie oczekuje się od "The Blues" sukcesów. Wątpliwe, by Roman Abramowicz wytrzymał kolejny rok bez żadnego trofeum.

Presja dokonywania zmian

Swego rodzaju łańcuch transferowej zależności utworzył się między Southampton, Liverpoolem i Barceloną - najdobitniej pokazujący, że zmiany dokonują się tam, gdzie niekoniecznie ich trzeba. Pierwszy z tych klubów opuściło już pięciu piłkarzy z pierwszego składu oraz szkoleniowiec, Mauricio Pochettino. Hurtem od "Świętych" kupował Liverpool - na Anfield Road pojawił się Adam Lallana, Ricky Lambert i Dejan Lovren. Wszystko po to, by wzmocnić ofensywę po nieuchronnym i w końcu dokonanym transferze Luisa Suareza do Barcelony. Co ciekawe, te dwa angielskie kluby nie potrzebowały takich rewolucji, bardziej oczekiwano kontynuacji dobrej pracy wykonywanej przez Rodgersa i Pochettino. Tymczasem na Camp Nou jest już nowy trener, bramkarze, obrońcy i napastnik, również taktyka ma ulec zmianie.

Czy Luis Enrique w Barcelonie może wymagać cierpliwości szefów? Niekoniecznie - nauczką dla niego niech będzie nie tylko roczna przygoda Gerardo Martino, ale i wydarzenia w Manchesterze. Po odejściu Fergusona David Moyes osiągał kiepskie wyniki, ale jeszcze do marca mówiono, że ma pewną posadę. W kwietniu ją stracił, a zastępujący go Louis van Gaal po zaledwie rocznej nieobecności "Czerwonych Diabłów" na szczycie mówi o "odbudowywaniu" potęgi wciąż wielkiego klubu. Warto jeszcze spojrzeć na Włochy. W Turynie jednym z powodów odejścia Antonio Conte z mistrzowskiego Juventusu było to, że włodarze nie byli w stanie zagwarantować mu utrzymania kluczowych piłkarzy. Paradoksalnie najmniej zmian przeprowadzili... najbogatsi, czyli Manchester City i PSG, jedynie uzupełniając składy na pojedynczych pozycjach.

Zmieniaj, zanim zmienią Ciebie

Jednak zmiany nie dokonują się wyłącznie na stanowiskach trenerskich czy w składach największych klubów - to zwłaszcza taktyka nie znosi stabilizacji. Do niedawna mówiło się o kilkuletnich cyklach w futbolu, które można rozróżnić przez dominujący styl gry, lecz obecnie coraz większe znaczenie odgrywa uniwersalność drużyny. Jeszcze przed mundialem rosła popularność nieco zapomnianego ustawienia z trójką środkowych obrońców, a najbliższy sezon może być prawdziwym powrotem do stosowania tego systemu. Warto również wspomnieć o 4-4-2, które dało sukcesy na arenie krajowej mistrzom Anglii i Hiszpanii.

Szkoleniowcy tacy jak Guardiola widzą w modyfikacjach taktycznych nie tyle konieczność adaptacji do obecnie dominujących standardów, co szukania możliwości rozwoju dla swoich pomysłów. To zresztą najlepsze odniesienie dla tego trendu ciągłych zmian - skoro, często na dużą skalę, robią to inni, trzeba ich zawsze o krok wyprzedzać, a nie utrzymywać ich tempa. Ta kultura również przesiąknęła umysły kibiców na całym świecie. Coraz rzadziej myśli się o stabilizacji jako drodze do sukcesu. Każda porażka - nawet sparingowa! - obecnie jest wynoszona do rangi wielkiej tragedii, niemal upadku klubu, a jedynym lekarstwem zdaje się być zmiana - prezesa, trenera, taktyki, bramkarza czy napastnika.

Czy futbolowy świat rozpędził się już niemal do granic możliwości, czy dopiero nabiera prędkości w tych zmianach? Ostatnią ostoją stabilizacji wydaje się być Arsene Wenger, który po niemal dziewięciu latach bez sukcesów wygrał z Arsenalem Puchar Anglii. Jednak nawet w obliczu tego zwycięstwa Francuz musiał walczyć z opinią własnych kibiców, którzy mieli dość jego stonowanej, wieloletniej koncepcji rozwoju całego klubu. Tego lata wydał ponad sześćdziesiąt milionów funtów i presja na triumf w lidze tylko wzrosła. Moment i okoliczności jego odejścia posłużą za najlepszą odpowiedź na to ostatnie pytanie.

Kto i ile na tym zarabia? Kto sprzedaje najwięcej, czyli koszulkowy biznes - co warto wiedzieć

Więcej o: