Argentyna - Szwajcaria. Alejandro Sabella po meczu nawiązał do roku 1998. Dlaczego?

Zadowolony z awansu do ćwierćfinału trener Argentyny Alejandro Saballa przyznał, że jego podopieczni zasłużenie wygrali. Od razu dodał, że przypomniał mu się mecz z 1998 roku, kiedy ?Albicelestes? grali z Anglią.

Argentyna od początku tych mistrzostw nie zachwyca, ale wygrywa. Wielka w tym zasługa Messiego, który w każdym spotkaniu miał udział przy decydujących bramkach swojej drużyny. Tak było w grupie z Bośnią i Hercegowiną (2:1 - gol na 2:0, Iran 1:0 - zwycięskie trafienie oraz Nigerią 3:2 - dwie bramki), a także przeciwko Szwajcarii. To on podawał przy golu Angela di Marii w 118. minucie dogrywki. A jak występ swoich podopiecznych ocenił Sabella?

- Pierwsza połowa była bardzo wyrównana, Szwajcaria miała dwie sytuacje, po których mogła otworzyć wynik spotkania. Jednak potem pokazaliśmy swoje walory i zasłużenie wygraliśmy - uznał. I wrócił pamięcią do meczu sprzed 16 lat.

- To był 1998 rok, kiedy byłem asystentem w reprezentacji. Po regulaminowym czasie gry był remis [2:2 - przyp. aut.] i doszło do serii "jedenastek". Niestety, wtedy nie udało nam się rozstrzygnąć spotkania w dogrywce - podkreślił Sabella.

- Musimy teraz odpocząć, zregenerować się, bo ten mecz kosztował nas dużo sił. Nagrodą za ten wysiłek było zwycięstwo, na które zasłużyliśmy - mówił 59-letni szkoleniowiec.

Więcej o: