Grupa D w M¦ 2014. Pudełko z delicjami

Gdy szef angielskiej federacji Greg Dyke zobaczył wyniki losowania grup, wykonał gest podrzynania gardła

Jak poczują się włoscy kibice, jeśli ich wicemistrzowie Europy nie wychylą nosa poza fazę grupową? A jak Urugwajczycy, jeśli czwarta drużyna poprzednich MŚ, mistrz Ameryki, skończy rywalizację w Brazylii po trzech meczach? Anglicy? Ojczyzna futbolu, czołowa liga i jak zawsze wysokie mniemanie o sobie. Los dla tych zespołów nie mógł być bardziej okrutny.

W rankingu FIFA Urugwaj jest 6., Włosi 9., a Anglia 11. Odstaje tylko Kostaryka (34.), ale grupa i tak jest na tyle mocna, że zaraz po losowaniu Cesare Prandelli, selekcjoner Włochów, zaatakował FIFA. - W przyszłości federacja będzie musiała się zastanowić nad zasadami rozstawiania drużyn. Coś tu jest ewidentnie nie tak.

57-letni Prandelli był oburzony, bo zgodnie z ostatnim rankingiem FIFA jego zespół powinien być losowany z pierw-szego koszyka, dzięki czemu uniknąłby najmocniejszych. Tyle że FIFA postanowiła wziąć pod uwagę przedostatni ranking i Włochów z pierwszego koszyka wypchnęli Szwajcarzy, rodacy szefa FIFA Seppa Blattera. - To absurd! Mamy zdecydowanie najtrudniejszą grupę. Nie jesteśmy faworytami, ale możemy pokonać każdego. Będę szczęśliwy, jak przejdziemy do kolejnej fazy - podkreślał Prandelli.

"Wspaniale! Kogo więcej moglibyśmy sobie życzyć w naszej grupie?" - napisał z kolei na Twitterze Giuseppe Rossi, napastnik Włoch i Fiorentiny.

Jeden obraz jak tysiąc słów

Anglicy nie musieli nic mówić. Zaraz po losowaniu wystarczył najazd kamery na szefa angielskiej federacji piłkarskiej, by zrozumieć, co w futbolu oznacza określenie "grupa śmierci". Gregory Dyke po prostu wykonał dłonią gest podrzynania gardła. Jeden obraz wart więcej niż tysiąc słów. Ale jeśli ktoś potrzebował jeszcze dosadniejszego określenia sytuacji Anglików, to mógł zajrzeć do prasy, która zatytułowała relację z losowania "Rumble in the Jungle", czyli "Łomot w dżungli", jak nazwano walkę Muhammada Alego z George'em Foremanem w Zairze w 1974 roku.

Optymizmem próbował zarażać selekcjoner Roy Hodgson. Jeszcze przed podziałem na grupy posłużył się cytatem z filmu "Forrest Gump", że losowanie jest jak wkładanie ręki do pudełka czekoladek. Nigdy nie wiesz, co ci się trafi. Uśmiechnięty był też po losowaniu. Opowiadał o ciekawej wycieczce w tropikalne zakątki świata, ale w końcu musiał przyznać, że grupa jest zabójcza.

Szukanie plusów najlepiej szło zawodnikom. "Ciężka grupa? Nie ma się co przejmować. Jeśli chcemy zdobyć mistrzostwo, to i tak będziemy musieli się spotkać z najlepszymi" - napisał na Twitterze Jack Wilshere, pomocnik Arsenalu Londyn i reprezentacji.

Objawienie w futbolowej religii

Urugwajczycy jak co cztery lata są przymierzani do roli czarnego konia. W Ameryce od lat schowani za plecami Brazylii oraz Argentyny próbują kąsać najlepsze drużyny. Czemu tym razem nie ustawić ich w rzędzie z faworytami? Przecież kadrę w dużej mierze opierają na zawodnikach, którzy cztery lata temu otarli się o medal, a główna różnica jest taka, że w roli lidera Diego Forlana (najlepszy zawodnik mundialu w RPA) zastąpi najlepszy piłkarz na Wyspach Luis Suárez (o ile napastnik Liverpoolu zdąży wrócić do formy po operacji łąkotki). Edinson Cavani jest o cztery lata starszy i pełni teraz w drużynie narodowej znacznie bardziej eksponowaną funkcję.

Urugwajczycy przed szereg nie wychodzą, bo atakowanie z zaskoczenia idzie im najlepiej. I to szczególnie w Brazylii. Tak jak polscy kibice mają Wembley, tak urugwajscy mają Maracanę. Mecz z 1950 r. jest dla nich jak objawienie w futbolowej religii, które nawet dziś daje im prawo do snucia wizji o pobiciu najlepszych.

Skazywany wówczas na porażkę Urugwaj pokonał Brazylię na Maracanie w obecności blisko 200 tys. widzów (rekordowa widownia na meczu piłkarskim) po zwycięskim golu Ghiggii. Gospodarze gotowi na wielką fetę przeżyli dziejową traumę. To nie oni zostali mistrzami, ale Urugwaj, czego Brazylijczycy do dziś nie potrafili mu wybaczyć.

W Polsce remis na Wem-bley z 1973 r. wspominany jest jako początek złotej ery, od której się oddalamy. Tymczasem Urugwaj ciągle wierzy, że może powtórzyć 1950 r. - Teraz już wiem, jak czuł się Ghiggia, gdy uciszał Maracanę - powiedział trzy tygodnie temu Diego Godin, obrońca Urugwaju, gdy strzelił na Camp Nou bramkę Barcelonie, która dała Atlético Madryt mistrzostwo Hiszpanii.

Kostaryka prezentuje się w tym gronie jak praktykant wśród fachowców. Ma obserwować, parzyć kawę i uważać, by nic nie popsuć. Ale zawodnikom charyzmatycznego Jorge Luisa Pinto taka rola nie odpowiada. Co prawda na zapowiedzi trenera ("Nie boimy się. Możemy wygrać ze wszystkimi i wyjść z grupy") należy patrzeć przez palce, ale być może to Kostarykańczycy będą rządzili losem wielkich.

Kadra na mundial 2014 - kliknij, aby powiększyć

Kadra na mundial 2014 - kliknij, aby powiększyć

Kadra na mundial 2014 - kliknij, aby powiększyć

Kadra na mundial 2014 - kliknij, aby powiększyć

Kto awansuje z grupy D do 1/8 finału?
Więcej o: