Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Argentyna - Szwajcaria. Angel czuwał nad Argentyną

Leo Messi czekał do dogrywki aż się doczekał. Jego asysta i gol Angela Di Marii dały Argentynie ćwierćfinał brazylijskiego mundialu. Dla skrzydłowego Realu to pierwsza bramka w turnieju, o której śnił od początku

- Messi nie musi zostać mistrzem świata, żeby mieć swoje miejsce w historii piłki - mówił Alejandro Sabella po pierwszym meczu Argentyny z Bośnią i Hercegowiną. Z pewnością będą o tym dyskutowały pokolenia. Dla kibiców "Albiclelestes", którzy przyjechali na brazylijski mundial, nie jest to takie oczywiste. Wystarczy wsłuchać się w ich piosenki, by wiedzieć, co się liczy. Messi wygrał trzy razy Ligę Mistrzów, ale to dla siebie, lub Barcelony. Dla tych fanatycznych kibiców, którzy śpiewają o poświęceniu życia barwom narodowym, liczy się przede wszystkim to, co piłkarz zrobi dla reprezentacji. - Messi wie, że stoi przed czymś wielkim - mówił Javier Mascherano przed wyprawą do Brazylii.

Czym różni się Leo Messi od innych wielkich postaci w historii piłki? Że nie znosi zabierać głosu poza boiskiem. Zachowuje się jak wielki niemowa, nic w nim z Diego Maradony, którego zawsze, wszędzie pełno. Ta dyskrecja i chorobliwa nieśmiałość Messiego przeniosła się ostatnio także na boisko. Jeszcze dwa lata temu było go wszędzie pełno, teraz zastyga na długie fragmenty, by pojawić się, błysnąć, rozstrzygnąć mecz i mieć spokój na kolejne minuty. Mecz zwykle toczy się bez niego, on jak jastrząb spada w chwili, którą uważa za najbardziej odpowiednią.

W meczu ze Szwajcarią starał się, żeby było inaczej. Częściej wychodził do piłki, rozgrywał lub szukał okazji do rajdu zakończonego strzałem. Ale rywal nie zagapiał się nawet na sekundę. Jakby w chwili, gdy Messi dostawał piłkę zapalało się mu w głowach wielkie, ostrzegawcze światło. W tych mistrzostwach przegapienie akcji gracza Barcy kończyło się nieszczęściem dla wszystkich rywali Argentyny.

W pierwszej połowi Szwajcarzy bronili mądrze próbując skontrować Argentyńczyków. Dobrze zorganizowani w tyłach nie mieli problemów z tym, że Messi lub Angel Di Maria wygrali indywidualny pojedynek, bo zawsze był ktoś z asekuracją. Najgroźniejszą sytuację mieli właśnie Szwajcarzy, ale Romero instynktownie nogą wybił piłkę po za lekkim strzale Xhaki, który zmarnował znakomitą akcję Shaquiriego na prawym skrzydle. Drugą dobrą okazję na gola zmarnował Drmic, będąc sam przed Romero próbował lobować, ale podał mu piłkę do rąk.

Argentyńczycy trzymali piłkę, podwali sobie szukając okazji, by zagrać do Messiego, lub Di Marii. Ci zwykle wymyślali coś oryginalnego, ale nie na tyle, by przebić się przez stojących blisko siebie obrońców. Pomysł drużyny Sabelli był tak oczywisty, że nie zaskakiwał rywali. Messi musiał czekać na swoją chwilę.

Najlepszą okazję dla Argentyny miał środkowy obrońca Garay, który nie trafił głową w piłkę po dośrodkowaniu z rzutu rożnego. Próba przyspieszenia gry w drugiej połowie niewiele dała, może tyle, że Szwajcarzy już nie zagrażali bramce Romero. Argentyńczycy mieli przewagę, ale z dwóch groźnych strzałów Messiego jeden był minimalnie nad poprzeczką, drugi obronił Benaglio. Drużyna Sabelli nacierała, ale obrona Szwajcarów nie była rozpaczliwa. Raczej szczelna, przemyślana, choć coraz głębsza. Swojej szansy nie wykorzystał Ezequiel Lavezzi zastępujący kontuzjowanego Kuna Aguero. Nie rozumiał się z drużyną i poza bieganiną nic jej właściwie nie dał. Drużyna Ottmara Hitzfelda przetrwała do dogrywki. Na tym turnieju już czwartej w siódmym meczu 1/8 finału. Tylko Kolumbijczykom, Holendrom i Francuzom wystarczyło do awansu 90 minut.

Dogrywka była chwilami najciekawsza, szczególnie gdy kibice z Brazylii pobudzili Szwajcarów do walki, krzyczeli "ole" przy każdym dobrym podaniu. Fani Argentyny coraz częściej siedzieli w ciszy, jak zasępieni grą drużyny. Drużyny, która wygrała trzy mecze grupowe, ale ani razu nie zachwyciła. Był taki moment w pierwszej części dogrywki, gdy Messi upadł na murawę i nie mógł wstać. Wydawało się, że jest u kresu sił, ale tuż przed końcem odżył, bo zdarzyła się szansa, na którą czekał 118. minut. Pomknął na bramkę, minął rywala podał do Di Marii i było 1:0. Szwajcarzy powinni wyrównać za chwilę, ale Dzemaili trafił piłkę w słupek, a po odbiciu piłka trafiła jeszcze w niego i wyszła za bramkę. Końcówka meczu wynagrodziła długie minuty nudy. Nawet Benaglio pobiegł do ataku. W przedłużonym czasie gry rzut wolny wykonywał Shaquiri z 18 metrów na wprost bramki, ale trafił w mur.

Zobacz wideo

Arjen Robben jako nurek [NAJLEPSZE MEMY]

Więcej o: