Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Mistrzostwa świata 2014. Gra żwawa Anglia. Przegrywa, ale po meczu najlepszym od dekady

Anglia doznała porażki, owszem, ale w meczu najlepszym od dekady. Włochów, po dojrzałym występie, trzeba umieścić wśród faworytów turnieju.

Czy na tym mundialu zdarzy się jakieś nudne spotkanie? Mając w pamięci rozczarowujące sparingi obu drużyn przed rozpoczęciem turnieju, po meczu Anglia - Włochy spodziewano się pierwszego w Brazylii remisu, być może nawet bezbramkowego. Problemem miał być upał i fatalny stan murawy - a obejrzeliśmy świetne widowisko.

Już w trzeciej minucie grający dopiero piąty mecz w reprezentacji 20-latek z Liverpoolu Raheem Sterling znalazł trochę przestrzeni przed polem karnym Włochów i uderzył z dystansu: trafił w boczną siatkę, choć podekscytowani sprawozdawcy BBC zdążyli już zapisać mu gola. Po chwili bramkarza Salvatore Sirigu, który w ostatniej chwili zastąpił kontuzjowanego Buffona, zmusił do interwencji Jordan Henderson. Anglicy mający w ofensywie prócz Wayne'a Roone-ya "młodszych zdolniejszych" - Danny'ego Welbecka, Daniela Sturridge'a i wspomnianego Sterlinga - czyhali na okazję do kolejnych szybkich kontr: po jednej z nich Barzagli ubiegł Sturridge'a przed wykorzystaniem dobrego dogrania Welbecka.

Z czasem jednak Włosi, dyrygowani przez 35-letniego Andreę Pirlo, zaczęli zyskiwać kontrolę nad meczem. Ich ataki szły głównie prawą stroną, gdzie osamotniony Baines nie radził sobie z Candrevą i obiegającym go Darmianem, kolejne dośrodkowania padały jednak łupem Joe Harta. Do 35. minuty, kiedy Pirlo wypadałoby właściwie zapisać asystę, mimo iż nie dotknął piłki - po odegraniu z rzutu rożnego włoski regista (cofnięty rozgrywający) niemal nonszalancko przepuścił futbolówkę, ściągając równocześnie do boku kryjącego go Sturridge'a i robiąc miejsce uderzającemu zza pola karnego Marchisio.

Było 1:0 dla Włochów, ale podopieczni Roya Hodgsona odpowiedzieli błyskawicznie: Sterling długim podaniem odnalazł na lewym skrzydle Rooneya, ten dośrodkował na piąty metr, gdzie piłkę do bramki wpakował Sturridge. Radość angielskiej ławki była tak wielka, że fizjoterapeuta Gary Lewin doznał kontuzji kostki i musi wracać do kraju. Końcówka pierwszej połowy znów należała jednak do Włochów - Jagielka wybił piłkę z pustej bramki po główce Balotellego, chwilę później Candreva trafił w słupek.

Po przerwie Hodgson próbował rozwiązać problem braku wsparcia dla lewego obrońcy, zmieniając strony, na których grali Rooney i Welbeck. Bezskutecznie: po kolejnym dośrodkowaniu Candrevy Balotelli przeskoczył Cahilla i zdobył drugą bramkę dla Włochów.

Anglicy, trzeba przyznać, próbowali dalej - znakomitą sytuację zmarnował Rooney, którego występ jest teraz przedmiotem najgorętszych dyskusji, zwłaszcza że wprowadzony w drugiej połowie kolejny młodzieniec Ross Barkley wniósł do ich gry sporo ożywienia. Z czasem jednak wilgoć i temperatura zaczęły o sobie przypominać: piłkarzy łapały skurcze, gra zrobiła się bardziej rwana.

Problem zmęczenia nie dotyczył Andrei Pirlo. Niby nie biegał dużo, ale przecież cały czas znajdował się blisko piłki, gotów do zmiany tempa gry, przerzucenia akcji z jednej strony na drugą, przejścia z obrony do ataku. Niby nie podnosił głowy, niby się nie rozglądał, a przecież piłki przezeń adresowane nieomylnie odnajdywały kolegów. Jego statystyki: 108 podań, z czego 100 celnych, to jak na razie rekord mundialu. W ostatniej minucie meczu piłka po rzucie wolnym Pirlo trafiła w poprzeczkę, ponad bezradnym Hartem - wyglądało to tak, jakby pomocnik Juventusu uczestniczył w jakimś spektakularnym konkursie "crossbar challenge" i celował właśnie tam.

Jasnych punktów we włoskiej drużynie było oczywiście więcej: partnerujący Pirlo młody Marco Verratti (obsadzany już w roli następcy kończącego karierę reprezentacyjną weterana) i de Rossi kompletnie zdominowali środek pola. Sirigu w bramce nie podejmował niepotrzebnego ryzyka. Candreva rajdami po prawej pomógł wygrać mecz, wspierany przez świetnie się ustawiającego Matteo Darmiana, który zadebiutował w kadrze ledwie dwa tygodnie temu. Piłkarze Cesare Prandellego wygrali mimo nieobecności Montolivo, De Sciglio i Buffona: ich trener, marzący ponoć o wystawieniu w siedmiu meczach mundialu siedmiu różnych formacji, ma powody do zadowolenia.

Ale Anglicy, mimo porażki, również nie mają się czego wstydzić, bo za kadencji Roya Hodgsona równie dobrego meczu nie zagrali. Odpowiedzią na włoską cierpliwość był szybki atak - metoda, która święciła w ostatnich miesiącach triumfy w piłce klubowej i zapewne święcić je będzie także na mundialu. O ustawieniu 4-4-2 i mozolnych próbach konstruowania ataku pozycyjnego szczęśliwie zapomniano. Debiutująca na wielkiej imprezie młodzież zdawała się nieświadoma paraliżującej zwykle tę reprezentację presji - zwłaszcza Sterling, którego pozycja za plecami napastnika wydawała się dotąd zarezerwowana dla Rooneya. "Żwawy jak Anglik" - trudno o większy kontrast dla letargicznego występu przeciwko temu samemu rywalowi na Euro 2012. Od meczu w Kijowie zmieniło się wszystko - poza klasą Andrei Pirlo.

*Michał Okoński jest dziennikarzem "Tygodnika Powszechnego", autorem bloga "Futbol jest okrutny".

Więcej o: